sobota, 10 maja 2014

Isana pianka do golenia do skóry wrażliwej

O tym, że z pianki z Isany nie byłam bardzo zadowolona mogłyście dowiedzieć się już z mojego ostatniego posta o kwietniowych zużyciach. Oczywiście nie był to totalny bubel, bo coś tam robił. Jeśli jesteście ciekawe co, to zapraszam do dalszej części recenzji. 
Do zakupu pianki zachęciła mnie niska cena na promocji (niecałe 4 zł) oraz przeczytanie opinie, na temat tych pianek. Na co dzień wystarcza mi dobrze pieniący się żel i maszynka, ale stwierdziłam, że w cieplejszym okresie warto mieć pod ręką coś do golenia, co nie spowoduje podrażnienia skóry nawet przy częstym usuwaniu włosków. 

Niestety pianka zaraz po nałożeniu na skórę opada i spływa. Aby zapewnić dobry poślizg musiałam nakładać piankę partiami (nałożenie pianki od razu  na obie nogi nie jest dobrym pomysłem). Taki długi proces nakładania kosmetyku i golenia etapami spowodował, że używałam ją dość niechętnie i szybko wróciłam do mojej metody "na żel". 

Pianka nie należy też do tych wydajnych, bo wystarczyła mi na kilka użyć. Na plus na pewno można zaliczyć jej zapach, bo mi umilał proces depilacji. 
Dostępność: Rossmann
Cena: 4-6 zł / 150 ml
KWC: klik

Pianka na pewno nie jest dla osób, które szukają szybkiego sposobu usunięcia zbędnego owłosienia, bo jak wspomniałam pianka szybko znika i trzeba nakładać ją etapami. Faktycznie sprawia, że maszynka sprawniej sunie po skórze, jednak jak dla mnie to za mało... Pewnie pomyślicie, że jak na kosmetyk za 4 złote za dużo wymagam? Nie martwcie się - też tak myślę :) 

Koniecznie napiszcie mi w komentarzach, jakie pianki czy żele do golenia polecacie (bo na razie zaopatrzyłam się w męską...).

czwartek, 8 maja 2014

Kwietniowe zużycia

Dość długo zabieram się za posta z denkiem, ale z racji tego, że jestem na urlopie, pora na małe porządki :) W poprzednim miesiącu udało mi się zużyć dość sporo, więc zapraszam do dalszej części posta, z której dowiecie się, jakie ostatecznie miałam zdanie na temat zużytych przeze mnie kosmetyków.

Zaczniemy od kosmetyków przeznaczonych do twarzy i ciała. Następnie włosy, próbki i kilka "wyrzutków".
Cetaphil emulsja micelarna do mycia twarzy /recenzja/: kosmetyk niezwykle delikatny i zarazem skuteczny. Mimo, że jest to produkt apteczny i kosztuje ok. 35 zł, wydatek jest usprawiedliwiony dużą wydajnością i zbawiennym wpływem na skórę :)
Następca: Facelle pianka do higieny intymnej i Alverde żel do mycia twarzy zanieczyszczonej

Be Beauty płyn micelarny: produkt, który często powtarza się w moich zużyciach, bo jest tani i skutecznie rozprawia się z moim makijażem twarzy i oczu.

Uroda Melisa płyn micelarny /rezenzja/: na prawdę liczyłam, że płyn się u mnie sprawdzi. O ile makijaż twarzy zmywał całkiem dobrze, to problemem okazało się zmycie tuszu z rzęs. Na dodatek płyn podrażniał mnie w zewnętrznych kącikach oczu.
Następca: Oeparol i kolejna butelka Be Beauty

Yves Rocher krem-żel /recenzja/: używałam go codziennie pod makijaż w okresie jesienno-zimowym i sprawdzał się wyśmienicie. Szybko się wchłaniał, zapewniał nawilżenie tłustej skóry. Nie rolował się i nie powodował szybszego przetłuszczania się skóry.
Następca: Nivea Make-Up Starter

Skincode: krem szybko się wchłaniał i pozostawiał skórę lekką zmatowioną, równie dobrze sprawdzał się pod makijażem. Nie zauważyłam aby niewielkie przebarwienia szybciej znikały przy użyciu tego kremu. Ostatnio używałam go głównie będąc w domu, po pracy, ponieważ nie przetłuszczał szybko skóry.
Następca: (męczę) Garnier Hydra Adapt krem-sorbet do tłustej skóry

