środa, 13 grudnia 2017

VitalDerm | szampon oraz odżywka - seria odbudowująca z olejkiem arganowym

Dawno nie było nic włosowego, więc dzisiaj zapraszam na recenzję duetu z VitalDerm - szampon oraz odżywka odbudowująca z olejkiem arganowym.


Opis producenta: VitalDerm to innowacyjna gama wyspecjalizowanych kosmeceutyków przeznaczonych do pielęgnacji włosów, twarzy i ciała. Jej głównym składnikiem jest prawdziwy marokański olej arganowy, od setek lat bardzo ceniony za wyjątkowe właściwości zdrowotne i upiększające w połączeniu z proteinami jedwabiu.
Produkty VitalDerm już po pierwszym użyciu przywracają skórze nawilżenie, witalność, jedwabistą gładkość i blask. Włosy nabierają pięknego połysku, łatwo się rozczesują, łatwo układają, są miękkie i przyjemne w dotyku.

SZAMPON ODBUDOWUJĄCY Z OLEJEM ARGANOWYM
Opis: Odbudowujący szampon do włosów z olejem arganowym. Marokański olej arganowy wygładza włókna włosów głęboko je odżywia i wzmacnia, przywracając włosom miękkość, jedwabistość i niespotykany połysk.
Wskazania: do włosów wymagających regeneracji.

Skład: Water (Aqua), Ammonium Cocoyl Isethionate, Glycerin, Decyl Glucoside, Ammonium Laureth Sulfate, Cocoamide Mea, Argania Spinosa (Argan) Kernel Oil, Hamamelis Virginiana (With Hazel) Water, PEG-120 Methyl Glucose Dioleate, Amodimethicone & Cetrimonium Chloride & Trideceth-12, Polyquaternium-22, Quaternium-80, Fragrance (Perfume), DMDM Hydantoin, Hydroxypropyl Guar, Panthenol (Vitamin B5), Anthemis Nobilis (Chamomile) Flower Extract, Tocopherol (Vit. E), Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Methylisothiazolinone, Lactic Acid.

ODBUDOWUJĄCA ODŻYWKA DO WŁOSÓW Z OLEJEM ARGANOWYM
Opis: Odżywka do włosów z olejem arganowym głęboko nawilża przywracając włosom jedwabistość, gładkość, miękkość, połysk, zdrowy wygląd. Wzbogacona czystym marokańskim olejem arganowym, który odżywia i wygładza włókno włosa, pozostawiając włosy wyglądające zdrowo.
Wskazania: odbudowa i regeneracja włosów.

Skład: Water (Aqua), C12-15 Alkyl Benzoate, Cetyl Alcohol, Behetrimonium Chloride, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Argania Spinosa (Argan) Nut Oil, Dimethicone, Amodimethicone&Cetrimonium Chloride Quaternium 22, Fragrance Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Hydrolyzed Corn Protein&hydrolyzed Wheat Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Triricum Vulgare (Wheat) Germ Oil, Enthemis Nobilis (Chamomile) Flower Extract, Tocopherol (Vitamin E), Lactic Acid, Tetrasodium EDTA, Methylisothiasolinone.


Szampon i odżywka znajdują się w wykonanym z brązowego plastiku butelkach z pompką. Mają one po 400 ml. Cena ok. 30 zł za sztukę.

O tym duecie było głośno już dość dawno temu (kosmetyki otrzymały Laur Konsumenta w 2013 r.), mając je w pamięci skusiłam się pewnego razu, gdy zobaczyłam je w aptece.

Obecnie wykończyłam je i prawdę mówiąc zastanawiam się nad czym były te wszystkie zachwyty... (ale o tym za chwilę). Jak dla mnie, ani szampon, ani odżywka nie robiły nic więcej niż te, które możemy kupić w drogerii za kilka złotych. Szampon dobrze oczyszczał, dobrze się pienił. Odżywka sprawiała, że włosy były gładkie i miękkie, ale to wszystko mogę mieć sięgając np. po szampon i odżywkę z Alterry z Rossmanna. Duet ten nie obciążał moich włosów.

Przygotowując się do tej recenzji, doczytałam, że z czasem, producent zmienił skład tych kosmetyków. Na ile to prawda, to nie wiem, ale czytając recenzje z przed kilku lat, same pewnie byście się skusiły na ich zakup. Jeśli nie szkoda Wam kasy to można wypróbować, ale ja, mimo, iż żadnej krzywdy mi nie wyrządziły, już nie ponowię zakupu.

Dajcie koniecznie znać, jeśli je używałyście i jak się one u Was sprawdziły :)

sobota, 9 grudnia 2017

Wellness & Beauty | balsam do rąk z ekstraktem z kwiatów wiśni i ekstraktem z kwiatów róży

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją, jak możecie zobaczyć po nazwie, przepięknie pachnącego kremu (właściwie balsamu) do rąk z Wellness & Beauty.


Opis: Wellness & Beauty Balsam do rąk z ekstraktem z kwiatów wiśni i ekstraktem z kwiatów róży 100 ml. Działanie i pielęgnacja: Poczuj się fantastycznie uskrzydlona – dzięki unikalnej mieszance ekstraktów ze zmysłowo pachnących kwiatów wiśni i z kwiatów róży. Balsam do rąk szybko się wchłania i długotrwale pielęgnuje i nawilża skórę rąk, która staje się wyczuwalnie miękka i gładka.

Skład: Aqua, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Caprylic/Capric Triglyceride, Ethylhexyl Stearate, Dicaprylyl Carbonate, Pentaerythrityl Distearate, Dicaprylyl Ether, Panthenol, Allantoin, Alcohol, Rosa Gallica Flower Extract, Ficus Carica Fruit Extract, Moringa Pterygosperma Seed Oil, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Parfum, Cyclopentasiloxane, Butyrospermum Parkii Butter, Sodium Stearoyl Glutamate, Carbomer, Phenoxyethanol, Benzyl Alcohol, Hexyl Cinnamal, Linalool, Benzylk Salicylate, Citronellol, Alpha-Isomethyl Ionone, Limonene, Benzyl Benzoate, Citric Acid, Sodium Hydroxide, Sodium Chloride, Sodium Sulfate, CI 16035.

