poniedziałek, 2 czerwca 2014

Facelle - pianka do higieny intymnej

Jeśli obserwujecie mnie na INSTAGRAMIE (KLIK), to z pewnością widziałyście, że weekend spędziłam nad naszym polskim morzem, stąd (znów) kilkudniowa przerwa w publikowaniu postów. Dzisiaj szybciutko nadrabiam zaległości :)

W podróży cenię kosmetyki typu 2w1, które zajmują mało miejsca i możemy wykorzystać na kilka sposobów. Piankę do higieny intymnej używam zgodnie z jej przeznaczeniem, ale stosuję ją również do mycia twarzy, zwłaszcza gdy mam problem ze ściągniętą lub podrażnioną skórą. W obu przypadkach sprawdza się idealnie i już w zapasie mam kolejne opakowanie.
Pianka zamknięta jest w nieprzezroczystym opakowaniu, jednak pompka z łatwością się odkręca, więc spokojnie możemy kontrolować stopień zużycia. Mimo, że jedna wyciśnięta pompka kosmetyku to za mało na umycie okolic intymnych czy też twarzy i wyciskam zazwyczaj 2-3, to jest ona bardzo wydajna. Używam ją już od dwóch miesięcy i jeszcze spokojnie wystarczy na kolejny. 
Pianka ma bardzo delikatny zapach. Nie powoduje powstania żadnych podrażnień czy też uczuleń. Twarz po umyciu pianką nie jest ściągnięta, powiedziałabym, że jest lekko nawilżona i miękka w dotyku.

Dostępność: nie dostępna w regularnej sprzedaży
Cena: 5 zł | 150 ml
KWC: klik

Niestety pianka nie jest już dostępna w Rossmannie. Jak szybko się pojawiła, tak szybko z niego zniknęła. A szkoda...

środa, 28 maja 2014

Maj - zbiorcze zakupy kosmetyczne

Zakupy, zakupy, zakupy.... która z Nas ich nie lubi??? Ja je uwielbiam. Lubię też wpisy na blogach na temat zakupów i promocji, więc dzisiaj pokażę Wam co udało mi się zdobyć w kończącym się już powoli maju.
Superpharm: z jednej z promocji gazetkowych kupiłam Nivea płyn micelarny (9,99 zł). Korzystając z rabatu -40% na oczyszczanie twarzy kupiłam Lirene tonik wybielający (11,39 zł). A na niedawnym -30% na marki dermokosmetyczne skusiłam się na Vichy Dermablen puder utrwalający (65,09 zł) oraz La Roche-Posay Redermic R (90,99 zł). 
Hebe i Biedronka: na promocjach -40% na kolorówkę nie szalałam teraz i kupiłam jedynie w Hebe Bourjois puder sypki (29,99 zł) i Catrice kamuflaż (12,99 zł) już spoza promocji. W biedronkowej gazetce kosmetycznej wypatrzyłam Bielenda peeling do ciała papaja (5,99 zł), L'Biotica serum do rzęs (7,99 zł), Soraya regenerujący olejek do twarzy (11,99 zł) oraz Celia płyn micelarny (7,99 zł).
Rossmann: od razu się przyznaję, że większość rzeczy kupiłam pod wpływem chwili :) Nivea olejek pod prysznic (9,49 zł) oraz balsam pod prysznic (12,99 zł). Herbal Garden żel do mycia twarzy (CND 5,39 zł), Gillette pianka do golenia (12,99 zł), Isana sól do kąpieli (2,19 zł), Rival de Loop maseczki oczyszczające oraz  nawilżająca (każda 0,99 zł), kapsułki Anti-Age (3,99 zł) oraz Garnier Olia farba do włosów (14,99 zł) - planuję ponownie zrobić ombre :)
Avon: zestaw do stóp o zapachu wiśniowym (12,99 zł), spray do stóp (6,99 zł), woda Tomorrow (40 zł), kredka automatyczna (7,99 zł) tusz SuperShock (1 zł), mgiełka Pur Blanca (9,99 zł) oraz mgiełka granat (6 zł). Większość kosmetyków pochodzi z ofert netto, kierowanych do konsultantek.
Na merlin.pl kupiłam Pat&Rub rewitalizujący balsam do rąk (24,99 zł) - promocja nadal obowiązuje klik :) W Pepco kupiłam dwie maseczki w płacie, każda za 2,99 zł. W Kauflandzie do koszyka trafiły płatki kosmetyczne.
Mydlarnia Hebe: zamówienie złożone głównie ze względu na promocję na woski YC, każdy wychodził za ok. 5 zł. Przy okazji postanowiłam wypróbować Sylveco balsam myjący do włosów z betuliną ( ok. 26 zł), który kupiłam ponieważ wyczytałam na jednym z blogów, że świetnie się sprawdza do wrażliwej skóry głowy. 
Na lotnisku w Kopenhadze kupiłam [tu Wam pokazywałam] Kiehl's serum Midnight Recovery Concentrate za 33 euro. 
Na ostatnich zakupach w Realu do koszyka wpadła Ziaja żel chłodzący po opalaniu (5,99 zł) a w Biedronce skusiłam się na dwie maseczki Biovax z L'Biotici (każda za 1,99 zł).

