wtorek, 14 kwietnia 2015

Batiste | suchy szampon do ciemnych włosów

Przyznam, że suchy szampon potrafi czasami uratować mnie w trudnej sytuacji, gdy moje włosy nie wyglądają zbyt wyjściowo, a wyjście takie staje się konieczne :) Dziś o jednym z lepszych szamponów z jakim miałam do czynienia, czyli wszystkim dobrze znanym szamponie Batiste.
Dostępność: Hebe, Rossmann, Douglas, sklepy internetowe
Cena: ok. 15 zł | 200 ml
KWC: klik

Używając tradycyjnych suchy szamponów (nie przeznaczonych dla brunetek), miałam problem z widocznością białego proszku na włosach. Mimo starannego wyczesywania, często pozostawał widoczny biały nalot. W przypadku szamponu kierowanego dla posiadaczek ciemnych włosów, widoczność "siwości" jest zminimalizowana. Oczywiście włosy po aplikacji wyglądają na odświeżone i uniesione u nasady. Nie rozpuszczam ich, ale upięte w kucyk czy warkocz, wyglądają dobrze i świeżo przez cały dzień. 
W czasie aplikacji musimy jednak uważać, aby nie pobrudzić skóry przy linii włosów czy też uszu, ponieważ nie wydobywa się z niego tradycyjny biały proszek a ciemny, który w tych miejscach może stać się widoczny. Jeśli czasami zdarzy mi się podrapać skórę głowy, to pod paznokciami mam ciemny nalot... W czasie mycia, woda leci po prostu brązowa i czasami, aby całkowicie zmyć szampon ze skóry głowy, muszę myć włosy przynajmniej dwa razy (a zdarzało się, że i trzy razy musiałam myć i spłukiwać włosy, by przestała lecieć z nich brudna woda). 

Mimo, mojej wcześniejszej fazy na suche szampony, staram się używać ich tylko w naprawdę podbramkowych sytuacjach. Na początku myślałam, że pozwolą mi na mycie włosów co dwa dni, jednak przy częstym stosowaniu tego typu kosmetyków (nie chodzi mi o konkretną markę) zauważyłam, że moja skóra głowy zaczyna być podrażniona i przesuszona, a z czasem zaczyna swędzieć. Dlatego suche szampony używam rzadko a do tego z Batiste będę raczej powracać, ponieważ jako jeden z niewielu przedłuża "świeżość" włosów o cały dzień a nie tylko kilka godzin :) 

niedziela, 12 kwietnia 2015

Carmance Water | woda termalna z dodatkiem aloesu i wody różanej

Bardzo lubię używać maseczek z glinek (choć ostatnio troszkę się z tym opuściłam...) i nie wyobrażam sobie, abym nie miała pod ręką jakiegoś hydrolatu w atomizerze lub wody termalnej, dzięki którym mogę w szybki i łatwy sposób zwilżyć zasychającą maseczkę. Dziś wspomnę o wodzie termalnej, którą można kupić w Rossmannie (nigdzie indziej jej nie widziałam), którą po prostu nie jest mi żal tracić właśnie w takim celu. Na promocji zapłaciłam za nią niecałe 20 zł. Dostępna jest również wersja z rumiankiem lub w większej pojemności (400 ml) bez żadnych dodatków.
Opis producenta: Natychmiastowo nawilża i odświeża skórę. Idealna dla skóry suchej i wyblakłej. Naciąga i regeneruje skórę, zapobiega skutkom starzenia się skóry. Delikatny a jednocześnie trwały zapach. 

Skład: Aqua, Rosa Damascena Distillate, Nitrogen, Aloe Barbadensis Extract. 

Dostępność: Rossmann
Cena: ok. 25 zł | 300 ml 
KWC: klik

Plusem na pewno jest duża pojemność w dość przystępnej cenie. Niestety mgiełka, która wydobywa się z atomizera czasami lubi zaskoczyć i "chlusnąć" wielkimi kroplami. Jeśli chodzi o użytkowanie wody, największym problemem jest atomizer, który czasami się zacina i przecieka. Mi na dodatek pod sam koniec używania, przestał w ogóle działać. Pozostało mi w opakowaniu ok. 1/5 kosmetyku. 