Dostępność: Rossmann
Cena: 10,99 zł | 100 ml
KWC: 3,4/5 [klik]

Opakowanie, stylizowane na metalowe, w rzeczywistości wykonane jest z miękkiego plastiku, z którego bardzo wygodnie wyciska się krem. Minusem dla niektórych może być zakrętka. Krem w konsystencji jest dość lekki, ma kolor wpadający w delikatny róż. 

Dla mnie największą zaletą tego kremu jest bezapelacyjnie zapach. No coś przecudownego! 

Krem po wmasowaniu w dłonie przynosi natychmiastowe ukojenie, znika uczucie suchości i ściągnięcia skóry. Dłonie stają się satynowe w dotyku, nie zostaje na nich uczucie lepkości. Krem jest lekki, więc przy bardzo suchych i wymagających mocnego odżywienia dłoniach może nie sprawdzić się. Ale jeśli potrzebujecie lekkiego, pięknie pachnącego kremu na co dzień, po którym możecie szybko wrócić do swoich sprawunków - ten krem na pewno sprosta tym oczekiwaniom. 



sobota, 2 grudnia 2017

Projekt denko | październik - listopad 2017


Witam Was dzisiaj w projekcie denko. Niestety w październiku nie dałam rady dodać podsumowania miesiąca, ponieważ pod koniec października i w listopadzie była u mnie moja siostra z rodzinką. Od kilku lat mieszka dość daleko ode mnie, więc starałam się spędzić z nimi wspólnie czas. Dzisiaj będą więc zużycia z ostatnich dwóch miesięcy.



Fa | żel pod prysznic - coconut water /recenzja/: duży, przyjemnie pachnący żel, do którego chętnie bym wróciła, gdyby nie tyle ciekawych kosmetyków do wypróbowania. Na pewno warto go po niego sięgnąć :)

Babydream fur Mama | balsam do kąpieli dla matek: dopiero teraz zużyłam drugie opakowanie tego płynu, ale niestety nie mam obecnie zbyt wiele okazji, aby robić sobie długie kąpiele (szybki prysznic i na dyżur do małego :D ). Płyn dobrze sprawdzał się, nie przesuszał skóry, jednak w wannie nie tworzy puszystej piany.

Ziaja | żel pod prysznic oraz peeling - wersja orzeźwiająca z limonkowo-cytrusowym koktajlem egzotycznym /recenzja/: miałam spore oczekiwania co do zapachu tych kosmetyków. Kupiłam je aby poczuć odświeżenie pod prysznicem latem, jednak bardzo mocno kojarzą mi się z "kibelkowym" odświeżaczem. Żel jako żel sprawdzał się poprawnie, jednak peeling nie robił zbyt wiele - był rzadki i spływał z dłoni pod prysznicem.

Biały Jeleń | emulsja do higieny intymnej - nawilżające kozie mleko: jednym słowem dobry kosmetyk. Robił co miał robić, nie podrażniał. Ma wygodną pompkę i nie kosztuje zbyt dużo.


Linda | mydło w płynie - lemon & verbena: mydełko dorwane w Biedronce. Bardzo fajny zapach. Ale nie tylko zapach przekonał mnie do zakupu, a szata graficzna opakowania - bardzo prosta i estetyczna.

Avon Foot Works | wygładzający scrub do stóp mięta i aloes: sama nie wiem po co kupuje te peelingi, bo jakiś super efektów po nich nie ma... Ale mają co jakiś czas nowe zapachy.

Marion | złuszczający zabieg do stóp: w tym denku to wyjdę chyba na prawdziwą blondynkę, bo po raz drugi zużyłam kosmetyk a dopiero potem przeczytałam etykietę na opakowaniu :) Jedno opakowanie = jeden zabieg, a ja użyłam go na dwa razy. Myślałam, że zawartość jest do wykonania w czasie wspólnego wieczoru z chłopakiem, bo mamy tu dwa rozmiary skarpetek i dwie saszetki. A okazało się, że zawartość jednej saszetki należało wlać do jednej skarpetki. Jednak uważam, że tego płynu było na tyle dużo, że spokojnie można go rozlać na dwie skarpetki. U mnie zabieg przyniósł pożądane skutki więc można go spokojnie użyć na dwa razy :)


Farmona | szampon do włosów - skrzyp polny: dobry, tani ziołowy szampon do włosów do codziennego używania. Gęsty i wydajny.

Isana | woda brzozowa: nie zauważyłam żadnych efektów na włosach po wprowadzeniu tego kosmetyku do pielęgnacji, więc jak dla mnie jest on zbędny.

Ziaja | maska intensywnie kondycjonująca z keratyną - kozie mleko /recenzja/: super działania po nie nie odnotowałam, jest to po prostu odżywka ułatwiająca rozczesywanie włosów po umyciu. Zdecydowanie lepsze efekty dawała przetrzymana dłużej na włosach pod czepkiem.

Batiste | suchy szampon - floral & flirty blush: suche szampony tej marki bardzo lubię, i w sumie za każdym razem sięgam po inną wersję zapachową. Wszystkie u mnie się bardzo dobrze sprawdzają.

Green Pharmacy | odbudowujący olejek łopianowy z olejem arganowym: nie używałam regularnie tego olejku, raczej przypominało mi się o nim raz na miesiąc albo i rzadziej. Obecnie nie suszę włosów suszarką, a prostownicy nie pamiętam kiedy ostatnio użyłam, więc moje włosy nie są bardzo zniszczone i po tym olejku nie widziałam lepszych efektów niż po konkretnej masce do włosów.


Avon Planet Spa | oczyszczająco-rewitalizująca pianka pod prysznic z ekstraktem nasion Moringa: zastanawiacie się pewnie co ten kosmetyk (przeznaczony do ciała) robi w sekcji kosmetyków do twarzy??? Po prostu jestem gapą... Nie doczytałam i używałam jej do mycia twarzy, ponieważ nie pomyślałam nawet, że Avon w swojej ofercie ma coś takiego jak pianka pod prysznic, i to przed tym jak Nivea wprowadziła swoje pianki na rynek... Muszę przyznać, że pianka bardzo fajnie sprawdzała się do twarzy. Używałam jej przeważnie rano do odświeżenia skóry po nocy i świetnie się do tego sprawdzała. Skóra była bardzo wygładzona, mięciutka. Kremy fajnie się wchłaniały. I pianka ma bardzo przyjemny zapach.

