niedziela, 12 maja 2013

Photo mix #1

Chciałyście, to macie :) 
Dziś pierwsze zdjęcia z serii photo mix - mam nadzieję, że posty będą pokazywać się przynajmniej raz na tydzień, może dwa.

Mam nadzieję, że wpisy tego typu Wam się spodobają i będziecie mogły zobaczyć choć trochę co dzieje się w moim życiu.
Część zdjęć może nie będzie najlepszej jakości, ale najczęściej robię je telefonem :)

1/ Mała drzemka... 
2/ Obuwie ogrodowe :) czas posadzić warzywka
3/ Tulipanki 
4/ Majówkowe grillowanie
1/ Pierwsza wizyta w Hebe. Muszę się tu troszkę rozpisać o tej wizycie... Był to dzień otwarcia. Przy wejściu ochroniarz witał bardzo entuzjastycznym okrzykiem powitalnym (nie spodziewałam się tego i się troszkę przestraszyłam...). W czasie 15-minutowej wizyty zostałam zapytana o ewentualną pomoc chyba z 10 razy - wiem, że w dzień otwarcia panie tam pracujące mają być nad wyraz pomoce, ale troszkę mnie to denerwowało...
2/ I małe co nie co...
3/ Lubie to! Pusta droga i ja w aucie :) Tu w drodze do rodzinnego domu
4/ Chyba sobotni poranek
1/ Wiosna zawitała w końcu do Szczecina
2/ 6:25 w drodze do pracy
3 i 4 / Już nie ma wymówek - od jutra zaczynam biegać :)
1/ Greys Anatomy + kawa = relax
2/ Zakup h&m'owy - wykorzysałam kupon -25%
3/ Karta Hebe
4/ Kolejny kupon, kolejne zakupy :D
1/ Testowanie...
2/ Tajemnicza paczka - wiedziałam, że ma przyjść lecz nie wiedziałam co...
3/ ... okazało się, że zostałam wybrana do testowania kosmetyków Dove na wizażu
4/ Mój koteczek :* Mam hopla na jego punkcie (i pozostałych zwierzaków) więc będą się one tu pojawiać dość często :)


I jak??? Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was??

Od piątku jestem w Poznaniu, dzisiaj wracam do domu. Pokażę Wam w następnej odsłonie co tu porabiałam i mam nadzieję, że następny tydzień też będzie w miarę ciekawy do pokazania :D

piątek, 10 maja 2013

2-gie urodziny bloga!!!

Dokładnie dzisiaj mija 2 lata od momentu pojawienia się mojego pierwszego postu na blogu. Muszę przyznać, że wcześniej jakiś czas poczytywałam dzieła innych dziewczyn na blogspocie. Któregoś dnia pomyślałam, czemu nie??? Szafka wypchana kosmetykami, więc będzie o czy pisać :) Od kiedy pamiętam, miałam do nich słabość - mój dziadek mówił na nie SMARY... 
Bloggsfera pochłonęła mnie, może nie całkowicie, ale stała się jedną z rzeczy, która pochłania mój wolny czas. Mam nadzieję, że moja przygoda potrwa jeszcze jakiś czas a Wy nadal będziecie chciały tu zaglądać :)

środa, 8 maja 2013

Moim zdaniem... L'Occitane

Przetestowałam w końcu kosmetyki z L'Occitane. Troszkę to trwało - jednak miałam mieszane uczucia co do jednego produktu i musiałam przyjrzeć mu się dokładniej :)

Od L'Occitane otrzymałyśmy po 5 miniaturek ich produktów. Poniżej ukażą się "mini" recenzje (a raczej pierwsze spostrzeżenia).


Krem do rąk z masłem Shea (29,90 zł / 30 ml; 900 zł / 150 ml) 
Krem ma zbitą i gęstą konsystencję, ale bardzo dobrze się rozprowadza na dłoniach. Opakowanie wykonane z miękkiego plastiku, które imituje metalową tubkę.
Prawdę mówiąc po "kultowym" kosmetyku tej firmy liczyłam na więcej, sporo więcej. Krem wchłaniał się średnio szybko, pozostawiał na dłoni ochronny film, jednak uczucie nawilżenia nie trwało długo i co jakiś czas trzeba było sięgać ponownie po krem. Dodatkowo, krem miał dość dziwny zapach, przypominał mi troszkę klasyczny krem Nivea. Na krem w takiej cenie i o takim działaniu chyba raczej się nie skuszę w pełnowymiarowym opakowaniu.

