Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Garnier. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Garnier. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 stycznia 2018

Projekt denko | grudzień 2017

Styczeń powoli zbliża się ku końcowi a ja dopiero zabieram się za podsumowanie grudniowych zużyć kosmetyków, ale lepiej późno niż wcale :) niestety przy małym dziecku nie można zbyt wiele zaplanować a już przy dwójce (siostra mnie odwiedziła), wieczorem marzyłam tylko żeby wyciągnąc nogi na kanapie :D


Koniec pisania o moim (ciężkim) życiu matki, pora na kosmetyczne konkrety :)


Isana | kremowy żel pod prysznic Malina: słodki malinowy zapach. Świetnie sprawdzi się latem. Żel nie przesuszał skóry, dobrze się pieni i jednak nie jest bardzo wydajny.

Avon Senses | żel pod prysznic Brazil: jest to żel dedykowany mężczyznom, jednak zapach jest tak przecudowny i uniwersalny, że my również możemy po niego sięgać. Jest to jeden z moich ulubionych zapachów z tej serii Avonu. Na pewno jeszcze u mnie zagości nie jedne raz.

Yves Rocher | żel pod prysznic - Zielona herbata z Chin: bardzo świeży zapach, kąpiel z nim to czysta przyjemność. Chętnie jeszcze wrócę do tego kosmetyku.


VitalDerm | szampon i odżywka seria odbudowująca z olejkiem arganowym /recenzja/wydajne kosmetyki z zawartością olejku arganowego. Jak pisałam w osobnej recenzji kosmetyki się u mnie sprawdziły, jednak cuda się nie zadziałały, więc nie widzę sensu w przepłacaniu za nie, tym bardziej że w drogerii możemy dostać tak samo działające szampony i odżywki do włosów.

Alterra | delikatny szampon: szampon mimo że jest delikatny dobrze sprawdzał się do moim przetłuszczających włosów, domywał je. Nic więcej się nie wydarzyło przy jego stosowaniu. Możliwe, że jeszcze kiedyś u mnie zagości.

Jantar | odżywka do skóry głowy: to mój święty gral. Zawsze pomaga mi gdy moje włosy są słabe i bardzo wypadają. Może nie do końca hamuje ten efekt ale sprawia, że pojawia się zdecydowanie dużo nowych włosów. Końcówkę mam przelaną do butelki z atomizerem i po jej wykończeniu zrobię sobie chwilę przerwy, ponieważ to chyba moja trzecia butelka z kolei. Widziałam, że producent wprowadził nowe opakowanie uzbrojone już w atomizer.

Suchy szampon z Biedronki: dawno nie widziałam tych szamponów w sklepie, a szkoda, bo u mnie świetnie się sprawdzały. Jeśli jeszcze kiedyś będą dostępne na pewno po nie sięgnę ponownie.


Garnier | mleczko ujędrniające do ciała: kosmetyk mojej młodości:) często dostałam po niego w liceum i na studiach. Szybko się wchłania i pozostawia napięta i elastyczną skórę.

Rexona | antyperspirant w sztyfcie: nie wiem czy ja się już uodporniłam na te antyperspiranty, ale od jakiegoś czasu zauważyłam, że Rexona już na mnie tak dobrze nie działa jak kiedyś... 

Wellnes&Beauty | krem do rąk /recenzja/: lekki krem o przecudownym zapachu. Gdyby nie to, że kremów do rąk mam w zapasie na 100 lat to chętnie bym do niego powróciła. Szybko się wchłania, pozostawia miękkie i nawilżone dłonie.


Nivea | pielęgnacyjny płyn dwufazowy do demakijażu oczu /recenzja/: skuteczny i szybki. Nie pozostawiał zamglonych oczu, nie szczypał i nie podrażnieniał. Wart wypróbowania jeśli używacie tego typu kosmetyków.

Tisane | pomadka ochronna: lubię tak samo jak wersje w słoiczku, jednak ta zdecydowanie jest wygodniejsza w użyciu. Nie jest to bardzo tłusta pomadka, więc podczas dłuższego pobytu na dworze trzeba ją co jakiś czas ponownie nakładać. 


Garnier Aqua Bomb | nawilżająca maseczka w płachcie /recenzja/: z działania maseczki byłam zadowolona, jednak moja tłusta skóra nie potrzebuje mocnego nawilżenia. Myślę, że jeszcze do niej wrócę.

Tołpa | peeling borowinowy /recenzja/: świetny zdzierak. Żałuję, że można kupić go tylko w saszetce, a nie dużym opakowaniu...  