Tołpa, dermo face | matujący płyn micelarny-tonik 2w1 /recenzja/: płyn skutecznie radził sobie ze zmyciem tuszu z rzęs, tonizował i doczyszczał skórę, jednak nie zauważyłam aby działał normalizująco na tłustą skórę.

Garnier Pure Active Intensive | korygujący krem matujący /recenzja/: nie ma co ukrywać, nie jest to Effaclar Duo. Krem nie powodował u mnie diametralnej zmiany (czytaj: poprawy) w stanie skóry, jednak na pewno jej nie zaszkodził. Za to bardzo dobrze sprawdził się jako krem na dzień. Skóra była zmatowiona, a makijaż dobrze się na nim trzymał.

Synergen | plasterki antybakteryjne przeciw wypryskom /recenzja/pisałam o nich jakiś czas temu, więc jeśli zajrzycie do recenzji, to zobaczycie, że byłam z nich zadowolona. Niestety są one już niedostępne w Rossmannie.


Dermika | aktywny peeling enzymatyczny z papainą i żółtą glinką do cery tłustej i mieszanej: maseczka na pewno nie jest przeznaczona dla osób, które (tak jak ja) szukają mocnego oczyszczenia. Maseczka dawała bardzo delikatny efekt. Skóra była wygładzona, pory lekko zwężone. 

Avon Clearskin | głęboko oczyszczająca maseczka przeciw wągrom z 0,5% kwasem salicylowym: maseczka kupiona za kilka złotych, a dawała mi lepsze efekty niż maseczka z Nivei [klik]. Pory po jej użyciu były bardziej zwężone, przez co mniej widoczne i lepiej oczyszczone. Pewnie kiedyś do niej wrócę.

Nivea Essentials | 1 minutowa maska Urban Skin Detoks /recenzja/: maseczka nie wywarła na mnie dobrego wrażenia o czym możecie poczytać w recenzji. Przy mojej dość problematycznej skórze nie sprawdziła się zbyt dobrze. Raczej polecam ją osobą, które potrzebują delikatnego oczyszczenia i odświeżenia skóry.

Dermo Pharma | maska kompres intensywne nawilżanie i dotlenienie: maseczka w płachcie, która jest dobrze wycięta, wszystko dobrze przylegało. Odpowiedni nawilżona. Po zdjęciu jej z twarzy, skóra jeszcze lekko się lepiła od tego płynu, jednak po wmasowaniu resztek, szybko się on wchłonął. Efekt to miękka i wygładzona skóra. Maseczkę użyłam na wieczór, i jak po zabiegu byłam zadowolona, to rano miałam bardzo przesuszoną skórę. Wszystkie suche miejsca były podkreślone... Dziwna sprawa.


Purederm | kolagenowa maseczka pod oczy: płatki średnio się u mnie sprawdziły, użyłam kilka razy, a reszta leżała sobie w lodówce aż się przeterminowała...

Ziaja | spray przyspieszający opalanie - masło kakaowe: uwielbiam zapach tej serii, a kosmetyk zdecydowanie przydatny w czasie wakacji.


Wibo | French Manicure: rzadko maluje paznkcie, co widać po ilości zużytego lakieru... Bardzo lubię takie delikatne, nudziakowe kolory na paznokciach. Niestety już się zważył, więc pora się z nim pożegnać.

Catrice | kredka do brwi odcień 040: moja ulubiona kredka do brwi. Bardzo łatwo wypełnia się nią brwi, nawet jeśli nałożymy jej za dużo, z łatwością wyczeszemy nadmiar dołączoną spiralą. Kolor 040 jest troszkę ciemniejszy niż 020, ale kupuję je praktycznie na zmianę.

L'Oreal | Volume Million Lashes /recenzja/: jak inne tusze z tej serii L'Oreala, bardzo go lubiłam. Rzęsy są widocznie podkreślone, nieposklejane. Tusz jest długo mokry, przez co wystarczy na dość długo.

Max Factor | Clump Defy: masakra dawała u mnie efekt porównywalny do tej żółtej z Lovely, więc skoro mała różnica to nie widzę powodu, żeby przepłacać.

Max Factor | 2000 Calorie: klasyczna szczoteczka z włosia dawała na rzęsach delikatny look. Wydaje mi się, że kiedyś jeszcze do niej wrócę.

Clinique | High Impact Mascara: maskara dawała bardzo naturalny efekt a jednocześnie rzęsy były bardziej widoczne. Gdyby nie cena, to na pewno bym do niej wracała co chwila.

Miss Sporty | Studio Lash 3D Volumythic: tania maskara, która dawała fajny efekt na moich rzęsach. Żywotność tuszu może nie jest najlepsza, ale za tą cenę na pewno warto ją wypróbować.


Lovena | płatki kosmetyczne: mięciutkie, bawełniane płatki, które się nie rozwarstwiały. Na pewno będę do nich wracać, ponieważ te małe biedronkowe zmieniły skład, niestety na gorszy - są mniej przyjemne w dotyku :(

Be Beauty | duże płatki kosmetyczne: lubię używać dużych wacików do zmywania maskary z oczu. Te były dobre, nie rozwarstwiają się.

Nicols | gąbeczki do demakijażu: gąbek celulozowych używam do zmywania maseczek z twarzy, bardzo ułatwiają ten proces, zwłaszcza jeśli chodzi o maseczki na bazie glinek.


Isana | sól do kąpieli - granat i imbir oraz czas marzeń: spoko sole. Lekko barwią wodę, zapach wyczuwalny na początku nawet dość mocno, jednak szybko się ulatnia.

Ziajka | mleczko do ciała dla dzieci i niemowląt: użyłam na sobie, bo wydawało mi się, że miał dość mocny zapach. W pierwszym roku życia synka, staram się używać bardziej delikatnych kosmetyków, tym bardziej, że ostatnio ma on małe problemy skórne.

Palmers | balsam do ciała: ten balsam ma trochę lżejszą formułę od tego, którego używałam w ciąży i  kakao było w nim jakoś tak mniej wyczuwalne.



I to tyle moich dwumiesięcznych zużyć. Dajcie znać czy coś z tego miałyście i jak się u Was te kosmetyki sprawdzały.


wtorek, 28 listopada 2017

Nivea Essentials Urban Skin Detoks | 1 minutowa maska z białą glinką i aktywnym ekstraktem z magnolii

Maseczkę otrzymałam do przetestowania w ramach udziału w Klubie Przyjaciółek Nivea. Jest to jedna z nowości. W linii tych kosmetyków możemy kupić jeszcze krem na dzień i na noc. 