I dotarłyśmy do końca. Jeśli miałyście, któryś z tych kosmetyków to piszcie jak się u Was sprawdzały, bo dla mnie to nowości :) 

niedziela, 25 maja 2014

Organic Therapy - serum zwężające pory

Serum zamówiłam dość dawno temu, zaczęłam je stosować jeszcze jesienią i zimą. Do recenzji niestety zabrałam się dopiero teraz... Późno, prawda??? Ale to dlatego, że bardzo chciałam aby serum działało, zaklinałam je... Jednak bubel pozostaje bublem.
Serum zamknięte jest w smukłym pojemniku typu airless, z prostym i pociesznym dla oka designem. Niestety przez opakowanie nie można podejrzeć jaki jest stan zużycia. Kosmetyk ma postać żelowej emulsji, o bardzo ładnym i delikatnym zapachu. Niewielka ilość serum wystarczy na posmarowanie nim twarzy, co sprawia, że jest ono bardzo wydajne.
Gdy kupowałam serum na blogach było sporo pochlebnych opinii na jego temat, że świetnie działa na tłustą skórę, sprawdza się jako baza pod makijaż, bo wyrównuje skórę, sprawia, że pory są mniej widoczne... Chciało by się rzec kosmetyki idealny, prawda??? Niestety, oprócz tego, że serum dość dobrze nawilża skórę, nie robi nic więcej. Dodatkowo twarz nim posmarowana staje się klejąca i lepka. Nie wchłania się ona do matu, a makijaż wcale nie wygląda na nim lepiej. Przez jego lepkość nie byłam w stanie używać go w ciągu dnia, ciągle czułam, że twarz jest czymś wysmarowana, więc pozostało mi używanie go tylko na noc. 
Przez ponad dwa miesiące używania w dzień w dzień, liczyłam na to, że stan mojej twarzy, a raczej rozszerzonych porów ulegnie poprawie. Niestety rozszerzone pory miały się bardzo dobrze i chyba nic oprócz maseczek na bazie glinek nie jest w stanie sobie u mnie z nimi poradzić. 

Dostępność: strony z rosyjskimi kosmetykami
Cena: ok. 27 zł | 50 ml
KWC: klik

Mimo tego, że staram się przed zakupem czytać opinie na temat danego kosmetyku, to i w takich wypadkach zdarza się trafić na totalny bubel. To potwierdza tylko fakt, że kosmetyki warto próbować na sobie samym :) A mi nie pozostaje teraz nic innego jak jakoś je wymęczyć, bo nie wiem czemu tak się dzieje (ale tak u mnie jest), że im gorszy kosmetyk tym bardziej wydajny (złośliwość losu!).

