Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Auriga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Auriga. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 stycznia 2015

Kosmetyczni ulubieńcy roku 2014 | pielęgnacja

Pora na kosmetyczne podsumowanie roku 2014. Kilka kosmetyków na pewno powtórzy się z kwartalnych ulubieńców, jednak jest też kilka nowości w tym zestawieniu :)
Mam nadzieję, że w moich ulubieńcach znajdują się kosmetyki, które i u Was się sprawdzają :) Jeżeli macie czas i ochotę, to chętnie poczytam w komentarzach, jakie kosmetyki szczególnie podbiły Wasze serca w poprzednim roku.

poniedziałek, 22 września 2014

ULUBIEŃCY | lato 2014

Za oknem niestety mamy już jesień, dlatego dzisiaj na blogu kosmetyczne podsumowanie lata. Znalazłam kosmetyki, które sprawiały mi radość z ich używania z niemal każdej kategorii kosmetycznej więc zapraszam do dalszej części posta. 




Tradycyjnie w komentarzach czekam na Waszych ulubieńców :) Mam nadzieję, że ta bura pogoda wpływa na Was bardziej korzystnie, bo ja piszę do Was spod mojego ulubionego, ciepłego kocyka :)

sobota, 5 lipca 2014

Projekt denko - czerwiec

Czerwiec minął bardzo szybko, za nami pierwszy tydzień lipca, więc pora na podsumowanie moich zużyć. Z racji tego, że lubię kupować muszę robić miejsce na kolejne dobroci kosmetyczne :) Więc w czerwcu całkiem sporo udało mi się wykończyć.
Be Beauty płyn micelarny: płyn, który dość często pojawia się w moich denkach i będzie pojawiał w przyszłych. Dobrze radzi sobie z usuwaniem mojego makijażu, jest tani i ogólnie dostępny.

Oeparol płyn micelarny /recenzja/: jak wspominałam w recenzji, nie polubiłam się do końca z tym produktem. Nie do końca radził sobie z moimi maskarami, choć podkład z twarzy zmywał dość szybko. 

Rival de Loop preparat do demakijażu /recenzja/: płyn ma bardzo poręczne opakowanie, które na pewno zostawię, aby przelewać w nie kosmetyki na podróż. Płyn nie był bublem, ale też szału nie robił. Na plus na pewno można zaliczyć, że nie podrażniał oczu. Tusze z rzęs usuwał całkiem dobrze, choć czasami resztki musiałam domywać żelem.

Auriga serum Flavo-C 8% /recenzja/: jestem pod sporym jego wrażeniem i na pewno po kosmetyki  z witaminą C będę sięgać częściej, ponieważ serum dawało kopa energetycznego mojej skórze. Mimo, że ostatnio nie dosypiam, skóra wygląda świeżo i promiennie. Polecam wypróbować :)

L'Oreal krem-maska Revitalift Laser X3 /recenzja/: krem nie zapychał, a skóra byłam po nim nawilżona, choć przy mojej tłustej skórze, krem był trochę zbyt bogaty i bardzo szybko się po nim błyszczałam. 
Yves Rocher mleczko nawilżająco-odżywiające: próbka, którą zabrałam ze sobą na kilkudniowy wyjazd. Mleczko dobrze nawilżało skórę, szybko się wchłaniało, jednak ta wersja zapachowa nie przypadła mi do gustu, a szkoda bo może wtedy zdecydowałabym się na pełnowymiarowe opakowanie. 

St. Moriz samoopalacz: bardzo lubiłam ten samoopalacz, dawał on naturalną opaleniznę, dobrze się zmywał, nie schodził plamami. Jednak do jego aplikacji używałam rękawiczek, bo później ciężko zmywał się z dłoni. Do tego mega wydajny. Chyba po woli zaczynam za nim tęsknić :)

Adidas Protect Cool&Care: antyperspirant ładnie pachnie, dość dobrze chroni, niestety w upały pacha troszkę się jednak poci. 