Immortelle drogocenny krem na noc (250 zł / 50 ml)
Bardzo urzekło mnie opakowanie tego kremu - zgrany, ciemno niebieski słoiczek. Konsystencja jest dość treściwa, dobrze się rozprowadza.
Jest to produkt, do którego miałam właśnie pewnie zastrzeżenia, które niestety się potwierdziły w moich dość długich testach. Krem z całą pewnością mnie zapycha. Miałam do niego kilkanaście podejść i każde kończyło się tym, że następnego dnia po użyciu tworzyły mi się podskórne, bolące gule. Po ich zaleczeniu i doprowadzeniu twarzy do normy kolejne użycie kremu powodowało kolejne niespodzianki. Dopełnieniem szczęścia używania tego kremu jest przeokropny, ziołowy zapach.

Żel pod prysznic Werbena (59 zł / 250 ml)
Opakowanie nasuwa mi skojarzenie z aptecznymi produktami, ale raczej w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Konsystencja typowa dla żeli pod prysznic, nie jest zbyt gęsty, nie pieni się jakoś wybitnie. Żel nie spowodował przesuszenia skóry, niestety nie zauważyłam obiecanego przez producenta nawilżenia. Powiedziałabym, że żel jak żel. Bardzo miło mi się go używało. Miał bardzo odświeżający, cytrusowy zapach i gdyby nie cena pewnie kupiłabym pełnowymiarowy kosmetyk.

Woda toaletowa Pivoine Flora (179 zł / 75 ml)
Przeurocza, czerwono-różowa buteleczka. Niestety troszkę źle mi się jej używało ponieważ nie posiadała atomizera i trzeba było wylewać ją na dłoń czy przytykać palce do otworu.
Wody toaletowe mają to do siebie, że pachną dosyć krótko, ale ta woda pokonała wszystkie, które do tej pory używałam. Zapach utrzymywał się na mnie 1-2 godziny. Bardzo nietrwały. Po ulotnieniu się alkoholu można było wyczuć kwiatowy zapach, ale czy on przypominał mi piwonię - no nie do końca...

Mydło z masłem Shea - Mleko (32 zł / 250 g)
Mydełko zapakowane jest w papierowe opakowanie. Ma dość specyficzny zapach, który dość długo utrzymywał się na dłoniach. Najczęściej myłam nim właśnie dłonie, ale przez tydzień myłam nim również ciało i na prawdę nie wysuszył skóry. Plus za to. Używanie mydła kojarzyło mi się zawsze z uczuciem ściągniętej i przesuszonej skóry, a tu miłe zaskoczenie.

I kto twierdzi, że drogie zawsze jest fajne? Z przetestowanych kosmetyków spodobał mi się żel pod prysznic oraz mydło. Z całą pewnością nie polecam kremu do twarzy... A jak Wasze doświadczenia z kosmetykami L'Occitane???

poniedziałek, 6 maja 2013

O duecie z Biovaxu (seria intensywnie regenerująca do włosów blond)

W marcowym denku pokazywałam butelkę po szamponie Biovax przeznaczonym do włosów blond. Dzisiaj przyszła pora na jego recenzję oraz odżywki w spreyu, które stosowałam równocześnie.
Niestety duet ten nie sprawdził się na moich włosach. I chyba na nic oprócz maseczek z L'biotici więcej się nie skuszę...

Opakowania w obu przypadkach są standardowe jak na tą serię. Szampony posiadają biała, nieprzezroczystą butelkę a odżywka - przezroczystą buteleczkę z atomizerem. Dodatkowo są one umieszczone w kartonowych opakowaniach, co wg jest już zbędne, ponieważ wszystkie informacje i tak są umieszczone na tych produktach.