Miss Sporty korektor z wit. E i C /recenzja/: tani jak barszcz i do tego świetnie sprawdza się do ukrycia moich niewielkich cieni pod oczami. Na większe zasinienia na pewno będzie za słaby.
Następca: Bell korektor w płynie z minerałami

Yves Rocher żel pod prysznic pomarańcza i kakao /recenzja/: prze-przecudowny, otulający zapach delicji. Niestety była to edycja limitowana, jednak warto sięgną po płyn z Luksji o tym samym zapachu. Żel ładnie się pienił i nie wysuszał mojej skóry.
Następca: Dove rozpieszczający żel pod prysznic i Isana mięta&limonka

Isana pianka do golenia: kupiłam ją na promocji za niecałe 4 zł i jak na taką cenę nie ma za wiele co wymagać. Pianka dość szybko znikała ze skóry i niestety nie jest zbyt wydajna.
Następca: Palmolive pianka do golenia (męska)

Dairy Fun sól do kąpieli /recenzja/: o soli pisałam niedawno, więc odsyłam do recenzji. Krótko mówiąc - sól nie warta uwagi. Zapach szybko się ulatnia, a na koniec kąpieli mamy piękny różowy osad do zmycia z wanny...

Decubal intensywnie odżywczy krem do skóry suchej i atopowej /recenzja/: bardzo zbity krem, który trudno wycisnąć z tubki. Do tego bardzo tłusty, używałam go głównie do stóp, łokci i kolan, ale nie miał wybitnie nawilżających właściwości w porównaniu do pozostałych balsamów z firmy Decubal.
Następca: Eveline balsam z mocznikiem

Yves Rocher odświeżający dezodorant z aloesem bio /recenzja/: dziadowy z niego dezodorant! Niestety zapach jest bardzo ładny, świeży i delikatny, ale niestety szybko znika i spod pachy czuć nieprzyjemną woń... Słabo chroni przed poceniem.
Następca: Adidas spray i kulka

Avon Foot Works odświeżający spray do stóp zielona herbata i mięta: spreye do stóp to chyba nie liczne kosmetyki z Avonu, które bardzo lubię. Świetnie odświeżają zarówno stopy jak i nogi, działają chłodząco. Na lato na pewno zaopatrzę się w kolejne opakowanie. Niestety nie działają one przeciwpotnie.

Isana szampon i odżywka do włosów blond /recenzja/: niestety przygoda z szamponem zakończyła się dla mnie niezby wesoło, ponieważ na skórze pojawiły się bolące krosty. Na początku szampon wydawał się być ok, dobrze oczyszczał skórę, był gęsty przez co bardzo wydajny. W sam raz do codziennego używania... Oczywiście gdyby nie fakt, że podrażnił skórę głowy.
Odżywka powodowała jedynie, że włosy łatwiej się rozczesywały i były miękkie. Nie miała żadnych właściwości odżywczych czy regenerujących. Na szczęście nie obciążała włosów.
Następcy: Dove szampon do włosów zniszczonych i Alterra odżywka do włosów morela i pszenica

Selective odżywka nawilżająca do włosów suchych /recenzja/: niezwykle odżywcza i nawilżająca odżywka. Włosy były po niej miękkie, zdyscyplinowane i bardzo ładnie się układały. Końcówki wyglądały na zdrowe i zadbane.
Następca: maska Elseve Fibralogy

Avon wygładzający balsam do prostowania włosów: bardzo wydajny kosmetyk, który używałam do zabezpieczania włosów przed działaniem wysokiej temperatury. Nie zauważyłam, żeby obciążał włosy lub powodował ich szybsze przetłuszczanie się. Można stosować go również jako odżywkę ułatwiającą rozczesywanie włosów.
Następca: Marion mgiełka termoochronna

Cleanic patyczki higieniczne: bardzo polubiłam te profilowane patyczki i będę do nich teraz systematycznie wracać.