Jak wspomniałam wcześniej, wody używałam jedynie do zwilżania maseczek i w tej kwestii sprawdza się bardzo dobrze. Niestety nie jestem w stanie ocenić jej działania nawilżającego i kojącego na skórę... Dość przyjemny zapach kosmetyku umila aplikację. Woda termalna okazała się wydajna, ponieważ, o ile mnie pamięć nie myli, miała ją chyba z rok :) 

Nie wiem czy do niej powrócę, ponieważ wiele osób narzeka na niedziałające i zacinające się ciągle atomizery, ale jeśli nie znajdę nic w przystępnej cenie, co mogłabym z czystym sumieniem wylewać w sporych ilościach na twarz, to kto wie, czy nie zagości u mnie ponownie :)

Jeżeli używałyście tą wodę dajcie koniecznie znać jak sprawdziła się u Was i czy też miałyście problem z atomizerem. 

czwartek, 9 kwietnia 2015

La Roche-Posay | fizjologiczna pianka oczyszczająca do twarzy

Przy jednych z zakupów kosmetyku z firmy La Roche-Posay otrzymałam pudełeczko z miniaturami innych produktów marki, wśród których była 50 mililitrowa pianka do oczyszczania twarzy. Bardzo lubię kosmetyki wielofunkcyjne, i ta pianka właśnie taka była. Sprawdzała się zarówno do porannego odświeżenia, jak i do wieczornego oczyszczania skóry. Dzięki niewielkiej pojemności towarzyszyła mi również w podróżach :)

Opis producenta: Pianka do mycia twarzy delikatnie oczyszcza i usuwa makijaż zachowując równowagę fizjologiczną skóry. Pobudza blask i świeżość skóry. Skóra jest uwolniona od zanieczyszczeń, swobodnie oddycha. 

Skład: Aqua/Water, Dipropylene Glycol, Sodium Laureth Sulfate, Glycerin, PEG-200 Hydrogenated Glyceryl Palmate, Disodium Cocoamphodiacetate, PEG-30 Glyceryl Cocoate, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Potassium Chloride, Sodium Chloride, Coco-Betaine, Poloxamer 184, Disodium EDTA, Citric Acid, Phenoxyethanol, Parfum/Fragrance. 

Dostępność: apteki, internet
Cena: od 45 zł | 150 ml
KWC: klik

Piankę miałam w zamiarze stosować jedynie na wyjazdach, jednak mimo małej pojemności, okazała się bardzo wydajna, dlatego w obawie, że skończy się jej termin przydatności, zaczęłam używać jej również w domu. Pianka jest aksamitna i delikatna, jednak nałożona i wsmarowana w twarz nie znika z jej powierzchni i przez cały czas mycia się trzyma :) 

Wieczorem po wstępnym demakijażu skóry i umyciu jej fizjologiczną pianką, twarzy była dobrze oczyszczona. Skóra nie była napięta, ściągnięta czy przesuszona. W żaden sposób nie uczuliła, nawet po dostaniu się do oczu nie wywołuje szczypania. 

Jeżeli pianka jest jeszcze gdzieś w Waszych zapasach sięgnijcie po nią jak najprędzej, a jeśli szukacie czegoś nowego i ciekawego do oczyszczania buzi - warto się za nią rozejrzeć i upolować na jakieś ciekawej promocji :) 

wtorek, 7 kwietnia 2015

Avon Solutions, Cellu Break 5D Anti - Cellulite Treatment (zaawansowane serum antycellulitowe)