Opis producenta: Urban Skin to nowa linia detoksykujących kosmetyków do pielęgnacji twarzy. Maska wspomaga naturalne procesy obronne skóry i zabezpiecza ją przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych. Przeznaczona dla kobiet pomiędzy 20-tym a 30-tym rokiem życia. 

1 minutowa maska do twarzy Nivea Essentials Urban Skin Detoks o orzeźwiającym zapachu, przeznaczona jest dla kobiet mających szarą i zmęczoną skórę. Dokładnie oczyszcza skórę z toksyn, redukując stresory środowiskowe. Dzięki zawartości peelingujących drobinek, złuszcza martwe komórki naskórka. W rezultacie stosowania zobaczysz i poczujesz na własnej skórze zdrowo wyglądającą cerę. 


Skład: Aqua, Kaolin, Glycerin, Alcohol Denat., Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Microcrystalline Cellulose, Butyrospermum Parkii Butter, Caprylic/Capric Triglyceride, Cellulose, Magnolia Officinalis Bark Extract, Glyceryl Glucoside, Xenthan Gum, Potassium Cetyl Phosphate, Hydrogenated Palm Glycerides, Hydrogenated Castor Oil, Dimethicone, Trisodium EDTA, Phenoxyethanol, Methylparaben, Citronellol, Alpha-Isomethyl Ionone, Limonene, Parfum, CI 77891, CI 42090, CI 47005. 


Dostępność: drogerie
Cena: 16,99 zł | 75 ml
KWC: 4,7/5 [klik]

Maseczka znajduje się w plastikowej tubce. Szata graficzna jest miła dla oka. Zapach jest dość intensywny, ale przyjemny.

Konsystencja maseczki jest kremowa, ani za gęsta, ani za rzadka. Łatwo rozprowadza się na skórze. Ma ona lekko zielony kolor, który zmienia się na twarzy w biały. W maseczce zatopione są drobinki peelingujące, ale jak dla mnie nie jest ich za dużo (nie ma co porównywać do pasty z Ziaji). Dzięki nim możemy wykonać delikatny peeling podczas jej zmywania. 


Producent przekonuje, że maseczka działa już w minutę. Prawdę mówiąc nigdy jej tak krótko nie trzymałam na twarzy, bo albo nakładałam i wchodziłam pod prysznic i pod koniec mycia ją zmywałam, albo nakładałam wieczorem na spokojnie nawet i na 20 minut. Po dłuższym czasie oczywiście przez zawartość glinki maseczka zastyga na twarzy i trochę trudniej ją zmyć.

Po zmyciu maseczki, skóra jest wygładzona, lekko rozjaśniona. Niestety moje pory są tylko minimalnie zwężone, a zaskórniki mają się dobrze jak i przed zastosowaniem maski. Może maseczka lepiej sprawdzi się dla posiadaczek cery normalniej i mniej problematycznej, która potrzebuje jedynie odświeżenia.

Z góry przepraszam Was za poniższe zdjęcie, moja cera z bliska nie prezentuje się zbyt ładnie...


Z całej serii najbardziej zainteresowała mnie właśnie maseczka, głównie z powodu zawartości glinki w składzie, która najlepiej sprawdza się przy tłustych i problematycznych skórach. Myślałam, że będzie to maseczka, którą będę mieć pod ręką, aby szybko jej użyć, bez konieczności bawienia się ze sproszkowanymi glinkami. Niestety efekty jakie daje u mnie ta maseczka, a raczej ich brak, na moje mocno rozszerzone pory i zaskórniki, sprawiają, że po skończeniu tego opakowania nie powrócę do niej. Jeśli macie cerę tak problematyczną i "podziurawioną" porami, polecam zdecydowanie czyste glinki :)


sobota, 25 listopada 2017

Ziaja | żel i peeling - seria orzeźwiająca z limonką

Kosmetyki z Ziaji lubię i jeszcze nie trafiłam na takie, które by mnie tak zraziły, bym nie chciała ich nigdy więcej kupić. AŻ DO TERAZ. Niestety żel i peeling kupione latem z myślą o orzeźwieniu, o zapachu cytrusowym, strasznie, strasznie długo zalegały u mnie w łazience...


ORZEŹWIAJĄCY ŻEL POD PRYSZNIC Z LIMONKOWO-CYTRUSOWYM KOKTAJLEM EGZOTYCZNYM

Odświeżający, energetyzujący żel z limonkowo-cytrusowym koktajlem egzotycznym dla kobiet i mężczyzn. Aquaformuła:
  • delikatnie myje, pozostawia skórę czystą i zadbaną
  • zmienia kąpiel w energetyzującą aromaterapię
  • zapewnia skórze wyjątkowo świeży, limonkowy zapach
  • tworzy lekką, pielęgnującą pianę
KWC: 3,1/5 [klik]


ORZEŹWIAJĄCY PEELING DO TWARZY I CIAŁA Z LIMONKOWO-CYTRUSOWYM KOKTAJLEM EGZOTYCZNYM

Aktywność peelingująca + hydromasaż
  • oczyszcza i delikatnie masuje powierzchnię naskórka
  • pozostawia skórę gładką, miękką i zadbaną
  • ma energetyzujące, świeże, zielone nuty zapachowe
  • dodaje wiosennej aktywności i poprawia samopoczucia
KWC: 2,9/5 [klik]



Oba kosmetyki kosztowały niewiele ponad 5 zł. Cena zachęcała, zielone opakowania obiecywały cytrusowe orzeźwienie. Niestety, dla mnie zapach tych kosmetyków, jest masakryczny - pachną jak tanie cytrynowe odświeżacze do toalety... Z racji tego zapachu bardzo długo próbowałam je zużyć i w końcu jakoś się udało.

Żel, pomijając kwestie zapachowe, nie był aż taki zły. Robił co ma robić, nie przesuszył mi skóry. Jednak peeling to raczej żel z niewielką ilością słabo ścierających drobinek. Po użyciu nie czułam na skórze żadnego wygładzenia. Do tego ma bardzo rzadką konsystencję i spływa z dłoni, gdy próbujemy nanieść go na ciało (do twarzy nie odważyłam się go użyć).