Carea płatki kosmetyczne: tanie i świetne płatki :)

Dada chusteczki nawilżane: chusteczki nabyłam na promocji w Biedronce, jednak nie byłam z nich bardzo zadowolona. Chusteczki nie były dość dobrze nasączone, ciągle musiałam trzymać je odwrócone do góry nogami... Na razie nie planuję powrotu do nich.

Babydream chusteczki nawilżane: były to najmniejsze dostępne w Rossmannie chusteczki nawilżane, które woziłam w samochodzie. Niestety nie są one zbyt mocno nawilżone, dodatkowo zamknięcie nie było zbyt szczelne i chusteczki szybko wyschły.

Ziaja maseczka regenerująca: tania i bardzo szeroko dostępna maseczka, która wygładza skórę, powoduje, że pory są mniej widoczne a skóra zmatowiona. Regularnie do niej wracam i zastanawiam się nad zakupem jakieś maski z Ziaji w dużym opakowaniu :)

Vichy LipoMetric żel wyszczuplający: nie jestem przekonana do tego, aby wydawać sporo kasy na kosmetyki, które w moim mniemaniu nie wiele robią w walce z cellulitem. Żelowo-kremowa konsystencja szybko się wchłaniała i miała przyjemny zapach. O działaniu na podstawie próbki nie będę nawet wspominać...

Pirolam szampon przeciwłupieżowy: działanie profilaktyczne :)

"Wyrzutki":
Alterra mleczko do ciała pomarańcza i wanilia: niestety żałuję nawet tych 4 złotych wydany na ten kosmetyk. Strasznie rozprowadza się na skórze, marze się po niej. Aby się wchłonął muszę się masować, masować, masować.... Nie mam do niego siły i pomysłu jak inaczej go wykorzystać, dlatego ląduje w koszu. Jedynym małym plusikiem jest ciasteczkowy zapach tego balsamu.

Ziaja Sopot Sun: nie opalam się zbyt dużo, dlatego nie wykorzystałam do końca kremu do opalania z Ziaji, po które często wracam w okresie letnim, ponieważ dobrze chronią moją skórę i są w przystępnych cenach. Niestety w tym wypadku "wyszedł" już termin przydatności (pamiętajcie aby co jakiś czas przeglądać zawartość kosmetycznego arsenału, właśnie pod względem terminu ważności!)

L'Biotica serum do rzęs: serum kupiłam jakiś czas temu, używała jednak nie zauważyłam widocznych efektów i tak sobie leżało... Wiem, że sporo osób je chwali, jednak u mnie słabo działało, a to powoduje u mnie zniechęcenie do dalszego stosowania... Chyba teraz spróbuję sposobu z olejkiem rycynowym :)


Od razu czuję się lżejsza :) Mam nadzieję, że w kwietniu też uszczupliłyście Swoje zapasy kosmetyczne?

Ja powracam do urlopowania (muszę nacieszyć się moim TŻ) a Was zapraszam na INSTAGRAM, gdzie ostatnio pojawiam się (mam nadzieję...) częściej  i udowadniam sobie, że znajduję radość w każdym, nawet najtrudniejszym dniu (czytaj: wyzwanie - 100 happy days).

wtorek, 6 maja 2014

Uroda Kwiaty Polskie - tonik bezalkoholowy

Ostatnio coraz bardziej przekonuję się do używania toników. Po pierwsze z racji tego, że domywają twarz z ewentualnych resztek makijażu, a po drugie dlatego, że tonizują i koją skórę. Niewątpliwie ma na to wpływ również kosmetyk, który ostatnio bardzo polubiłam, a mowa o toniku z Urody z serii Kwiaty Polskie. 
Przyznam szczerze, że do całej serii Kwiatów Polskich podchodziłam dość sceptycznie, ponieważ kiedyś przyglądałam się kremom z tej serii i niestety naszpikowane są one parafiną, czego moja skóra twarzy niestety nie toleruje. Dlatego z działania toniku jestem bardzo miłe zaskoczona :)
Nie ukrywam, że duże znaczenie ma dla mnie zapach tego kosmetyku, który po prostu uwielbiam. Delikatny i subtelny, ale dość mocno wyczuwalny, w żaden sposób nie drażni, a wręcz przeciwnie działa na moje zmysły kojąco. 