Mariza peeling solny /recenzja/: peeling z dużą ilością drobinek pozostawiał skórę gładką. Jednak osoby nie lubiące peelingów pozostawiających tłustą warstwę na skórze na pewno go nie polubią. 
Timotei szampon intensywna odbudowa: używałam go sporadycznie w domu rodzinnym, więc nie czy podrażnia skórę głowy i jak się spisuje przy dłuższym stosowaniu. Z tego co zauważyłam to włosy ładnie się po nim układają, nie są obciążone, nie przetłuszczają się szybciej. 

Dove szampon Intense Repair /recenzja/: przyzwoity szampon. Nie robił krzywdy włosom ani skórze głowy. Do tego ma przepiękny zapach. 

L'Oreal odżywka do włosów: niestety nie jestem w stanie powiedzieć na razie jaka to odżywka, ponieważ załapałam się do testów na wizażu, była to akcja reklamowana jako największe testowanie odżywki do włosów na tym portalu. Niestety po wypełnieniu ankiety do dnia dzisiejszego nie wiem o jaki produkt chodzi... Odżywka jest przeznaczona do włosów mocno zniszczonych, jednak nie zauważyłam by jakoś zbawiennie wpływała na stan moich włosów. Nawet końcówki nie były dostatecznie wygładzone i dość szybko się puszyły.
Pease puder ryżowy: niedługo pojawi się recenzja tego produktu. Jeden z lepszych pudrów matujących, jednak nie był zbyt wydajny, jakoś tak szybko się skończył :)

Synergen puder prasowany: sympatyczny puder, w dość solidnym opakowaniu. Używałam go w pracy do poprawek w ciągu dnia. Mat utrzymywał się ok. 2 godzin, kolor ładnie się dopasowywał do skóry. Pod koniec pracy zbierał się mi się w zmarszczkach na czole :) 

Playboy Play it sexy...: słodki i dziewczęcy zapach, który dość długo był wyczuwalny. 
Ziaja maseczka oczyszczająca: maseczki glinkowe z Ziaji lubię. Są tanie, saszetka spokojnie starcza na dwa użycia. Skóra jest po niej wygładzona a pory ściągnięte. 

Rival de Loop maseczka oczyszczająca: nie myślałam, że kiedyś to powiem, ale ta maseczka z Rival de Loop jest na prawdę dobra. Gdy truskawkowa maseczka wywołała u mnie podrażnienie bałam się używać tych masek, ale ta daje radę. Pory są mniej widoczne, skóra miękka i gładka.

AA maseczka matująco-regenerująca: niestety po tej maseczce pory nie są tak bardzo zwężone jak po poprzednich. 

Carea płatki kosmetyczne: kolejne zużyte i kolejne w użyciu :)

Gąbki celulozowe: dostępne w Carrefurze. Moim zdaniem najlepsze w tej kategorii. Świetnie radzą sobie ze zmywaniem maseczek z twarzy.

Vichy Idealia: skóra po tym kremie wygląda świeżo i promiennie. Fajny krem nawet dla tłustej skóry. Lekki, szybko się wchłania. Zastanawiam się nad zakupem pełnowymiarowego opakowania. 

Sylveco lekki krem brzozowy: bardzo cieszę się, że miałam możliwość skorzystania z próbki, bo zastanawiam się nad jego kupnem, a teraz wiem, że żałowałabym zakupu. Chciałam go jako lekki krem na dzień, jednak dla mojej tłustej skóry jest on zbyt bogaty i bardzo szybko się po nim świecę. Makijaż z pewnością długo by mi się na nim nie trzymał. 

Skincode krem pod oczy: bogaty i nawilżający krem pod oczy. Idealny na noc.

Orientana masło do ciała: niestety próbka 3ml wystarczyła mi tylko na posmarowanie nóg. Skóra była fajnie nawilżona. Zapach trawy cytrynowej i żywokostu - dziwnie połączenie. 

Perfecta mus do ciała: zapach bardzo przyjemny, jednak jak większość kosmetyków do ciała z Perfecty i ten jest nafaszerowany parafiną.