Isana | sól do kąpieli - fiołek i koniczyna: idealna saszetka na aromatyczną kąpiel. Zapach niestety dość szybko się ulatnia, i po kilku minutach po kapieli w łazience nie zostaje po nim żadny zapach.



I na dzisiaj to tyle, a za niedługo będzie kolejny post ze zużyciami, już styczniowymi. 

piątek, 22 grudnia 2017

Garnier | Moisture+ Aqua Bomb - maska kompres super nawilżenie i wygładzenie

Maseczki w płachcie stają się coraz to popularniejsze, więc nie dziwi ich szeroka dostępność w drogeriach. Powoli każda firma kosmetyczna, która obserwuje tendencje i potrzeby nas, konsumentek, za modą na koreańską pielęgnację, wprowadza do swojego asortymentu kosmetyki pod jej wpływem. A wiadomo, że w pielęgnacji azjatyckiej maski w płachcie to krok obowiązkowy. Garnier przygotował dla nas trzy maseczki do wyboru: 
- do skóry odwodnionej z ekstraktem z granatu
- do skóry suchej i wrażliwej z ekstraktem z rumianku
- do skóry normalnej i mieszanej z ekstraktem z zielonej herbaty

Ja na razie wypróbowałam tą nawilżającą, więc zapraszam do dalszej części recenzji, jeśli jesteście ciekawe, jak sprawdza się ona, w przypadku tłustej skóry.


Opis: Maska Kompres AQUA BOMB Super Nawilżenie do skóry odwodnionej to sposób na intensywne nawilżenie skóry - ekwiwalent tygodnia nawilżania w zaledwie 15 minut. Skóra staje się pełna blasku i wygląda zdrowo.

Skład: Aqua/Water, Propylene Glycol, Glycerin, p-Anisic Acid, Dipotassium Glycyrrhizate, Glyceryl Acrylate/Acrylic Acid Copolymer, Hamamelis Virginiana Leaf Water/Witch Hazel Leaf Water, Hydroxyethylcellulose, Limonene, Mannose, Methylparaben, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Phenoxyethanol, Potassium Hydroxide, Potassium Sorbate, Propylparaben, Punica Granatum Fruit Extract, PVM/MA Copolymer, Sodium Benzoate, Sodium Hyaluronate, Sorbic acid, Sorbitol, Xanthan Gum, Parfum/Fragrance. (F.I.L. B184597/1).

Dostępność: drogerie stacjonarne i internetowe, apteki
Cena: od 7-9 zł 
KWC: 3,8/5 [klik]

Maseczka była dla mnie dobrze wycięta, łatwo się ją nakładało i wszystko ładnie przylegało. Pewnym zaskoczeniem po otworzeniu opakowania, było to, że maseczka posiadała niebieską folię ochronną, która nie ułatwiała aplikacji maseczki. Więc lepiej ją najpierw usunąć i przyłożyć samą płachtę do twarzy. 

Płyn, którym jest nasączona maseczka jest żelowy, nie spływa z twarzy. W opakowaniu zostaje go jeszcze trochę, dzięki czemu możemy nawilżyć dodatkowo naszą szyję i dekolt. 

Maseczka nie spowodowała u mnie żadnego podrażnienia czy zaczerwienienia. Posiadówka z nią była bardzo przyjemna. Można spokojnie siedzieć z nią dłużej niż 15 minut, które zaleca producent, ponieważ płachta cały czas jest mokra. 

Moja tłusta skóra oczywiście wszystkiego nie wypiła i po zdjęciu maseczki, miałam jeszcze sporo tego żelu do wsmarowania. Płyn chwilę się jeszcze wchłaniał, przez ten czas twarz była dość lepka. Jednak po kilkunastu minutach twarz była miękka i gładka w dotyku, nawilżona. Ja nie potrzebuję bardzo mocnego nawilżenia skóry, więc nie wiem jak sprawdzi się przy skórze bardziej potrzebującej nawodnienia i nawilżenia. 

Koniec końców jestem z efektu zadowolona. Plusem tych maseczek jest ich dostępność oraz cena (w porównaniu do tych koreańskich). Ja maseczki nawilżające stosuję dość rzadko (raz w tygodniu max) więc maseczki w płachcie są dla mnie dobrym rozwiązaniem, bo największą ich zaletą jest to, że po użyciu wystarczy ją ściągnąć a nadmiar esencji wklepać w skórę. Nie ma potrzeby bawienia się w nakładanie tradycyjnej maseczki, później jej zmywanie... Też uważacie to za plus??? Jesteście zwolenniczkami takiego rozwiązania czy jednak wolicie tradycyjne maski???


sobota, 2 grudnia 2017

Projekt denko | październik - listopad 2017


Witam Was dzisiaj w projekcie denko. Niestety w październiku nie dałam rady dodać podsumowania miesiąca, ponieważ pod koniec października i w listopadzie była u mnie moja siostra z rodzinką. Od kilku lat mieszka dość daleko ode mnie, więc starałam się spędzić z nimi wspólnie czas. Dzisiaj będą więc zużycia z ostatnich dwóch miesięcy.