Nie tylko zapach jest jego mocną stroną a również jego działanie na moją skórę. Tonik dość szybko wchłania, nie pozostawia lepiej warstwy. Skóra jest wygładzona i odświeżona. Sam tonik nie ma wybitnych właściwości nawilżających, ale nie pozostawia skóry napiętej i ściągniętej. Tonik jest bezalkoholowy - nie wysusza i nie podrażnia skóry. 

Dostępność: drogerie (głównie małe, osiedlowe, Natura), markety
Cena: ok. 6-8 zł / 210 ml
KWC: klik

Myślę, że za jakiś czas wrócę do niego, ponieważ jest w bardzo przystępnej cenie, jest wydajny, działa kojąco i odświeżająco na skórę. Nie znalazłam w tym produkcie żadnego minusa, więc nic tylko kupować i używać :) oczywiście żartuję, ale myślę, że warto wypróbować, bo a nuż i Wy go polubicie tak jak ja :D

poniedziałek, 5 maja 2014

Konkurs z Rossmannem - recenzje #4

Chciałabym Was dzisiaj zaprosić do recenzji zestawu kosmetyków, który kilka tygodni temu był do wygrania na moim blogu. Recenzję napisała dla Nas Panienka Venka. Nie przedłużam zbędnie wstępu i zapraszam do zapoznania się z opinią naszej ostatniej recenzentki na temat kosmetyków dostępnych wyłącznie w Rossmanie :)



Bardzo ucieszyła mnie wygrana w konkursie i możliwość zrecenzowania kosmetyków marek własnych Rossmann tym bardziej, że testowałam produkty, których wcześniej nie znałam i sama byłam ciekawa ich działania. Nie ukrywam, że żeby nie gromadzić niepotrzebnie bubli często przed zakupem kosmetyków czytam recenzje blogerek dlatego miło mi, że mogę podzielić się swoją opinią i być może pomóc komuś w wyborze.




Alterra krem do ciała bio-granat i bio-masło shea
Pierwsze wrażenie (po pierwszym użyciu) - fajnie się rozprowadza, wydajny, śliski przy smarowaniu dzięki czemu jest dość wydajny, łatwo się rozprowadza i szybko się wchłania, zostawia uczucie lekkiego nawilżenia. Ładnie pachnie, delikatnie, owocowo, zapach nie kojarzy mi się z granatem, przypomina mi zapach jakichś żelek czy cukierków owocowych, ale bardzo mi się podoba. 

W składzie masło shea już na drugim miejscu, jest też oliwa z oliwek, olej z pestek granatu, olej słonecznikowy, ekstrakt z granatu, witamina E, duża część substancji natłuszczających jest naturalna, spora część składników pochodzi z upraw organicznych, a zapach to mieszanka samych olejków eterycznych. Nie wiem tylko co robi tam na piątym miejscu alkohol..
Balsam nie zawiera barwników, sztucznych substancji zapachowych i konserwujących, silikonów, parafiny, do tego kosmetyk jest wegański, za to duży plus. 

Po dłuższym czasie używania mam wrażenie, że ogólnie skóra jest w lepszej kondycji, po kilku dniach używania zauważyłam że jest gładsza. Zapach jest bardzo przyjemny, subtelny, nie intensywny, za to zostaje na skórze na dość długo. Używałam tego kremu wieczorem po prysznicu i rano jeszcze był delikatnie wyczuwalny na skórze. Konsystencja jest dość lekka, dlatego nie spodziewałam się jakiegoś mega nawilżenia. Napisane jest, że jest do skóry bardzo suchej z 24-godzinnym uczuciem pielęgnacji i z tym się nie zgodzę. Super sprawdza się do skóry normalnej albo lekko przesuszonej jako nawilżacz przy regularnym stosowaniu. Znika uczucie napiętej skóry. Na zimę wolałabym coś treściwszego, ale teraz kiedy zaczyna się robić cieplej to na prawdę fajny produkt. Bardzo możliwe, że do niego wrócę.




Krem do rąk ISANA MED - Urea handcreme
Pierwsze wrażenie (po pierwszym użyciu) - Krem jest bardzo wydajny, łatwo się rozprowadza i szybko wchłania, nie zostawia bardzo tłustej warstwy, ale jest wyczuwalny na skórze. Po posmarowaniu skóra jest gładka i miękka. 