Kto nie posiada cellulitu ręka do góry??? Niestety w obecnych czasach, przy ograniczonym ruchu a łatwym dostępie do niezdrowego jedzenia i przekąsek, coraz trudniej ustrzec się przed pomarańczową skórką. Niestety walkę z cellulitem należy prowadzić na wszystkich frontach i same kosmetyki tego nie zrobią, jednak potrafią wizualnie poprawić wygląd naszej skóry.
Opis produktu: Zaawansowane serum antycellulitowe. Zmniejsza widoczność nawet zaawansowanego cellulitu, sprawia, że skóra jest gładsza i wygląda młodziej. Pomaga spalać tłuszcz 10 razy szybciej niż kofeina**.
Działa w 5 wymiarach:
- zmniejsza widoczność cellulitu,
- przyspiesza spalanie tłuszczu,
- ujędrnia i modeluje sylwetkę,
- zapobiega powstawaniu cellulitu,
- wygładza i nawilża skórę.
Serum stosuje się dwa razy dziennie (rano i wieczorem).
**Na podstawie testów in - vitro. 

Dostępność: Avon
Cena: cena katalogowa 41,00 zł | 150 ml (w promocji ok. 20 zł)
KWC: klik
Oczywiście obietnice producenta, jak w przypadku każdego kosmetyku tego typu, można po części wsadzić między bajki, ponieważ bez zmiany diety i trybu życia na pewno nie pozbędziemy się cellulitu.

Serum ma dość gęstą i treściwą konsystencję, dobrze się rozprowadza po skórze i szybko wchłania, pozostawiając ją widocznie uelastycznioną. Skóra prezentuje się o wiele lepiej, jednak sam kosmetyk jest niewydajny. Za ok. 20 zł otrzymujemy tylko 150 ml, co przy regularnym używaniu na uda, pośladki i brzuch nie starcza na zbyt długo.

Z racji małej wydajności nie będę sięgać po serum z Avonu ponownie, ponieważ żeby efekt napiętej skóry był utrzymany, należy je stosować na prawdę regularnie. A taki sam efekt uzyskuję stosując podobny kosmetyk z Eveline :)

sobota, 4 kwietnia 2015

PROJEKT DENKO | marzec

Moje marcowe zużycia z lekkim opóźnieniem... mimo natłoku obowiązków, jakoś udało mi się znaleźć chwilę i napisać co nieco o wykończonych kosmetykach z ostatniego miesiąca :) a jest tego całkiem sporo, z czego się niezmiernie cieszę.
Yves Rocher żel pod prysznic malina&kakao /recenzja/: bardzo smakowicie pachnący żel, który umilał mi kąpiele, niestety przy dłuższym używaniu zauważyłam, że przesusza skórę. 

Ziaja Sopot Spa żel pod prysznic /recenzja/: jeden z ulubionych żeli/mydeł pod prysznic z Ziaji, zapach delikatny a zarazem odświeżający. To moja druga pół litrowa butla i na pewno będę do niego wracać.
Perfecta Extra Slim serum do biustu /recenzja/: niestety z tego serum nie byłam tak zadowolona jak z Eveline. Nie zauważyłam żadnego napięcia czy też ujędrnienia biustu.

Avon Cellu Break 5D: kosmetyk oczywiście cellulitu nie usunie, jednak sprawiał, że skóra była bardziej jędrna i wygładzona. Niestety efekt nie był na tyle dobry, bym powróciła do niego. Bardziej skłaniam się do zielonej wersji z Eveline
Avon mgiełka do ciała Caribbean Paradise: używałam ją głównie w domu, ponieważ jak to mgiełka - zapach nie utrzymuje się zbyt długo. Zapach letni, polubiłam się z nim :)

Dove Original antyperspirant w kulce: kulka może nie chroniła mnie przed poceniem w 100% jednak dzięki niej nie pojawiał się przykry zapach. Na pewno jest bardziej godna polecenia niż wszystkie antyperspiranty z Garniera.
Neutral szampon /recenzja/: delikatny szampon, który dobrze sprawdzał się w codziennym używaniu. Nie podrażniał skóry głowy i nie sprawiał, że działo się z nią coś nie tak. 