Fa | żel pod prysznic - coconut water /recenzja/: duży, przyjemnie pachnący żel, do którego chętnie bym wróciła, gdyby nie tyle ciekawych kosmetyków do wypróbowania. Na pewno warto go po niego sięgnąć :)

Babydream fur Mama | balsam do kąpieli dla matek: dopiero teraz zużyłam drugie opakowanie tego płynu, ale niestety nie mam obecnie zbyt wiele okazji, aby robić sobie długie kąpiele (szybki prysznic i na dyżur do małego :D ). Płyn dobrze sprawdzał się, nie przesuszał skóry, jednak w wannie nie tworzy puszystej piany.

Ziaja | żel pod prysznic oraz peeling - wersja orzeźwiająca z limonkowo-cytrusowym koktajlem egzotycznym /recenzja/: miałam spore oczekiwania co do zapachu tych kosmetyków. Kupiłam je aby poczuć odświeżenie pod prysznicem latem, jednak bardzo mocno kojarzą mi się z "kibelkowym" odświeżaczem. Żel jako żel sprawdzał się poprawnie, jednak peeling nie robił zbyt wiele - był rzadki i spływał z dłoni pod prysznicem.

Biały Jeleń | emulsja do higieny intymnej - nawilżające kozie mleko: jednym słowem dobry kosmetyk. Robił co miał robić, nie podrażniał. Ma wygodną pompkę i nie kosztuje zbyt dużo.


Linda | mydło w płynie - lemon & verbena: mydełko dorwane w Biedronce. Bardzo fajny zapach. Ale nie tylko zapach przekonał mnie do zakupu, a szata graficzna opakowania - bardzo prosta i estetyczna.

Avon Foot Works | wygładzający scrub do stóp mięta i aloes: sama nie wiem po co kupuje te peelingi, bo jakiś super efektów po nich nie ma... Ale mają co jakiś czas nowe zapachy.

Marion | złuszczający zabieg do stóp: w tym denku to wyjdę chyba na prawdziwą blondynkę, bo po raz drugi zużyłam kosmetyk a dopiero potem przeczytałam etykietę na opakowaniu :) Jedno opakowanie = jeden zabieg, a ja użyłam go na dwa razy. Myślałam, że zawartość jest do wykonania w czasie wspólnego wieczoru z chłopakiem, bo mamy tu dwa rozmiary skarpetek i dwie saszetki. A okazało się, że zawartość jednej saszetki należało wlać do jednej skarpetki. Jednak uważam, że tego płynu było na tyle dużo, że spokojnie można go rozlać na dwie skarpetki. U mnie zabieg przyniósł pożądane skutki więc można go spokojnie użyć na dwa razy :)


Farmona | szampon do włosów - skrzyp polny: dobry, tani ziołowy szampon do włosów do codziennego używania. Gęsty i wydajny.

Isana | woda brzozowa: nie zauważyłam żadnych efektów na włosach po wprowadzeniu tego kosmetyku do pielęgnacji, więc jak dla mnie jest on zbędny.

Ziaja | maska intensywnie kondycjonująca z keratyną - kozie mleko /recenzja/: super działania po nie nie odnotowałam, jest to po prostu odżywka ułatwiająca rozczesywanie włosów po umyciu. Zdecydowanie lepsze efekty dawała przetrzymana dłużej na włosach pod czepkiem.

Batiste | suchy szampon - floral & flirty blush: suche szampony tej marki bardzo lubię, i w sumie za każdym razem sięgam po inną wersję zapachową. Wszystkie u mnie się bardzo dobrze sprawdzają.

Green Pharmacy | odbudowujący olejek łopianowy z olejem arganowym: nie używałam regularnie tego olejku, raczej przypominało mi się o nim raz na miesiąc albo i rzadziej. Obecnie nie suszę włosów suszarką, a prostownicy nie pamiętam kiedy ostatnio użyłam, więc moje włosy nie są bardzo zniszczone i po tym olejku nie widziałam lepszych efektów niż po konkretnej masce do włosów.