Skład tego kosmetyku jest ok, jest na bazie wody, mocznik którego ilość producent deklaruje na opakowaniu - 5,5% jest już na drugim miejscu przez co można się domyślić, że wszystkie pozostałe składniki są w mniejszych ilościach. Zawiera też masło shea, pantenol, witaminę E, kwas mlekowy i jego sole. Duża część składników to substancje, które mają działanie renatłuszczające poprzez zostawianie filmu na skórze. Skład nie jest długi, poza tym krem jest bezzapachowy i nie zawiera parabenów.

Po dłuższym czasie używania podtrzymuję to, co napisałam po pierwszym użyciu. Krem jest lekki, łatwo się rozprowadza. Skóra jest przyjemna w dotyku po użyciu, jednak uczucie utrzymuje się do kolejnego mycia rąk, po dłuższym stosowaniu nie zauważyłam jakichś znaczących zmian. W okresie wiosenno-letnim moja skóra rąk nie jest specjalnie wymagająca i dla mnie się sprawdził. Po skończeniu tej tubki przyjrzę się bliżej innym kremom do rąk z ISANY i po sprawdzeniu składu wypróbuję inny albo wrócę do tego. 



Fuss Wohl masło do stóp
Pierwsze wrażenie (po pierwszym użyciu) - Masło ma konsystencję gęstej pasty, niesamowicie się klei. Po nałożeniu większej ilości i próbach masażu zaczyna się rolować, więc to nie krem do masażu tylko do nakładania i na tym koniec. Często mam zimne stopy może to dlatego, ale fakt pozostaje faktem. Zapach jak cytrynowa pasta do zębów, dość intensywny. 

Skład jest długi, substancje, o których wspomina producent (masło shea, gliceryna, mocznik, olej awokado, wosk pszczeli), rzeczywiście są w składzie dość wysoko jednak pierwsze składniki to woda i emulgator/zagęszczacz, zatem krem jest gęsty nie za sprawą na przykład masła shea a emulgatora i substancji zwiększających lepkość.

Krem jest bardzo gęsty i tak jak pisałam wyżej strasznie się klei, ta konsystencja dla mnie osobiście jest tak dużym minusem, że musiałam się zmusić do używania tego kosmetyku. Strasznie było to nieprzyjemne uczucie, przy używaniu innych kremów resztę wcierałam w dłonie, tutaj koniecznie musiałam ręce po jego użyciu umyć. Używałam skarpetek, które otrzymałam do zestawu głównie dlatego, że stopy kleiły mi si do pościeli, normalnie w skarpetkach ani rękawiczkach nie sypiam. Druga rzecz - lubię przy nakładaniu kremu wykonać masaż, a ten krem już po chwili strasznie się rolował, jak wosk, robiły się grudki - to też było nieprzyjemne. Rano stopy były jakby pokryte warstewką wosku. Po dłuższym używaniu nie zauważyłam, ani żeby moje stopy były bardziej nawilżone, ani skóra bardziej miękka niż przedtem, nie zaszkodził, ale też nie pomógł, a jego stosowanie było dla mnie niekomfortowe. Na pewno nie wrócę do tego kosmetyku.

Autor: Panienka Venka

niedziela, 4 maja 2014

100 happy days - czy znajdę tyle szczęścia???



Ostatnio trafiłam na stronę 100happydays, której ideą jest, aby w naszym codziennym życiu znaleźć po prostu szczęście. Może być to ładny widok, spotkanie z przyjacielem czy też chwila zapomnienia przy kubku kawy... Chwil tych można wymieniać i wymieniać, ale czy w pędzie codzienności dostrzegamy je???
Ja, jak rzesze innych osób, podjęłam się dzisiaj tego wyzwania i mam nadzieję, że codziennie przez 100 dni znajdę szczęście w moim życiu. Moje zmagania będziecie mogły obserwować na moim instagramie
A czy ty potrafisz być szczęśliwa przez 100 dni z rzędu???