Więc jeśli kiedykolwiek zastanawiałyście się nad zakupem tego duetu od Ziaji, to omijajcie go szerokim łukiem. Szkoda nawet tej dychy na nie... 

czwartek, 23 listopada 2017

Tołpa dermo face, strefa t | matujący płyn micelarny-tonik 2w1

Jak pewnie wiecie, płyny micelarne towarzyszą mi już od kilku ładnych lat w mojej pielęgnacji twarzy, a szczególnie w demakijażu. Dzisiaj pora na kolejną nowość u mnie, czyli matujący płyn micelarny od Tołpy, który pełni również rolę toniku. 






Dostępność: tolpa.pl, apteki internetowe
Cena: od 22-38 zł | 400 ml
KWC: 3,9/5 [klik]

Wszystkie kosmetyki marki Tołpy posiadają prostą i estetyczną szatę graficzną opakowań. Butelka mimo, iż jest duża dobrze trzyma się w dłoni. Otwór aplikatora jest "akuratny", dobrze mi się nim dozuje płyn na płatek kosmetyczny. 

Kosmetyki z Tołpy, te które do tej pory używałam, nie uczulały mnie i nie powodowały, że skóra była zaczerwieniona czy podrażniona. W tym przypadku było tak samo. Płyn posiada delikatny zapach.

Jako kosmetyk do demakijażu sprawdził się zarówno do zmywania maskar z rzęs jak również makijażu z twarzy. Oczy mnie po nim nie szczypały.

Płynu używałam również jako tonik w porannej pielęgnacji. Kosmetyk nie sprawiał, że skóra była napięta czy ściągnięta. Faktycznie była lekko zmatowiona. Niestety efektów zwężenia porów czy też działania normalizującego, jeśli chodzi o wydzielanie sebum, nie zauważyłam. Skóra przetłuszczała się w ciągu dnia tak samo, jak i przed używaniem tego toniku.

Osobiście oceniam go na mocną 4, jednak raczej nie powrócę do niego, z racji tego, że jeszcze tyle kosmetyków do przetestowania i wypróbowania przede mną :D




wtorek, 24 października 2017

Nivea | pielęgnujący płyn dwufazowy

Ostatnio pisałam o tuszu do rzęs a dzisiaj będzie o kosmetyku do jego usuwania. Na tapecie ląduje nowość z Nivei, dwufazowy płyn pielęgnujący rzęsy.


Opis producenta: 
  • skutecznie usuwa nawet wodoodporny makijaż
  • dba o wrażliwe okolice oczu, nie wymaga pocierania
  • pielęgnuje rzęsy


Skład: Aqua, Isododecane, Isopropyl Palmitate, Dimethicone, Phenoxyethanol, Sodium Chloride, Trisodium EDTA, Caprylyl/Capryl Glucoside, Benzethonium Chloride, Sodium Ascorbyl Phosphate, Citric Acid, Sodium Hydroxide, CI 16035

Płyn dostępny będzie w Rossmannie od listopada, a jak jego dostępność w innych drogeriach, to niestety nie wiem, nie mogłam znaleźć takiej informacji.

Osobiście nie przepadam zbytnio za mleczkami do demakijażu oraz płynami 2-fazowymi, ponieważ dość często kosmetyki te sprawiały, że na oczach zostawała "mgła". W przypadku nowego płynu z Nivei, muszę przyznać, że bardzo mnie zaskoczył właśnie tym, że po jego użyciu widziałam normalnie :) 

Po wstrząśnięciu i namoczeniu płatka kosmetycznego, wystarcz przyłożyć go na chwilkę do oka i tusz zostaje szybko rozpuszczony. Nie maże się on, ale trzeba kilka razy przyłożyć wacik, by zmyć cały makijaż. Po zmyciu tuszu z rzęs nie zostaje po nim nic - nie zdarzyło mi się, abym go nie domyła tym kosmetykiem, i rano budziła się z jego resztkami pod oczami. 

Jeśli lubicie płyny 2-fazowe do zmywania makijażu z oczu to polecam wypróbować nowość z Nivei, bo jest on na prawdę dobry w tym co ma robić :)


niedziela, 22 października 2017

L'Oreal | maskara Volume Million Lashes

Dzisiaj chciałabym Wam szybko przedstawić złoty tusz z L'Oreala. Osobiście bardzo lubię maskary tej marki, efekty maskar, które już miałam, możecie zobaczyć:


Tusz ma silikonową szczoteczkę, która bardzo dobrze rozczesuje rzęsy, nie skleja ich. Tworzy z nich firanki. Rzęsy są pogrubione, ale nie wyglądają ciężko. Tusz w ciągu dnia się nie osypuje. 


Jak  w przypadku wszystkich maskar jakie miałam z L'Oreal warto po otworzeniu dać im jakiś czas, aby troszkę podeschły, bo na początku mogą sklejać rzęsy. Jednak ma to swoje plusy, ponieważ tusze te mają długą żywotność. 



Powyżej możecie zobaczyć jak maskara prezentuje się na rzęsach. Pierwsze zdjęcie oczywiście bez makijażu, a na drugim efekt maskary Volume Million Lashes na moich rzęsach :)

Jestem ciekawa czy już ją miałyście i czy byłyście zadowolone z efektów? 

piątek, 20 października 2017

Fa Coconut Water | żel pod prysznic

Pięknie pachnące żele pod prysznic to chyba nic bardziej przyjemnego w naszej codziennej pielęgnacji. Dzisiaj będzie właśnie o takim jednym gagatku :)



Dostępność: drogerie, markety
Cena: od 9 zł | 400 ml
KWC: 3,8/5 [klik

Żel z Fa ma bardzo przyjemny i nienachalny zapach. Zapach wody kokosowej nie należy kojarzyć z tradycyjnym słodkim zapachem kokosa. Żel z powodzeniem może być używany przez wszystkich członków rodziny, ponieważ nie jest to typowy "babski" zapach. Błękitna jasna szata graficzna przywodzi na myśl lato... Duże opakowanie wystarczy na długo, żel jest gęsty, dobrze się pieni przez co jest bardzo wydajny. 