Avon Planet Spa | oczyszczająco-rewitalizująca pianka pod prysznic z ekstraktem nasion Moringa: zastanawiacie się pewnie co ten kosmetyk (przeznaczony do ciała) robi w sekcji kosmetyków do twarzy??? Po prostu jestem gapą... Nie doczytałam i używałam jej do mycia twarzy, ponieważ nie pomyślałam nawet, że Avon w swojej ofercie ma coś takiego jak pianka pod prysznic, i to przed tym jak Nivea wprowadziła swoje pianki na rynek... Muszę przyznać, że pianka bardzo fajnie sprawdzała się do twarzy. Używałam jej przeważnie rano do odświeżenia skóry po nocy i świetnie się do tego sprawdzała. Skóra była bardzo wygładzona, mięciutka. Kremy fajnie się wchłaniały. I pianka ma bardzo przyjemny zapach.

Tołpa, dermo face | matujący płyn micelarny-tonik 2w1 /recenzja/: płyn skutecznie radził sobie ze zmyciem tuszu z rzęs, tonizował i doczyszczał skórę, jednak nie zauważyłam aby działał normalizująco na tłustą skórę.

Garnier Pure Active Intensive | korygujący krem matujący /recenzja/: nie ma co ukrywać, nie jest to Effaclar Duo. Krem nie powodował u mnie diametralnej zmiany (czytaj: poprawy) w stanie skóry, jednak na pewno jej nie zaszkodził. Za to bardzo dobrze sprawdził się jako krem na dzień. Skóra była zmatowiona, a makijaż dobrze się na nim trzymał.

Synergen | plasterki antybakteryjne przeciw wypryskom /recenzja/pisałam o nich jakiś czas temu, więc jeśli zajrzycie do recenzji, to zobaczycie, że byłam z nich zadowolona. Niestety są one już niedostępne w Rossmannie.


Dermika | aktywny peeling enzymatyczny z papainą i żółtą glinką do cery tłustej i mieszanej: maseczka na pewno nie jest przeznaczona dla osób, które (tak jak ja) szukają mocnego oczyszczenia. Maseczka dawała bardzo delikatny efekt. Skóra była wygładzona, pory lekko zwężone. 

Avon Clearskin | głęboko oczyszczająca maseczka przeciw wągrom z 0,5% kwasem salicylowym: maseczka kupiona za kilka złotych, a dawała mi lepsze efekty niż maseczka z Nivei [klik]. Pory po jej użyciu były bardziej zwężone, przez co mniej widoczne i lepiej oczyszczone. Pewnie kiedyś do niej wrócę.

Nivea Essentials | 1 minutowa maska Urban Skin Detoks /recenzja/: maseczka nie wywarła na mnie dobrego wrażenia o czym możecie poczytać w recenzji. Przy mojej dość problematycznej skórze nie sprawdziła się zbyt dobrze. Raczej polecam ją osobą, które potrzebują delikatnego oczyszczenia i odświeżenia skóry.

Dermo Pharma | maska kompres intensywne nawilżanie i dotlenienie: maseczka w płachcie, która jest dobrze wycięta, wszystko dobrze przylegało. Odpowiedni nawilżona. Po zdjęciu jej z twarzy, skóra jeszcze lekko się lepiła od tego płynu, jednak po wmasowaniu resztek, szybko się on wchłonął. Efekt to miękka i wygładzona skóra. Maseczkę użyłam na wieczór, i jak po zabiegu byłam zadowolona, to rano miałam bardzo przesuszoną skórę. Wszystkie suche miejsca były podkreślone... Dziwna sprawa.


Purederm | kolagenowa maseczka pod oczy: płatki średnio się u mnie sprawdziły, użyłam kilka razy, a reszta leżała sobie w lodówce aż się przeterminowała...

Ziaja | spray przyspieszający opalanie - masło kakaowe: uwielbiam zapach tej serii, a kosmetyk zdecydowanie przydatny w czasie wakacji.


Wibo | French Manicure: rzadko maluje paznkcie, co widać po ilości zużytego lakieru... Bardzo lubię takie delikatne, nudziakowe kolory na paznokciach. Niestety już się zważył, więc pora się z nim pożegnać.

Catrice | kredka do brwi odcień 040: moja ulubiona kredka do brwi. Bardzo łatwo wypełnia się nią brwi, nawet jeśli nałożymy jej za dużo, z łatwością wyczeszemy nadmiar dołączoną spiralą. Kolor 040 jest troszkę ciemniejszy niż 020, ale kupuję je praktycznie na zmianę.

L'Oreal | Volume Million Lashes /recenzja/: jak inne tusze z tej serii L'Oreala, bardzo go lubiłam. Rzęsy są widocznie podkreślone, nieposklejane. Tusz jest długo mokry, przez co wystarczy na dość długo.