piątek, 23 maja 2014

Płyn micelarny Oeparol Hydrosense

Wiem, że powiem o tym już n-ty raz, ale płyny micelarne są dla mnie podstawą jeśli chodzi o demakijaż. Zmywam nimi oczy (ponieważ w większości nie podrażniają one oczu) oraz przemywam twarz w pierwszym etapie wieczornego demakijażu, dlatego kosmetyk ten schodzi u mnie niczym woda. Mimo, że mam już kulka sprawdzonych wód lubię co jakiś czas sięgać i poznawać nowe, ponieważ obecnie niemal każda szanująca się firma kosmetyczna ma taki produkt w swoim asortymencie. Dlatego dzisiaj chciałabym napisać co nieco o płynie aptecznym, naszej polskiej marki Oeparol. 
Opakowanie wykonane jest z solidnego i dość twardego plastiku. Dozownik ma niewielką dziurkę, przez co nie wylewa się za dużo płynu na wacik. Płyn ma dość intensywny zapach, pachnie taką czystością :)

Nasączony płynem wacik szybko pozbywa się podkładu z twarzy. Nie pozostawia lepiej warstwy, nie klei się. Skóra faktycznie pozostaje miękka i nie jest przesuszona. Z tuszem do rzęs radzi sobie średnio, ale chwila cierpliwości i wszystko powoli się domywa. Na jedno oko zużywam 2-3 waciki, dlatego płyn z Oeparol jest u mnie mało wydajny. 
Dostępność: apteki
Cena: 12-18 zł | 200 ml
KWC: klik

Płyn micelarny Oeparol niestety nie sprawdził się u mnie na tyle dobrze bym chciała do niego wrócić. Co prawda nie szczypie on w oczy nawet, gdy dostanie się przez przypadek do środka, jednak czasami wywołuje strasznie pieczenie powiek. Prawdę mówiąc nie wiem od czego to zależy, bo przez kilka dni nic się nie dzieje, a czasami powieki płoną żywym ogniem... (dodam tylko, że cały czas używam tych samych kosmetyków). 

Jeżeli używałyście płynu Oeparol piszcie jak się u Was sprawował i czy tylko ja mam z nim taki problem? 

środa, 21 maja 2014

Farmona - Radical suchy szampon

Witajcie po dłuższej przerwie. Niestety im jestem starsza, tym wszelkie zapalenia wirusowe i choróbska przeżywam o wiele gorzej... Gorączka po prostu zwaliła mnie z nóg i "odebrała rozum" - nie potrafiłam zasiąść przed komputerem i sklecić kilku prostych zdań. Ale powoli wychodzę na prostą :) Kilka dni w łóżku potrafią zdziałać cuda. Ale jeśli znacie skuteczne sposoby, aby wzmocnić odporność organizmu piszcie koniecznie w komentarzach, bo ostatnio każdy kontakt z zakatarzoną osobą kończył się dla mnie zwolnieniem lekarskim...

Dzisiaj będzie krótka recenzja suchego szamponu Radical z Farmony, z którym na początku nie polubiłam się, ale przy drugim opakowaniu jakoś się bardziej do niego przekonałam i porównałabym go do suchego szamponu z Isany. Z resztą cenowo też się wiele nie różnią.

Od razu zacznę od wydajności. Jedno opakowanie suchego szamponu starcza mi średnio na 2-3 miesiące, używam go raz na tydzień lub dwa. Staram się na prawdę używać go tylko w kryzysowych momentach. 
Szampon Radical posiada w środku opakowania metalową kulkę, co na początku nie stanowiło dla mnie żadnego plusu (co okazało się moim błędem). Kilka pierwszych użyć nie wzbudziło we mnie zachwytu, ponieważ szampon sprawiał, że włosy wyglądają na siwe. Nalot ten dość ciężko było mi wyczesać (polecam przetarcie włosów ręcznikiem). Jednak mocne wymieszanie szamponu w opakowaniu sprawiało, że szampon nie bielił tak bardzo włosów i proszek troszkę łatwiej było usunąć, choć na moich włosach i tak był on troszkę widoczny a włosy pozostają zmatowione. Na blond włosach mojej siostry szampon sprawdzał się idealnie i na prawdę, żadnego nalotu na nich nie było widać. 
Mam nadzieję, że na zdjęciu widać efekt odświeżenia. Po lewej stronie włosy przed użyciem suchego szamponu, a po prawej już po. 