Bardzo polubiłam się z tym żelem i jeśli nie macie pomysłu jaki żel powinien teraz zagościć w Waszej łazience to może warto go wypróbować, jeśli nie lubicie typowo ciężkich i zimowych zapachów.


sobota, 14 października 2017

Isana Young; Synergen | punktowe plasterki przeciw wypryskom

Posiadaczki problematycznej cery pewnie dobrze znają punktowe plasterki wysuszające wypryski. Wcześniej w Rossmannie dostępne były takie z Synergen, a teraz pozostały tylko z Isany. Według mnie obie wersje są takie same :)



W opakowaniu znajduje się 36 plasterków, które pakowane są po 12 sztuk w oddzielnych listkach - każdy w dodatkowym opakowaniu.



Plasterki bardzo dobrze przyklejają się do skóry. W ciągu nocy nie przemieszczają się nigdzie po twarzy, nie odklejają i nie znikają gdzieś w otchłani pościeli... Plasterki po naklejeniu na twarzy są praktycznie niewidoczne, ponieważ mają matowe wykończenie, więc się bardzo nie odbijają. Można je spokojnie nosić również w dzień. Na zdjęciu pokazuję, jak wyglądają pod różnym kątem :)


Ja stosuję takie plasterki dość sporadycznie, gdy wyskakuje mi wielka, boląca gula, której nie można delikatnie się pozbyć samemu (tak wiem, wiem... nie powinno się ich wyciskać). Obie wersje sprawdzają się u mnie tak samo. Oczywiście pryszcz nie zniknie całkowicie po jednokrotnej aplikacji, czasami trzeba zużyć kilka plasterków na jednego dziada (ja najczęściej naklejam je na noc), ale u mnie zachodzą dwie sytuacje:

  • albo wyprysk "wchłonie się" i jest dużo, dużo mniejszy (zdarzało się, że taki "kolega" znikał po jednokrotnej aplikacji)
  • albo jego zawartość zostanie wyciągnięta i znajduje się pod plasterkiem lub jest możliwość delikatnego jego wyduszenia



Ja z działania z plasterków Synergen jak i Isany jestem zadowolona i będę na pewno do nich wracać. Jeśli ich używałyście ciekawa jestem, czy i u Was się sprawdziły? A może znacie coś lepszego, by zlikwidować pojedyncze wypryski?



piątek, 6 października 2017

Projekt denko | wrzesień 2017

Kolejny miesiąc znów mi szybko minął... i pytam kiedy??? Niestety przy małym dziecku, mimo, że każdy dzień wygląda praktycznie tak samo, to czas przelatuje po prostu między palcami... Jak widzicie cierpi na tym blog, bo wpisy nie pojawiają się ani regularnie ani zbyt często. Ale mam nadzieję, że mimo to pozostaniecie dalej ze mną :D 

Dzisiaj pora na wrześniowe zużycia, których jest całkiem sporo. Zapraszam do dalszej części wpisu.


Alverde | szampon Ultra Sensitive: szampon z racji małego i poręcznego opakowania używałam głównie na wyjazdach. Dobrze mył, włosy były miękkie, nie puszyły się.

Timotei with Jericho Rose | szampon Lśniący Blask: równie przyjemny szampon. Nie obciążał włosy, dobrze się rozczesywały.

Dove Baby | szampon: szampon dostałam w przesyłce od Rossmanna po narodzinach synka, jednak do pierwszego roku życia będę się starała stosować do jego pielęgnacji delikatniejszych w składzie kosmetyków, dlatego ten szampon wykorzystałam ja i dobrze się u mnie sprawdzał. Włosy były miękkie, dość dobrze się rozczesywały bez użycia odżywki.

Batiste | suchy szampon Cool&Crisp Fresh: w mojej szafce zawsze jest jakiś suchy szampon, a te z Batiste są wg mnie najlepsze, z tych dostępnych w drogerii :)


Yves Rocher | kremowy żel pod prysznic Orzechy Makadamia /recenzja/: fajny ale mało wydajny żel pod prysznic.

Balea | balsam pod prysznic: jak już wspominałam w ostatnim sierpniowym projekcie denko, nie przepadam za tego rodzaju kosmetykiem. Ale ten balsam o wiele lepiej się sprawdzał niż ten z Eveline i w składzie nie ma parafiny.

Wellness&Beauty | peeling cukrowo-olejowy z olejem z pestek mango i kokosa /recenzja/: bardzo lubię te peelingi w słoiczkach z Rossmanna. Są to mocne zdzieraki, które dzięki drobinkom oraz olejom w nich zawartych, pozostawiają gładką i nawilżoną skórę.

Avon | nawilżająco-wygładzający olejek do ciała i kąpieli z brazylijskimi jagodami Acai: olejek nie przypadł mi do gustu jeśli chodzi o stosowanie prosto na skórę ciała, więc zużyłam go dolewając do kąpieli. Ale szału nie było więc na pewno już nie zagości w mojej łazience.

Lactacyd | żel do higieny intymnej Fresh: żeli do higieny intymnej używam już kilka jak nie kilkanaście lat, za każdym razem sięgam po coś innego, już wykańczam dwa kolejne, ale o tym w następnym denku. Żel z Lactacyd nie podrażnił mnie i po prostu robił to co ma robić tego rodzaju kosmetyk :)


FussWohl | dezodorant do stóp: tani, dostępny w Rossmannie i robi swoje :)

Nality | zmywacz do paznokci: znaleziona resztka zmywacza z Biedronki, jeszcze jak widzicie w starym opakowaniu... Zmywacz wspominam bardzo dobrze.

Bic | maszynki Soleil Bella: lubię te maszynki z serii Soleil, te mają 4 ostrza, po goleniu nóżki pozostają mega gładziutkie :)

Luksja Creamy | nawilżające mydło w płynie Cotton Milk & Provitamin B5 (uzupełnienie 400 ml): przyjemnie pachnące mydełko, które nie przesuszało mi dłoni.


Sun Ozon | tropikalny balsam do opalania SPF 30: bardzo przyjemnie pachnący balsam do opalania, który chroni naszą skórę. W tym roku używałam balsamów do opalania tylko podczas spacerów. Nie zużyłam go do końca, jednak data przydatności już minęła.

Ziaja Sopot Sun | żel łagodzący po opalaniu - kompres łagodzący 3% D-panthenolu, alantoina, wapń: bardzo fajny chłodzący i kojący żel po opalaniu. Używałam go w zeszłym roku na wakacjach. Z racji tego, że w tym roku nigdzie nie wyjeżdżaliśmy, a termin ważności już minął muszę się już z nim pożegnać, ale z przyjemnością do niego wrócę :)


The Body Shop | rumiankowy balsam do demakijażu /recenzja/: bardzo fajna odmiana od tradycyjnego demakijażu. Wykorzystanie olejków do zmywania makijażu to bardzo dobra alternatywa, zwłaszcza na najbliższe miesiące, by oczyścić skórę ale jej dodatkowo nie przesuszać. Balsam dobrze usuwał podkład jak i tusz do rzęs.