Max Factor | Clump Defy: masakra dawała u mnie efekt porównywalny do tej żółtej z Lovely, więc skoro mała różnica to nie widzę powodu, żeby przepłacać.

Max Factor | 2000 Calorie: klasyczna szczoteczka z włosia dawała na rzęsach delikatny look. Wydaje mi się, że kiedyś jeszcze do niej wrócę.

Clinique | High Impact Mascara: maskara dawała bardzo naturalny efekt a jednocześnie rzęsy były bardziej widoczne. Gdyby nie cena, to na pewno bym do niej wracała co chwila.

Miss Sporty | Studio Lash 3D Volumythic: tania maskara, która dawała fajny efekt na moich rzęsach. Żywotność tuszu może nie jest najlepsza, ale za tą cenę na pewno warto ją wypróbować.


Lovena | płatki kosmetyczne: mięciutkie, bawełniane płatki, które się nie rozwarstwiały. Na pewno będę do nich wracać, ponieważ te małe biedronkowe zmieniły skład, niestety na gorszy - są mniej przyjemne w dotyku :(

Be Beauty | duże płatki kosmetyczne: lubię używać dużych wacików do zmywania maskary z oczu. Te były dobre, nie rozwarstwiają się.

Nicols | gąbeczki do demakijażu: gąbek celulozowych używam do zmywania maseczek z twarzy, bardzo ułatwiają ten proces, zwłaszcza jeśli chodzi o maseczki na bazie glinek.


Isana | sól do kąpieli - granat i imbir oraz czas marzeń: spoko sole. Lekko barwią wodę, zapach wyczuwalny na początku nawet dość mocno, jednak szybko się ulatnia.

Ziajka | mleczko do ciała dla dzieci i niemowląt: użyłam na sobie, bo wydawało mi się, że miał dość mocny zapach. W pierwszym roku życia synka, staram się używać bardziej delikatnych kosmetyków, tym bardziej, że ostatnio ma on małe problemy skórne.

Palmers | balsam do ciała: ten balsam ma trochę lżejszą formułę od tego, którego używałam w ciąży i  kakao było w nim jakoś tak mniej wyczuwalne.



I to tyle moich dwumiesięcznych zużyć. Dajcie znać czy coś z tego miałyście i jak się u Was te kosmetyki sprawdzały.


wtorek, 12 września 2017

Garnier Essentiales | nawilżający tonik witaminowy z różą - cera sucha i wrażliwa

Tonik otrzymałam jakiś czas temu do przetestowania i szczerze mówiąc sama bym nie zwróciła na niego uwagi, a szkoda, bo uważam że warto poświecić mu choć trochę uwagi :)



Opis producenta: Nawilżający tonik witaminowy oczyszcza, odświeża i łagodzi. Czy nawilżający tonik witaminowy Garnier Essentials jest stworzony dla mnie? Tak, jeśli masz skórę suchą i wrażliwą oraz poszukujesz preparatu witaminowego, który ją odświeża i łagodzi. Jak działa? Formuła z ochronnym ekstraktem z róży i prowitaminą B5 uwalnia skórę z resztek zanieczyszczeń, dbając o jej delikatność. Skóra jest oczyszczona, miękka, świeża i bardziej promienna. Nasza filozofia Garnier Skin Naturals: Pierwszeństwo dla naturalnych składników pozyskiwanych dzięki metodom, które pozwalają zachować jakość i czystość. Kosmetyki testowane dermatologicznie. Produkty o udowodnionej skuteczności. Testowany dermatologicznie.

Skład: Aqua, Glycerin, Citronellol, Mathylparaben, Panthenol, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Polyaminopropyl Biguanide, Rosa Centifolia Water, Parfum 

Dostępność: drogerie, markety
Cena: ok. 6 zł | 200 ml
KWC: 4/5 [klik]

Tonik znajduje się w różowiutkiej buteleczce. Otwór dozujący jest akuratny, dobrze się z niego aplikuje. Zapach jest bardzo delikatny. 

Używałam go głównie rano do tonizowania skóry. Bardzo dobrze się sprawdził. Pozostawiał skórę odświeżoną i nie pozostawiał lepkości. Nie spowodował żadnego podrażnienia.

Kosmetyk bardzo wydajny, tani i dostępny prawie wszędzie. Do tego dobrze sprawdza się w swojej roli. 