Dostępność: Super-pharm, Hebe (nie jestem pewna czy dostępny jest w Rossmannie i Naturze...)
Cena: 7-10 zł / 150 ml
KWC: klik

Może suchy szampon Radical nie jest moim ulubieńcem, ale spokojnie można go używać zamiennie z Isaną. Szampon sprawiał, że włosy odzyskują świeżość na kilka dobrych godzin i można wyjść do ludzi jak człowiek, a nie z tłustymi strąkami (tak wiem - najlepsze jest po prostu ich umycie, ale czasami tak się zdarza, że nie ma jak ich umyć, albo po prostu brakuje sił...). Posiadaczki jasnych włosów powinny być zadowolone, ponieważ typowy nalot dla suchych szamponów, jest tu niewidoczny. Niestety ciemnowłose będę musiały poświęcić dłuższą chwilę na wyczesanie go z włosów.

czwartek, 15 maja 2014

Otulający żel pod prysznic - Dove migdał & hibiskus

Mój urlop w Kopenhadze szybko minął, w poniedziałek niestety czeka mnie mnie powrót do rzeczywistości i pracy... Ale już dzisiaj wracam do "aktywnego" blogowania, ponieważ ostatnie posty były dodawane automatycznie. Niestety pogoda za oknem nie rozpieszcza i w chłodne wieczory bardzo chętnie sięgam po żel pod prysznic z Dove z mleczkiem migdałowym i hibiskusem.
Żel ma bardzo kremową, dość gęstą konsystencję. Świetnie się pieni i ma po prostu otulający zapach, który jakiś czas zostaje na skórze po kąpieli. Na temat żelu nie ma co się za wiele rozpisywać, ale muszę przyznać, że żele z Dove chyba staną się moimi ulubionymi :) Dobrze sprawują się w swojej roli, nie przesuszają skóry i mają zniewalające zapachy. 
Dostępność: drogerie, sklepy, markety
Cena: ok. 7-10 zł / 250 ml; 10-15 zł / 500 ml
KWC: klik

Jestem ciekawa czy lubicie żele z Dove??? Bo ja te kremowe ostatnio bardzo polubiłam :)

poniedziałek, 12 maja 2014

Adidas Cool&Care - protect spray

O skuteczności antyperspirantów z Adidasa słyszałam sporo i liczyłam na to, że sprawdzi się u mnie lepiej niż Rexona. Może nie pobił on mojego faworyta, ale na pewno jest w pierwszej trójce antyperspirantów, po które będę sięgać najczęściej. 
Nie chcę pisać po raz n-ty, że formę spreyu wybieram najchętniej, ponieważ ta forma aplikacji sprawdza się u mnie najlepiej, choć nie są one zbyt wydajne. Antyperspiranty w atomizerze szybko się wchłaniają i nie moczą ubrać. Akurat recenzowany przeze mnie Adidas zostawia niewielkie białe ślady na ubraniach, ale taka niewielka wada jest dla mnie do zaakceptowania, gdy kosmetyk jest skuteczny.
Dostępność: drogerie, markety itp.
Cena: ok. 10-13 zł / 150 ml
KWC: klik

Dezodorant jest o tyle skuteczny, że jego zapach utrzymuje się praktycznie cały dzień. Nie chroni przed poceniem w 100%, jednak znacznie ogranicza pojawienie się mokrych plam pod pachami.  Ogólnie oceniłabym go na mocną 4 w skali do 5. 

Nivea | lekki mus do pielęgnacji ciała - dzika malina i biała herbata

Dzisiaj kolejna recenzja kosmetyków, które otrzymałam w ramach testowania w Klubie Przyjaciółek Nivea. Tym razem otrzymałam dwie wersje zap...