Garnier Essentials | nawilżający tonik witaminowy /recenzja/: przyjemny tonik, który odświeżał, nie pozostawiał lepkości skóry, nie podrażniał jej.

Avon Planet SPA | ujędrniające serum do szyi i dekoltu z ekstraktem kolumbijskiej kawy: dobre serum do nawilżania szyi oraz dekoltu, szybko się wchłaniało i nie pozostawiało lepkości na skórze.


Tami | oczyszczające płatki do twarzy - ekstrakt z ogórka & ekstrakt z aloesu: używałam ich na wyjeździe i całkiem całkiem dawały radę, jednak aby zmyć makijaż z oczu należało wykorzystać kilka płatków. Płatki po otworzeniu należy od razu zużyć, bo dość szybko wysychają.

Be Beauty | płatki kosmetyczne: niestety po zmianie składu nie są już tak miękkie i przyjemne, ale te co mam po prostu muszę zużyć...

L'Oreal | chusteczki oczyszczająceTriple Active oraz Isana Young | chusteczki oczyszczające Kokos&Mango: chusteczki używałam do zmywania resztek makijażu z oczu, po rozpuszczeniu maskary masełkiem z The Body Shop.


Astor | podkład Mattitude: chyba mój ulubiony podkład na lato, a nawet na cały rok jeśli potrzebuje lekkiego krycia i wyrównania kolorytu skóry. Łatwo się aplikuje, nie pozostawia smug, nie jest widoczny na skórze, ma matowe wykończenie. Nie zapycha i nie podkreśla suchych skórek.

Iwostin Purritin | korektor maskujący: kosmetyk odnaleziony po latach w czeluściach szuflady... Bardzo się z nim nie polubiłam. Niestety nie jest to korektor, który zakamufluje jakiekolwiek wypryski. Zdecydowanie makijażowy bubel...


PRÓBKI:
Yope | naturalny żel pod prysznic Dziurawiec: bardzo przyjemny i ładnie pachnący żel pod prysznic.
Evree | regenerujący balsam do ciała Max Repair: miałam już pełną wersję tego balsamu /recenzja/ i znalazł się on w moich zimowych ulubieńcach. Idealny balsam na zimę :)
Yves Rocher | krem Ovale Lifting: dobrze nawilżajacy krem do twarzy, obawiałam się, że będzie zbyt ciężki do mojej tłustej skóry, ale o dziwo dobrze się wchłaniał a rano nie wstawałam z mega tłustą skórą. Próbka starczyła mi na dwa użycia.
Sisley | krem pod oczy: kremik miał postać lekkiego żelu, używałam go na noc pod cięższy krem. 
Chloe | See By Chloe: przepiękny zapach. Koniecznie powąchajcie jeśli tylko będziecie mieć okazję. 


A Wam jak poszło we wrześniu z zużyciami?



środa, 4 października 2017

The Body Shop | rumiankowe masło do demakijażu

O używaniu olei do oczyszczania skóry oraz demakijażu dowiedziałam się kilka lat temu i co jakiś czas wracam do tej formy oczyszczania. Miałam chrapkę na balsam do demakijażu z Clinique, jednak postanowiłam wypróbować coś tańszego i tak w moje ręce trafiło rumiankowe masło z The Body Shop.


Opis producenta: Rumiankowe masło oczyszczające to luksusowy produkt, który po nałożeniu na twarz, rozpuszcza się i konsystencja upodabnia się do olejku. Bez trudu usunie makijaż! Do każdego rodzaju cer. Rumianek ze względu na swoje właściwości kojące jest wspaniałym składnikiem kosmetyków. The Body Shop pozyskuje olejek rumiankowy w ramach programu Wspólnoty Uczciwego Handlu od angielskiego dostawcy z Norfolk. Rumianek uprawiany jest bez szkodliwych pestycydów i zbierany w odpowiednim czasie, aby mieć pewność, ze wyprodukowany olejek będzie najwyższej jakości.

Skład: Ethylhexyl Palmitate, Synthetic Wax, PEG-20 Glyceryl Triisostearate, Olea Europaea Friut Oil/Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Caprylyl Glycol, Tocopherol, Parfum, Aqua, Linalool, Limonene, Helianthus Annuus Seed Oil, Anthemis Nobilis Extract, Citric Acid

Dostępność: The Body Shop
Cena: 49 zł | 90 ml 
KWC: 4,9/5 [klik]

Kosmetyk znajduje się w metalowej puszce, co przy upadku nie spowoduje utraty kosmetyku, a mi kilka razy wypadło ono z dłoni...

Konsystencja zbitej wazeliny, którą w cieplejsze dni dużo łatwiej wydobyć z opakowania. Jednak samo nabieranie nie jest zbyt trudne, bo masełko pod wpływem ciepła naszych dłoni rozpuszcza się, tworząc bardziej oleistą maź. Zapach masła jest przyjemny, delikatny, dawno nie wąchałam rumianku więc nawet nie napiszę Wam czy pachnie podobnie :)

Masło w swojej roli spisuje się rewelacyjnie. Usuwa nawet najmocniejszy czy wodoodporny makijaż, zarówno z twarzy jak i z oczu. Czasami pozostawiał delikatną mgłę na oczach, ale wystarczy je dobrze zmyć. Po opłukaniu twarzy ciepłą wodą i usunięciu resztek makijażu i rozpuszczonego masełka, skóra nie jest ani tłusta ani obklejona nieprzyjemnym filmem. Jest po prostu czysta i nawilżona. Masła można używać samodzielnie lub też jako pierwszy etap oczyszczania skóry.

Jeśli zastanawiałyście się tak jak ja nad droższą wersją balsamu do demakijażu, polecam najpierw wypróbować masło z The Body Shop. Zarówno cena, wydajność jak i skuteczność w usuwaniu makijażu (po ocenach na KWC możecie zobaczyć, że nie tylko ja je lubię) przemawia zdecydowanie na jego korzyść. 