A Wy co o nim myślicie? Ja ciekawa jestem jeszcze wersji przeznaczonej do skóry tłustej z ekstraktem w winogron, więc jeśli go miałyście koniecznie dajcie mi znać jak się sprawdza :)


środa, 14 czerwca 2017

Wiosenny projekt denko | marzec - maj


W marcu nie było projektu denko, ponieważ, jeśli śledzicie mnie na Instagramie, to wiecie, że mój syn postanowił przyjść na świat dwa tygodnie przed terminem. Prawdę mówiąc byłam zaskoczona, gdyż bardziej spodziewałam się tego, że ciąża będzie przenoszona... a tak mogę szybciej się cieszyć moim dzidziusiem :) Dlatego dzisiaj będą zużycia ostatnich (zwariowanych) miesięcy.


Soap&Glory | Foam Call shower & bath body wash: kremowy żel, który możemy używać zarówno jako żel pod prysznic, ale również jako płyn do kąpieli. Ja używałam go tylko pod prysznicem. Kosmetyk ma ładny zapach, jednak nie zostaje on długo na skórze. Pół litra wystarczyło na dość długo. Żel ładnie się pienił, nie sprawiał, że skóra była napięta. Żele z tej firmy nie dostępne są u nas stacjonarnie w drogeriach (mi udało się go kupić w Tk Maxx), jest fajny jednak wg mnie nie wart tego, aby go sprowadzać z zagranicy.

Lirene | żel pod prysznic - kusząca gruszka /recenzja/: bardzo przyjemny żel pod prysznic o przeobłędnym wprost zapachu :)

Avon Skin So Soft | żel pod prysznic z olejkiem z mięty: świeży zapach, żel nie przesuszał skóry.

Avon Senses | żel pod prysznic Joyful Tropics Papaya & Peach: przyjemny kremowy żel o zapachu egzotycznych owoców. Lubię żele z tej serii :)

Babydream | balsam do kąpieli dla matek: używałam go wlewając do wanny jako płyn do kąpieli. Zapach pudrowy, dość wyczuwalny. Płyn sprawiał, że woda stawała się kremowa, nie wysuszała skóry.


Hipp | oliwka pielęgnacyjna: oliwka, którą lubiłam używać w czasie ciąży jak i teraz po. Na pewno będę do niej wracać zarówno dla siebie jak i później dla synka.

Gillette Mach3 | żel do golenia: już od dłuższego czasu sięgam po żele do golenia przeznaczone dla panów.  Są one często na promocji, równie delikatne dla skóry i wydajniejsze.

Rexona | antyperspirant: tym razem antyperspirant z Rexony mnie zawiódł. Nie chronił skutecznie przed mokrymi plamami czy przykrym zapachem.

The Body Shop | masło do ciała Honeymania /recenzja/: do masełka wróciłam ponownie, pierwsze małe opakowanie dostałam do przetestowania, ale tak mnie zauroczył zapach, że za nim zatęskniłam i pełnowymiarowe opakowanie kupiłam, z myślą o używaniu zimą. Masło super nawilża, dobrze rozprowadza się na skórze i jest wydajne.

Facelle Aloe Vera | płyn do higieny intymnej: kolejna zużyta butelka. Gdy nie mogę się zdecydować co kupić do pielęgnacji intymnych okolic zawsze sięgam po Facelle.

Lactacyd | delikatna emulsja do codziennej higieny: małe opakowanie kupiłam do szpitala, aby przemywać się po porodzie. Płyn nie podrażniał i był łagodny.


Bath & Body Works | mydło do rąk w piance Winter Cranberry /recenzja/: prześlicznie pachnące i długo utrzymujący się zapach na dłoniach. Bardzo żałuję, że nie mam dostępu do stacjonarnego sklepu.

Ziaja | mydło do rąk - grapefruit z zieloną miętą /recenzja/: mydełko używane w kuchni. Dobrze się sprawdzało w swojej roli. Dosyć wydajne. Zapach utrzymuje się jakiś czas na dłoniach.

Cien | mydło do rąk Sensitive: zakochałam się w zapachu tego mydła, gdy byliśmy w knajpce w Danii. Okazało się, że mydełko dostępne jest również w naszych Lidlach :) więc pewnie co jakiś czas będę do niego wracać.

Isana | mydło w płynie o zapachu czerwonego jabłka i karmelu: przyjemny zimowy i otulający zapach. Jeśli za rok będzie dostępny w okolicach Bożego Narodzenia na pewno się na niego skuszę. Mydła z Isany u mnie się sprawdzają i są dostępne w każdym Rossmannie, a drogerię można spotkać na każdym rogu :)


Farmona | szampon łopianowy: szamponu używałam będąc w domu rodzinnym. Zapach może nie jest najprzyjemniejszy, jak to bywa w przypadku ziołowych szamponów, ale dobrze oczyszczał włosy i ich nie obciążał.