Szampon intensywnie regenerujący do włosów blond

Szampon intensywnie regenerujący (tak samo jak do włosów przetłuszczających) nie wywołał u mnie zachwytów. Ot, zwykły szampon, który na dodatek kosztuje dość sporo. Na promocji można go kupić za ok. 10 zł za 200 ml. Jako posiadaczce włosów  przetłuszczających się używanie tego typu szamponów jest po prostu mało ekonomiczne, ponieważ szampon starczył mi na niecały miesiąc używania. W dodatku nie zauważyłam żadnej rewolucyjnej zmiany w kondycji moich włosów. Rozjaśnione końce jedynie przy systematycznym używaniu odżywek i maseczek wyglądają zadowalająco. Jedynym plusem było to, że włosy były odświeżone i nieobciążone.

Dwufazowa odżywka intensywnie regenerująca do włosów blond

Szampon jako szampon się sprawdził, mył włosy, jednak ta odżywka to jakaś tragedia. Nie robi z włosami kompletnie nic a nic. Chyba, że jej zadaniem jest to aby włosy przyjemnie pachniały. Odżywka nie pomagała w rozczesywaniu włosów, ani nie nawilżała ich. Włosy lśniły jak po użyciu innej odżywki. Prawdą  jest, że nie obciąża włosów. Do tego produkt jest mega wydajny. Gdy szampon mi się skończył, nie zużyłam jeszcze 1/4 odżywki. 
Do opakowania z odżywką była dołączona próbka maseczki z tej samej serii.   

Dostępność: apteki, Super-pharm
Cena: 10-15 zł 

Jestem ciekawa jakie są Wasze przygody z szamponami i odżywkami z Biovaxu? I czy tylko u mnie nie sprawdzają się te produkty (w przeciwieństwie do maseczek). Może polecacie wypróbować inną serię? 

sobota, 4 maja 2013

Wielbię - peeling wulkaniczny

Jak widzicie po tytule notki dziś o jednym z moich ulubieńców - peelingu ze skały wulkanicznej. Niestety byłam w posiadaniu jedynie próbki 10 gramowej, którą starałam się używać oszczędnie, choć mimo małej ilości peeling wystarczył mi na naprawdę sporo zastosowań, ponieważ do wykonania jednego zabiegu nie potrzeba było używać go bardzo dużo.
Peeling ma postać drobno zmielonego proszku. Rozrabiałam go z kremem do twarzy, który nie za bardzo sprawdzał się na co dzień. Taką mieszanką wykonywałam kilku minutowy masaż twarzy, dokładając w miarę potrzeb kolejne porcje kremu. Efekt był po prostu zachwycający. Wszystkie suche skórki usunięte. Twarz była o wiele bardzie wygładzona niż przy użyciu gotowych, drogeryjnych peelingów. 

Oczywiście peeling może być także bazą do wzbogacania m.in. glinkami, spiruliną czy kwasem hialuronowym.
Bardzo żałuję, że peeling się skończył, ale postanowiłam wypróbować teraz korund oraz peeling polinezyjski, których zakup pokazywałam Wam tu. Jeśli nie sprawdzą się lub jeśli będę składać zamówienie z ZSK to na pewno peeling wulkaniczny wpadnie do koszyka w pełnowymiarowym opakowaniu. Jednak na razie czekam, aż skończą mi się inne produkty, aby złożyć jedno większe zamówienie.

Dostępność: Zrób Sobie Krem 
Cena: 3,99 zł / 50 ml, 6,99 zł / 100 ml

Jeśli będziecie składać zamówienie z ZSK, to polecam wypróbować właśnie ten peeling. Koszt jest na prawdę niewielki, a może i Wy pokochacie go jak ja :) Oczywiście jeśli go miałyście to jestem ciekawa Waszych opinii na jego temat.

czwartek, 2 maja 2013

Tajemnice różowej torebki czyli o kwietniowych zużyciach


Prawda, że mam śliczną torebunię na moje puste opakowania? Niestety kolor różowy nie jest przeze mnie lubiany, ale w tym wydaniu może być :) Puste opakowanie przechowuję zawsze w jakieś papierowej torbie, które niestety mają dość krótki żywot, biorąc pod uwagę, że niektóre opakowania po kosmetykach nie są do końca szczelne, nie da się z nich wszystkiego wydobyć, a do tego nieraz je rozcinam, co powoduje rozlewanie i wylewanie resztek... Z tego względu zrezygnowałam z tradycyjnych reklamówek.