Avon Adcance Techniques maseczka do włosów z olejkiem arganowym /recenzja/: miały być ochy i achy, a okazała się zwykłą, przeciętną odżywką. Cena w stosunku do wydajności i efektów, dużo za duża...
Seboravit odżywka do włosów tłustych: wiązałam z nią dość spore nadzieje, jednak jej zapach, skutecznie mnie zniechęcał przed codziennym i systematycznym używaniem. Po prostu nie podołałam. Ja używałam jej dość sporadycznie, więc i efektów żadnych nie zauważyłam. Jeśli zapach czarnej rzepy Wam nie przeszkadza to może będziecie mogły mi powiedzieć, czy faktycznie zmniejsza przetłuszczanie się skóry głowy???

Schwarzkopf Got2be Powder full: puder, który miał na celu zwiększyć objętość włosów i faktycznie, włosy były uniesione u nasady, jednak to jak sklejał włosy i tworzył z nich hełm to jakaś masakra. W dodatku włosy w dotyku były klejące, coś okropnego... 
Alterra emulsja do mycia twarzy z granatem /recenzja/: świetnie sprawdza się do porannego odświeżenia twarzy. Używało mi się jej całkiem przyjemnie i o ile Rossmann nie wycofa jej (jak w przypadku emulsji z dzikiej róży) będę do niej co jakiś czas wracać.

Mariza oczyszczający żel do mycia twarzy /recenzja/: delikatny żel, który dobrze oczyszczał twarz w czasie wieczornego demakijażu. Niestety chyba nie jest już dostępny w ofercie Marizy (oczywiście jeśli się mylę dajcie znać o tym w komentarzu).
Garnier Essentiales dwufazowy płyn do demakijażu /recenzja/: płyn skutecznie rozprawiał się z moim makijażem oczu, nie pozostawiał nieprzyjemnej mgły i nie podrażniał. 

Organic Therapy serum zwężające pory /recenzja/: serum, które kompletnie nic nie rozbiło sobie z moimi porami. Skóra była po nim trochę wygładzona, jednak nałożony na nią podkład wyglądał tak samo jak i bez jego użycia. Stosowała je również na noc, jednak też nie widziałam, żadnej poprawy w wyglądzie skóry. 
Alterra pomadka do ust: miękka pomadka, która świetnie nawilża i odżywia usta. Jestem pewna, że sięgnę po nią ponownie. 

Tisane balsam do ust /recenzja/: przyjemny zapach, świetne działanie balsamu na spierzchnięte usta, w dodatku atrakcyjna cena. 
Dermo Minerały maseczka oczyszczająca: maseczki pojawiają się co jakiś czas z Biedronce. Oparte są na glince, która świetnie oczyszcza skórę i zwęża pory. Świetna alternatywa, jeżeli nie lubicie same mieszać glinek. 

Scinlite skarpetki złuszczające /recenzja/: skarpetki z Carrefoura za 11 zł  sprawdzają się tak jak te z Purederm. Obecnie skóra schodzi mi już głównie z wierzchu stóp a z efektów jestem kolejny raz zadowolona. 


Carea płatki kosmetyczne: ciągle Wam powtarzam, że to jedne z moich ulubionych płatków, niestety teraz chyba trafiłam na jakiś felerny 3-pak, bo płatki są strasznie twarde... Czas poszukać chyba czegoś nowego...

Piromal szampon przeciwłupieżowy /recenzja/: szampon nie do końca poradził sobie ze wszystkimi moimi problemami, jednak pozostało kilka saszetek, które używam profilaktycznie. 

Ziaja Ulga krem do twarzy: krem fajnie się wchłaniał i nie sprawiał, że moja tłusta skóra mocno się świeciła.

Eveline krem z kwasem hialuronowym: treściwy krem, który dobrze spisał się nałożony na noc.
The Body Shop Chocomania masło do ciała: zapach ciemnej czekolady zachęca do wysmarowania się nim od stóp po samą głowę. Treściwe, gęste masło, dobrze nawilżające skórę.

Dove mydło do rąk: kremowe mydło, dobrze oczyszcza dłonie i pozostawia je długo pachnące.