Kallos | maska do włosów Crema Al Latte: maska ma przepiękny zapach jak to w przypadku mlecznych kosmetyków. Włosy są po niej wygładzone i mięciutkie. Jest ona dostępna w Hebe i kosztuje kilka złotych. Fajna ale bez fajerwerków.


Bioderma Sebium | antybakteryjny żel do mycia twarzy /recenzja/: dobry żel do mycia twarzy, jednak nie wpłynął na poprawę stanu skóry, więc do niego nie powrócę.

Ziaja | żel micelarny /recenzja/żel o świeżym zapachu ogórków, dobrze oczyszczał skórę nie przesuszając jej.

Aknicare | żel do mycia twarzy: kolejny żel do oczyszczania tłustej i problematycznej skóry. Skutecznie oczyszczał jednak skóra była po umyciu napięta i ściągnięta.

Eucerin Hyaluron-Filler | krem wypełniający zmarszczki na noc /recenzja/dobrze nawilżający krem na noc, który nie zapychał i nie obciążał skóry, była ona bardziej elastyczna, jednak zmarszczki na czole nie zniknęły... No ale sam krem chyba już mi nie pomoże :)

Spirulina: zapach przypomina karmę dla rybek, ale warto się z nim przemęczyć. Po 20 minutach skóra odzyskuje blask i jest wygładzona. Czasami lekko mnie podrażniała, ale efekt końcowy był bardzo zadowalający. Miałam jej na ostatnie użycie, zapomniałam jak była dobra i teraz będę musiała powrócić do jej regularnego stosowania.




Nivea | płyn micelarny /recenzja/dobry płyn micelarny. Mimo, że dobrze sobie radził z usuwaniem makijażu i nie podrażniał oczu, raczej do niego nie powrócę.

Mixa Optymalna Tolerancja | płyn micelarny /recenzja/płyn w miarę dobrze usuwa makijaż, choć z mocniej wytuszowanymi rzęsami czasami miał czasami problem. Kosmetyk przeznaczony jest do skóry wrażliwej i reaktywnej i ani razu mnie nie podrażnił. Wbrew pozoru, pompka, która miała być ułatwieniem, czasami mnie denerwowała, ponieważ płyn się rozpryskiwał po bokach płatka kosmetycznego.

Garnier | płyn micelarny /recenzja/: chyba jeden z bardziej znanych i lubianych płynów micelarnych. Ja też go lubię. Dobrze radzi sobie z usuwaniem makijażu, nie podrażnia ani oczu ani skóry twarzy. Do tego 400 ml często można upolować w atrakcyjnej cenie, a płyn starcza na długi czas.

Tołpa dermo face, physio | płyn micelarny /recenzja/: płyn dobrze zmywał tusz z rzęs, nie podrażniając oczu ani skóry wokół.

Tołpa dermo face, physio | tonik-serum 2w1 /recenzja/: tonik odświeża twarz i nie pozostawia lepkiej skóry.


Revlon Colorstay | podkład do skóry tłustej 150 Buff: dobrze kryjący podkład do skóry z problemami. Jednak jest on dość ciężki i w cieplejszych miesiącach nie sprawdzał się u mnie zbyt dobrze, był widoczny na skórze a po dotknięciu pozostawał na palcach. W chłodniejsze dni sprawdzał się za to o wiele lepiej :)

My Secret | matt fixing powder: dobry, tani i łatwo dostępny puder matujący.

L'Oreal Volume Millon Lashes So Couture /recenzja/: jak na razie tusze z L'Oreal mnie nie zawiodły, z tego również byłam zadowolona. Jeśli jesteście ciekawe jak wygląda na rzęsach zapraszam do recenzji. Gdybyście się na niego zdecydowały, to warto po otworzeniu dać mu czas, jak troszkę dostanie powietrza o wiele lepiej się spisuje :D

Joko | żel do usuwania skórek: żel leżał u mnie i leżał, więc czas się z nim pożegnać. Nie spełniał swojego zadania więc go nie używałam... O wiele bardziej polecam żel z Sally Hansen.

Delia Onyx | lakier do paznokci: lakier szybko odpryskiwał....



Facelle | chusteczki do higieny intymnej /recenzja/: moje ulubione... nic więcej nie dodam :D

Cleanic | chusteczki do demakijażu twarzy: dobrze radziły sobie z usunięciem makijażu, jednak czasami trzeba było domyć resztki płynem micelarnym lub żelem. Nie podrażniały oczu ani skóry twarzy.