Ale czas na konkrety, a raczej na konkretne denko - LUBIĘ TO :) mam wtedy poczucie, że szafka wypakowania kosmetykami do granic możliwości się nie marnuje :D

Jeśli wcześniej ukazała się już recenzja danego kosmetyku, będzie on podlinkowany :)

Novoxidyl szampon przeciw wypadaniu włosów: jak wiecie tonik z tej firmy się u mnie nie sprawdził, a szampon wręcz przeciwnie. Wraz z odpowiednimi suplementami, odżywką (np. Jantar), szampon faktycznie działa. W czasie mycia tworzy gęstą pianę, która nie spływa i szampon bez problemu możemy trzymać na głowie prze te kilka minut. Włosy są oczyszczone, w żaden sposób nie obciążone. 
Następca: Pharmaceris skoncentrowany szampon wzmacniający do włosów osłabionych

Isana suchy szampon: tani i dobry, użyty z umiarem nie bieli bardzo włosów. Aby zobaczyć efekty na moich włosach odsyłam Was do recenzji.
Następca: Isana

Dairy Fun musujące kule do kąpieli: kule o fajnych zapach, dzięki zawartości olejków skóra po kąpieli faktycznie była nawilżona. 

Apart płyn do kąpieli jedwab i neroli: płyn tworzył fajną pianę, ale jeśli chodzi o zapach nie do końca przypadł mi go gustu. W tej kwestii prym wiodą płyny z Luksji.
Następca: Luksja Blueberry Muffin

Yves Rocher żel pod prysznic z olejkiem arganowym: żel jako żel był dobry, nie wysuszał, dobrze się pienił i mył, jednak jego zapach po jakimś czasie zaczął mnie strasznie denerwować i męczyć. 
Następca: Isana Med z olejkiem pomarańczowym

Decubal olejek pod prysznic i do kąpieli: polubiłam się z tym olejkiem, świetnie nawilżał i odżywiał skórę zwłaszcza zimą.

L'Occitane żel pod prysznic werbena: miniaturka starczyła na kilka użyć. Żel mył i ładnie pachniał, świeżo, cytrusowo. Niedługo dwa słowa więcej na temat kosmetyków tej firmy :)

Lovena i Be Beauty - płyny micelarne: oba pochodzą z dyskontów, oba produkowane przez tą samą firmę, jednak o wiele bardziej polubiłam płyn Be Beauty i do niego zdecydowanie będę wracać. Ale jak nie będę mogła go upolować, a krucho będzie z kasą to i po Lovenę siegnę :) 
Następca: Dermedic Hydrain 3 Hialuro

Hydrolat oczarowy: na początku stosowałam do tonizowania skóry, jednak nie zauważyłam wielkiej poprawy stanu skóry i zaczęłam używać go do zwilżania glinkowych maseczek oraz jako odświeżającą mgiełkę do twarzy. Mam jedną buteleczkę w zapasie ale wiem, że będę do niego wracać, ponieważ ubóstwiam zapach tego hydrolatu.
Następca: Avene woda termalna

Alouette ręczniki kuchenne: dość dawno temu zrezygnowałam z tradycyjnego ręcznika do osuszania twarzy, stosuję do tego właśnie ręczniki kuchenne i te są moje ulubione. Mocne i nie rozrywają się.
Następca: Alouette

Płatki kosmetyczne - Cleanic i Carea: płatki z Cleanic są dla mnie troszkę za grube, mam wrażenie, że muszę nalać więcej płynu micelarnego, ponieważ płatek szybko go wchłania w siebie pozostając suchy... Płatki z Carea używam od kilku lat, teraz mam spory zapas (kupiłam 3-paki).
Następca: Lilibe i Carea


Kamill krem do rąk: krem ma lekką konsystencję, dość szybko się wchłania jednak zapach rumianku nie jest dla mnie, wolę tą wersję do skóry wrażliwej. Plus za opakowanie z pompką.
Następca: mam kilka kremów w użyciu

Carmex: tradycyjna wersja w słoiczku - UWIELBIAM - za zapach, za działanie. Świetnie radzi sobie z przesuszonymi ustami. Wiem, że wielu osobą nie przypadł do gustu kamforowy zapach i wyczuwalne mrowienie, ale mi już tego zaczyna brakować... Do tego produkt mega wydajny.
Następca: Tisane

Dax Cosmetics baza wygładzająca: to moje drugie opakowanie, jak widzicie nie zużyte do końca, jednak minął termin ważności. Wcześniej stosowałam namiętnie bo faktycznie makijaż wyglądał na niej lepiej, jednak starałam się nie obciążać zbytnio mojej skóry i w końcu przestałam jej używać...