sobota, 3 maja 2014

Tanie kontra drogie - micelarne oczyszczanie twarzy - Cetaphil i Be Beauty

Post z serii tanie kontra drogie już dawno nie pojawiał się na blogu, więc pora nadrobić zaległości. Dzisiaj będzie o dwóch micelarnych kosmetykach przeznaczonych do oczyszczania twarzy. 
Bohaterami dzisiejszego pojedynku jest droższa emulsja micelarna z Cetaphil i tańsza wersja żel - micelarny Be Beauty, dostępny w Biedronce.
BE BEAUTY: Micelarny żel oczyszcza skórę twarzy i oczu z wszelkich zanieczyszczeń przywracając komfort nawilżenia i oczyszczenia. Zawarte micele zapewniają niezwykle wysoką skuteczność oczyszczania, nie naruszając bariery hydrolipidowej naskórka. Zawarty w żelu d-panthenol utrzymuje optymalny poziom nawilżenia, łagodzi podrażnienia oraz przynosi uczucie natychmiastowego ukojenia. Skóra po użyciu żelu jest głęboko oczyszczona, nawilżona i odzyskuje uczucie komfortu.
- delikatnie oczyszcza z makijażu i zanieczyszczeń
- skutecznie nawilża i koi podrażnienia
- odświeża i orzeźwia
- przywraca uczucie komfortu
Oczyszczające micele: sferyczne cząsteczki, które w zetknięciu ze skórą zapewniają wysoką skuteczność oczyszczania, dokładnie usuwają makijaż i zanieczyszczenia. D-panthenol działa przeciwpodrażnieniowo i skutecznie nawilża.

Skład: Aqua, Propylene Glycol, Disodium Cocoampodiacetate, PEG-40 Hydrogenated Castrol Oil, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Poloxamer 184, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Hydroxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Sophora Japonica Leaf Extract, Panthenol, Sodium Hydroxide, Sodium Citrate, Sodium Chloride, Disodium EDTA, Citric Acid, Parfum, Methylparaben, Propylparaben, Methylisothiazolinone.

CETAPHIL: Emulsja micelarna: zalecany jako delikatny, niepowodujący podrażnień kosmetyk do codziennego mycia skóry wrażliwej. Może być używany do demakijażu. Pomaga zachować odpowiedni poziom nawilżenia skóry. Pozostawia skórę delikatną, gładką i zdrową. Oczyszczając równocześnie zmiękcza i wygładza skórę. pH fizjologiczne.
Łagodne i jednocześnie skuteczne oczyszczenie skóry, rekomendowane również u dzieci. Rekomendowany do codziennej pielęgnacji skóry uszkodzonej z powodu chorób dermatologicznych, jak również po zabiegach dermatologicznych. 

Skład: Aqua, Cetyl Alcohol, Propylene Glycol, Butylparaben, Methylparaben, Propylparaben, Sodium Lauryl Sulfate, Stearyl Alcohol.
OPAKOWANIE: Emulsja Cetaphil znajduje się w plastikowej butelce, z której dzięki niewielkiej dziurce z łatwością aplikuje się kosmetyk, nawet pod koniec używania nie ma z tym problemu. Natomiast żel z Biedronki posiada miękką tubkę, z której również z łatwością dozuje się kosmetyk.

ZAPACH: Oba kosmetyki mają bardzo delikatne, przyjemne zapachy, choć Cetaphil ma o wiele delikatniejszą i mniej wyczuwalną woń.
KONSYSTENCJA I WYDAJNOŚĆ: Jeżeli chodzi o konsystencję to jest tu spora różnica. Żel Be Beauty ma bardzo gęstą, zwartą postać. Niewielka ilość nałożona na wilgotną twarz, ładnie się na niej rozprowadza. W przypadku emulsji micelarnej mamy do czynienia z bardzo wodnistą konsystencją. Cetaphil jest o pojemności 250 ml, natomiast żel Be Beauty to tylko 150 ml, natomiast bardziej wydajny wydaje się żel z Biedronki. 

CENA I DOSTĘPNOŚĆ: Żel  Be Beauty jest jednym z najbardziej znanych i bardziej dostępnych kosmetyków. Kupimy do w każdej Biedronce za cenę 4,99 zł. Natomiast po emulsję micelarną Cetaphil musimy udać się do apteki, gdzie zapłacimy za nią ok. 30-35 zł. Możliwy jest również zakup przez internet.