Oczywiście jak pod każdą recenzją czekam na Wasze komentarze. 
Stosujecie oleje w swojej pielęgnacji??? Może miałyście masełko The Body Shop, jeśli tak to koniecznie dajcie znać jak się ono u Was sprawdziło. 

środa, 20 września 2017

Wellness & Beauty | peeling do ciała - olejek z mango i kokosa

Peelingi z Wellness & Beauty lubię już od dawna. Swoją przygodę rozpoczęłam od o zapachu alg i minerałów morskich [recenzja], niestety jest ona już niedostępna, potem przyszła kolej na nowości, które jakiś czas temu zostały wprowadzone na rossmannowskie półki, czyli wersja z oliwą z oliwek i zieloną hernatą [recenzja]  oraz dzisiaj recenzowaną z mango i kokosem.


Opis producenta: Poczuj się ożywiona olejkiem z mango i kokosa. Niewielkie drobinki peelingujące z naturalnej soli morskiej usuwają łagodnie i gruntownie martwy naskórek i pobudzają mikrocyrkulację skóry. Skóra staje się miękka i jedwabista w dotyku.

Skład: Maris Sal, Ethylhexyl Stearate, Sucrose, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Parfum, Cocos Nucifera Fruit, Mangifera Indica Seed Oil, Tocopherol, CI 19140, Limonene, Citronellol.

Dostępność: Rossmann
Cena: 13,99 zł | 300 g
KWC: 3,8/5 [klik]

Peelingi Wellness & Beauty zamknięte są w słoiczku, który wygląda jak dawna magiczna mikstura. Dzięki temu, że jest to słoik bardzo wygodnie wydobywa się z niego kosmetyk i można zużyć go co do ostatniego ziarenka. Niestety z czasem, gdy opakowanie stoi pod prysznicem czy na wannie metalowe elementy trochę rdzewieją. 

Zapach jest przyjemny, nie czuć mocno chemią, mi się bardzo podoba. Po kąpieli unosi się on w całej łazience. 


Peeling z nazwy cukrowy, okazuje się peelingiem solnym o bardzo ostrych drobinach. Przed użyciem warto zmieszać warstwę solną z olejkiem, który gromadzi się na wierzchu kosmetyku. Warto wspomnieć, że warstwę nawilżenia zapewniają nam olejki a nie parafina. Skóra po kąpieli jest nawilżona, uelastyczniona, ja nie czułam potrzeby używania po nim balsamu. 

Nie ukrywam, że peelingi te bardzo lubię bez względu na zapach. Wszystkie bardzo dobrze ścierają i są dość ostre, więc osoby z wrażliwą i delikatną skórą powinny na niego uważać. 


czwartek, 14 września 2017

Yves Rocher | kremowy żel pod prysznic - orzechy makadamia

Kolejny żel pod prysznic Yves Rocher w mojej łazience. I kolejna jego recenzja :)


Opis producenta: Poczuj egzotykę ogrodów świata i odkryj słodycz Orzecha makadamia z Gwatemali. Daj się skusić jego niezwykłej, kremowej konsystencji, która delikatnie myjąc Twoje ciało jednocześnie je odżywia, dzięki odżywczym właściwościom olejku z orzechów makadamia.



Dostępność: Yves Rocher (stacjonarnie oraz sklep internetowy)
Cena: 12,90 zł | 200 ml
KWC: 4,3/5 [klik]




Kolejny przepięknie pachnący żel od Yves Rocher. Uwielbiam tę serię za zapach, jednak troszkę nie lubię ich za cenę i kiepską wydajność. Pod prysznicem chce się go używać i lać na gąbkę, no i szybko znika z opakowania. Jednak jeśli lubicie fajne i nie chemiczne zapachy to koniecznie wypróbujcie jakiś zapach z tej serii :) Żel w swojej roli oczywiście dobrze się sprawdza, myje, dobrze się pieni i pozostawia pachnącą skórę i łazienkę...

wtorek, 12 września 2017

Garnier Essentiales | nawilżający tonik witaminowy z różą - cera sucha i wrażliwa

Tonik otrzymałam jakiś czas temu do przetestowania i szczerze mówiąc sama bym nie zwróciła na niego uwagi, a szkoda, bo uważam że warto poświecić mu choć trochę uwagi :)



Opis producenta: Nawilżający tonik witaminowy oczyszcza, odświeża i łagodzi. Czy nawilżający tonik witaminowy Garnier Essentials jest stworzony dla mnie? Tak, jeśli masz skórę suchą i wrażliwą oraz poszukujesz preparatu witaminowego, który ją odświeża i łagodzi. Jak działa? Formuła z ochronnym ekstraktem z róży i prowitaminą B5 uwalnia skórę z resztek zanieczyszczeń, dbając o jej delikatność. Skóra jest oczyszczona, miękka, świeża i bardziej promienna. Nasza filozofia Garnier Skin Naturals: Pierwszeństwo dla naturalnych składników pozyskiwanych dzięki metodom, które pozwalają zachować jakość i czystość. Kosmetyki testowane dermatologicznie. Produkty o udowodnionej skuteczności. Testowany dermatologicznie.

Skład: Aqua, Glycerin, Citronellol, Mathylparaben, Panthenol, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Polyaminopropyl Biguanide, Rosa Centifolia Water, Parfum 

Dostępność: drogerie, markety
Cena: ok. 6 zł | 200 ml
KWC: 4/5 [klik]

Tonik znajduje się w różowiutkiej buteleczce. Otwór dozujący jest akuratny, dobrze się z niego aplikuje. Zapach jest bardzo delikatny. 

Używałam go głównie rano do tonizowania skóry. Bardzo dobrze się sprawdził. Pozostawiał skórę odświeżoną i nie pozostawiał lepkości. Nie spowodował żadnego podrażnienia.

Kosmetyk bardzo wydajny, tani i dostępny prawie wszędzie. Do tego dobrze sprawdza się w swojej roli. 

A Wy co o nim myślicie? Ja ciekawa jestem jeszcze wersji przeznaczonej do skóry tłustej z ekstraktem w winogron, więc jeśli go miałyście koniecznie dajcie mi znać jak się sprawdza :)


VitalDerm | szampon oraz odżywka - seria odbudowująca z olejkiem arganowym

Dawno nie było nic włosowego, więc dzisiaj zapraszam na recenzję duetu z VitalDerm - szampon oraz odżywka odbudowująca z olejkiem arganowym...