Koniec :)

piątek, 27 czerwca 2014

Auriga Flavo-C serum 8%

O serum z 8% zawartością witaminy C słyszał już prawie każdy. Większość opinii jakie czytałam o nim były oczywiście pozytywne i to głównie one spowodowały, że i ja sięgnęłam po ten kosmetyk. 
OPIS PRODUCENTA
WSKAZANIA:
-dla osób ok. 25-go roku życia, aby opóźnić pojawienie się pierwszych zmarszczek, 
-w przypadku już istniejących zmarszczek, oraz innych oznak starzenia się skóry takich jak utrata elastyczności, plamy barwnikowe, 
-dla palaczy, osób przebywających często w klimatyzowanych pomieszczeniach, w warunkach miejskich, aby wzmocnić procesy naprawcze skóry,
-w przypadku skóry zniszczonej słońcem.

SKŁAD: Propylene Glycol, Aqua, Gingko Biloba Extract, Ascorbic Acid, Polysorbate 20, Imidazolidynyl Urea, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Butylparaben

EFEKTY:
Spektakularne rozświetlenie skóry, dodanie skórze blasku, wygładzenie i spłycenie zmarszczek, prewencja przeciwzmarszczkowa dzięki ograniczeniu działania wolnych rodników, wzmocnienie naczyń krwionośnych.

Dostępność: apteki
Cena: od. 50 zł | 15 ml
KWC: klik
Serum posiada szklane opakowanie z pipetą, która świetnie nabiera porcję serum, jest odpowiednio długa i nawet przy końcu nie ma problemu z jego wydobyciem. Zapach, troszkę słomkowo-sianowy, ale o dziwo przyjemy, kolor brązowawy. 

Serum ważne jest przez 3 miesiące od pierwszego otworzenia. Stosowałam je raz dziennie na noc i bez problemu zużyłam je w takim okresie. Mimo oleistej konsystencji jest bardzo wodniste, dzięki czemu niewielka ilość wystarczy na posmarowanie twarzy. Jednak ta wodnista konsystencja ma też jeden minus - serum dość ciężko się nakłada, ponieważ kropla naniesiona bezpośrednio na twarz szybko z niej spływa. Dlatego ja odpowiednią ilość serum umieszczałam w zagłębieniu dłoni i palcami wsmarowywałam w twarz, a resztę rozcierałam między dłońmi i wmasowywałam w szyję.

Posiadaczki tłustej skóry pragnę przestrzec, ponieważ serum mimo, że błyskawicznie się wchłania pozostawia skórę mega błyszczącą się. Makijaż nawet dobrze utrwalony, szybciej schodził a nieestetyczne błyszczenie szybko przebijało, nawet przez dobrze matujący puder. Dlatego ja używałam je jedynie na noc.
Serum nie podrażniło skóry oraz nie spowodowało jej zapchania. 

Kupując serum nie byłam nastawiona na efekt wow! I faktycznie gdyby tak było to mogłabym czuć się troszkę zawiedziona. Serum nie sprawiło by moje pory były zmniejszone, a zmarszczki wygładzone, jednak czuję, że do tego kosmetyku będę wracać. Pewnie jesteście ciekawe dlaczego??? A to dlatego, że mimo, że ostatnimi czasy nie sypiam zbyt długo, bo ok. 5-7 godzin, chodzę przemęczona a mimo tego dostaję komplementy, że ładnie i "świeżo" wyglądam. I faktycznie tak jest. Koloryt skóry jest bardziej ujednolicony, skóra rozjaśniona i odżywiona. Po prostu jakby dostała kopa! :) 

Oczywiście po tym jak serum z 8% zawartością witaminy C się u mnie całkiem dobrze spisało, zaopatrzyłam się już w wersję Forte, która chyba w sam raz sprawdzi się w okresie jesienno-zimowym, gdy skóra staje się szara i smutna. 

Jeżeli urzywałyście, którąś wersję serum z Aurigii koniecznie piszcie w komentarzach o swoich przemyśleniach na ich temat. A może polecacie jakieś inne kosmetyki z witaminą C???

Nivea | lekki mus do pielęgnacji ciała - dzika malina i biała herbata

Dzisiaj kolejna recenzja kosmetyków, które otrzymałam w ramach testowania w Klubie Przyjaciółek Nivea. Tym razem otrzymałam dwie wersje zap...