Wibo Growning Lashes: bardzo polubiłam ten tusz. Rzęsy były wydłużone, nie posklejane i do tego śmiesznie niska cena. Minusem jest jednak krótki okres używania, max 3 miesiące - później zaczyna się osypywać. W recenzji możecie zobaczyć jaki daje efekt na moich rzęsach.

Avon korektory: kolejna znajda... Nie wiem czy produkty te są jeszcze dostępne, ale u mnie się nie sprawdziły i sobie leżakowały. Słabe krycie, szybko się ścierały.

Kobo paleta korektorów: jednym słowem BUBEL. Nie polecam go kupować - tępa konsystencja, ciężko ją nabrać (najlepiej palcem), a krycie też średnie.

Peeling ze skały wulkanicznej: niedługo będzie pełna recenzja ponieważ zakochałam się w tym peelingu. 
Następca: korund

Lovely bibułki matujące: mam naprawdę tłustą skórę i do jej oczyszczenia zużywam 3 bibułki na raz. Troszkę droga impreza... 

Próbki: szampon Pirolam, Nivea krem matujący i krem przeciwzmarszczowy z Q10 

Zastanawiam się nad kupnem tego kremiku przeciwzmarszczkowego z Nivei, bo u mnie świetnie radził sobie ze zmniejszeniem widoczności porów i całkiem dobrze matowił skórę, ale wystarczył mi na 3 aplikacje, więc jeśli go miałyście napiszcie jak się u Was sprawdził i czy nie zapycha.

Kolejny miesiąc, pod względem zużyć, zaliczam za udany :) A teraz zabieram się za zapełnianie mojej różowej torebuni :D

środa, 1 maja 2013

Dove Visiblecare - kremowy żel pod prysznic

Nie wiem czy uwierzycie, ale do tej pory nigdy nie miałam żadnego żelu pod prysznic Dove. Już jakiś czas miałam ochotę coś wypróbować. W kuponach z Super-pharm miałam zniżkę na żel z serii Visiblecare. 
Opakowanie jest kobiecie - smukłe i poręczne. Dużym plusem jest to, że stoi na wieczku, co ułatwia spływanie żelu i nie trzeba kombinować z ustawianiem go do "góry nogami" pod koniec używania. Mimo dość dużego otworu żel dzięki swojej gęstość nie przelewa się i nie wylewa z opakowania.

Żel ma zbitą, kremową konsystencję. Dość dobrze się pieni, choć trzeba go troszkę nalać na dłoń czy gąbkę. Żel nie wysusza skóry, choć zauważalnej poprawy skóry niestety nie zauważyłam. W czasie jego używania i stosowaniu balsamu, skóra wyglądała tak samo.

Niestety mimo, że kremowy żel dość dobrze sprawdzał się, nie kupię go ponownie, ponieważ ma on dość drażniący zapach jak dla mnie. Przypomina mi mleczko do czyszczenia łazienki czy też kuchni. A jak wiadomo, w przypadku żeli pod prysznic, dużym atutem danego produktu jest właśnie zapach...

Jeśli macie inne odczucia co do tych żeli, jestem ciekawa Waszej opinii. Może inna wersja tych żeli ma przyjemniejszy zapach? 
A może macie ulubione zapachy wśród innych żeli z Dove i możecie coś polecić?

Nivea | lekki mus do pielęgnacji ciała - dzika malina i biała herbata

Dzisiaj kolejna recenzja kosmetyków, które otrzymałam w ramach testowania w Klubie Przyjaciółek Nivea. Tym razem otrzymałam dwie wersje zap...