DZIAŁANIE: Oba kosmetyki używałam głównie do porannego oczyszczania skóry twarzy, choć Cetaphil zaczęłam później stosować również wieczorem. Kosmetyki te nałożone na skórę twarzy nie tworzą piany, co może być dla niektórych minusem. Delikatnie masując nimi twarz zapewniamy oczyszczenie i wygładzenie skóry. Skóra po obu kosmetykach jest dobrze oczyszczona, jednak Cetaphil dodatkowo pozostawia skórę nawilżoną. Niestety, pomimo całej mojej miłości do żelu micelarnego z Be Beauty, muszę przyznać, że czasami skóra jest po nim ściągnięta i napięta. Oczywiście nałożenie kremu niweluje od razu to przykre uczucie, ale fakt pozostaje faktem. 
Pragnę jeszcze dodać, że kosmetyków tych nie używam do zmywania całego makijażu, ponieważ wyznaję zasadę kilku etapowego demakijażu twarzy. Jednak gdy byłam bardzo zmęczona lub nie miałam za wiele czasu, nie zaprzeczam, że oba kosmetyki dobrze zmywają podkład, z maskarą nie radzą sobie całkowicie. Żaden z kosmetyków nie podrażnia oczu ani skóry wokół. 

Muszę przyznać, że oba kosmetyki zdobyły moje serce i pewnie będę wracać do nich co jakiś czas. Oba skutecznie oczyszczają skórę i nie podrażniają jej. Emulsja micelarna Cetaphil jest delikatniejsza i pozostawia miękką i nawilżoną skórę. Żel micelarny z Biedronki jest o wiele bardziej dostępny i przystępny cenowo. 

Jestem bardzo ciekawa co Wy myślicie o bohaterach dzisiejszego pojedynku??? 

czwartek, 1 maja 2014

Essence - maskara I love Extreme

Dziś będzie o kosmetyku, bez którego nie wyobrażam sobie mojego codziennego makijażu, czyli o tuszu do rzęs. Podkreślone oko maskarą wygląda całkowicie inaczej, a cała twarz nabiera wyrazu.
Maskara z Essence I love extreme kupiłam przeczytaniu sporej ilości dobrych opinii. Na początku byłam przerażona wielkością szczoteczki, ponieważ przykładając ją do oka, jest ona po prostu mega duża, co mi osobiście, utrudniało aplikację tuszu. Przeważnie miałam ubrudzoną górną i czasami dolną powiekę, trudno było umalować rzęsy w kącikach oczu.
Szczoteczka jest tradycyjna, wykonana z włosia. Ja osobiście preferuję szczoteczki sylikonowe, może dlatego, że nie trafiłam na dobry tusz z tradycyjną szczoteczką.  

Tusz ma dość suchą konsystencję, nawet tuż po otwarciu. Z jednej strony to plus, bo nie musimy czekać aż zgęstnieje i nie będzie sklejać rzęs - i faktycznie od początku rusz ładnie rozczesuje rzęsy i ich nie skleja. Jednakże z drugiej strony, tusz bardzo szybko wysycha i już po około miesiącu używania zaczyna się szybko kruszyć i osypywać, i całkowicie nie nadaje się do dalszego użytkowania.

Dostępność: Hebe, Natura, Super-pharm
Cena: ok. 10-13 zł / 10 ml
KWC: klik
Efekt jaki daje dla mnie jest zadowalający, choć bez efektu extrime! Rzęsy są wydłużone, dobrze rozczesane i nie posklejane, delikatnie pogrubione. Niestety nałożenie drugiej warstwy powoduje, że rzęsy sklejają się i często zostają na nich grudki. Tak jak wcześniej wspomniałam tusz po ok. miesiącu używania zaczyna coraz szybciej się osypywać, jednak do tego czasu utrzymywał się bez zarzutu ok. 8 godzin. 

Obecnie w internecie jest wiele sprzecznych opinii na temat tego tuszu. Jedni go uwielbiają, drudzy nienawidzą. A Wy do której grupy należycie???

Nivea | lekki mus do pielęgnacji ciała - dzika malina i biała herbata

Dzisiaj kolejna recenzja kosmetyków, które otrzymałam w ramach testowania w Klubie Przyjaciółek Nivea. Tym razem otrzymałam dwie wersje zap...