Ja już zbieram kolejne puste opakowania. A Wam jak idzie opróżnianie kosmetycznego arsenału???


czwartek, 26 marca 2015

(bardzo skromni) ULUBIEŃCY ZIMY

Tak ubogich ulubieńców jeszcze nie było na moim blogu, ale niestety nie znalazłam zbyt wiele kosmetyków, które z czystym sercem mogłabym Wam polecić. Staram się pokazywać tu produkty, które sama najchętniej bym odkupiła, bo sprawdziły się u mnie w 100%. 

Jak to mówią - mniej a lepiej :) nie było tego wiele, ale ostatnio staram się pokończyć porozpoczynane kosmetyki i może wśród nowości, które u mnie zagoszczą za jakiś czas znajdzie się więcej kosmetyków godnych polecenia.   

poniedziałek, 23 marca 2015

Max Factor | transparentny puder sypki

Jestem posiadaczką tłustek skóry i nie wyobrażam sobie życia bez pudrów, które zmatują moją skórę ale sprawią również, że makijaż pozostanie dłużej na skórze. Na razie jestem w trakcie poszukiwania tego jedynego pudru, dlatego ciągle testuję coś nowego. Na jednej z promocji -40% w Superpharm skusiłam się na puder z Max Factora, którego cena regularna powala z nóg... ponad 50 zł. 
Opis producenta: Transparentny puder sypki w praktycznym zakręcanym opakowaniu. Dzięki delikatnej konsystencji zapewnia naturalny efekt matowej, jedwabiście gładkiej skóry. 

Skład: Talc, Mica, Avena Sativa, Zinc Stearate, Calcium Silicate, Paraffinum Liquidum, Methylparaben, Methicone, Propylparaben, Sodium Dehydroacetate, Aqua, BHT, Quaternium-15 [+/- Cl 77007, Cl 77491, Cl 77492, Cl77499,Cl 77891] 

Dostępność: drogerie internetowe i stacjonarne
Cena: 21-55 zł | 15 g
KWC: klik
Jak wspomniałam na początku puder kosztuje dość dużo, co niestety nie przekłada się na jakość opakowania, która trąci trochę bazarem. Proste i toporne wykonane z plastiku... Puder jest bardzo drobno zmielony, opakowanie posiada siateczkę, która sprawia, że nie nabieramy zbyt dużo produktu na pędzel.

Producent oznacza puder jako transparentny, niestety jak dla mnie jest on za ciemny. Na początku, gdy nie miałam wprawy, tworzył na skórze ciemne i nierówne plamy. Żeby nie zrobić sobie nim krzywdy muszę na prawdę bardzo porządnie strzepać pędzel i nakładać go bardzo cieniutką warstwą. Niestety w sklepie nie było testera tego produktu i w domu, nie dość, że kolor okazał się ciemny, to na dodatek puder zawiera w sobie drobinki rozświetlające, których po prostu nie znoszę... Posiadam skórę tłustą i dążę do jej długotrwałego zmatowienia, a nie rozświetlenia. Jednak to może być zaletą dla osób, które cenią w pudrach naturalny efekt, bez efektu płaskiego matu, ponieważ jeśli chodzi o to jak puder wygląda na skórze to nie mam mu nic do zarzucenia, ponieważ nie podkreśla zmarszczek, wygładza skórę i sprawia, że twarz wygląda zdrowo.
Puder niestety u mnie nie za bardzo się spisuje, jeśli chodzi o utrzymanie matu, ponieważ już po godzinie, dwóch, muszę usuwać nadmiar sebum ze strefy T. Podejrzewam, że może to być też wina tego, że nakładam go bardzo cieniutką warstwą, ale jak wspomniałam jego NIE-TRANSPARENTNY kolor mi to całkowicie uniemożliwia. Niestety muszę jeszcze jakiś czas się z nim pomęczyć, bo puder okazuje się szaleńczo wydajny.


Nivea | lekki mus do pielęgnacji ciała - dzika malina i biała herbata

Dzisiaj kolejna recenzja kosmetyków, które otrzymałam w ramach testowania w Klubie Przyjaciółek Nivea. Tym razem otrzymałam dwie wersje zap...