Isana | sól do kąpieli Mandarynka & Maślanka: bardzo przyjemnie pachnąca sól do kąpieli, która była dość drobna i szybko rozpuszczała się w wodzie nadając jej pomarańczowego koloru.

Diosmed | krem na zmęczone nogi: używałam kilka razy będąc jeszcze w ciąży, jednak nie czułam dużej ulgi przy spuchniętych nogach.



Estetica Dr Pomoc | skarpetki złuszczające: skarpetki użyłam jakiś czas przed porodem, ale prawdę mówiąc nie pamiętam, aby złuszczenie było jakieś imponujące... Nie do końca byłam z nich niezadowolona, bo stopy szybko wróciły do swojego stanu.

L'Occitane | krem do rąk 15% shea: kremy z L'Occitane są dobre, ale jak dla mnie nie warte swojej ceny...

Koi | krem do rąk /recenzja/: przyjemnie pachnący a przy okazji skutecznie nawilżający krem do rąk. Szkoda, że nie dostępny stacjonarnie.

Cleanic | zmywacz w chusteczce /recenzja/: chusteczka szybko usuwa lakier, nie pachnie typowo jak zmywacz.


Płatki kosmetyczne:
- duże: Cleanic Silk Effect oraz Carea - obie wersje się u mnie sprawdziły
- małe:
Tami Cool - nie polubiłam się z nimi, ponieważ są bardzo cienkie... nie polecam
Carrefour oraz Tami MyCare - obie wersję mogę polecić
Sephora - najlepsze płatki z tego zestawienia... bardzo mięciutkie i przyjemne. Choć minusem na pewno jest cena.


Dermo Pharma | maska kompres intensywne nawilżanie i dotlenienie: maseczkę kupiłam w Biedronce. Była to maseczka hialuronowa w płachcie, która dobrze przylegała do twarzy. Po jej zdjęciu twarz była lekko lepka, jednak z czasem uczucie to znikało, a skóra była świetnie nawilżona i mięciutka. Nie czułam po jej użyciu potrzeby nakładania kremu na skórę.

Dermo Minerały | maseczka redukująca trądzik /recenzja/: świetnie działająca maseczka na skórę problematyczną i z widocznymi porami. Skóra jest oczyszczona, gładka, pory zwężone. Od czasu do czasu do kupienia w Biedronce.

Ziaja | maska oczyszczająca: bardzo lubię maseczki z Ziaji, ta świetnie sprawdza się w przypadku cery tłustej i z problemami. Rozszerzone pory są znacznie mniej widoczne.

Rival de Loop | maseczka naprawcza: po usunięciu maseczki wacikiem skóra pozostaje lepka, jednak z czasem efekt ten zanika, jednak pojawia się uczucie ściągnięcia więc najlepiej użyć po niej dodatkowo krem nawilżający. Ogólnie skóra po jej zastosowaniu jest miękka, jednak brak efektu wow...

7th Heaven | maseczka do włosów - regeneracja (kokos): maseczka wystarczyła na dwa użycia. Włosy w czasie spłukiwania były bardzo mięciutkie i takie pozostały po wysuszeniu. Maska nie obciążała moich cienkich włosów.

Montagne Jeunesse for men | plasterki oczyszczające na nos: widoczność rozszerzonych porów nie uległa poprawie. Jeśli chodzi o oczyszczenie to z części zaskórniki zostały usunięte, ale nie wszystko...


Próbki: Sisley Anti-aging lift foundation, Ziaja Liście Zielonej Oliwki, Tołpa Hydrativ serum nawilżające (świetny produkt).


Nazbierało się tego, więc mam nadzieję, że jakoś dotrwałyście do końca :D


poniedziałek, 18 lipca 2016

Garnier Czysta Skóra | korygujący krem matujący + KONKURS

Niedawno zostałam zapytana czy nie chciałabym przetestować nowości od Garnier. Krem przeznaczony jest dla cer tłustych i problematycznych, więc coś akurat dla mnie :)
Krem znajduje się w tubce z wygodnym aplikatorem. Ma on lekką konsystencję, która bardzo łatwo rozprowadza się na skórze i szybko wchłania. Skóra pozostaje zmatowiona a jej faktura wygładzona. Nakładany na niego makijaż dobrze się prezentuje, nie waży, a krem nie roluje się pod nim. Moja tłusta skóra już po 2-3 godzinach potrzebuje delikatnego zmatowienia. W tej kwestii obietnica 8 godzinnego zmatowienia skóry u mnie się nie sprawdziła. 

Jeżeli chodzi o korygujące działanie kremu to po miesiącu używania nie zauważyłam diametralnej poprawy stanu mojej skóry. Niedoskonałości w okolicach okresu wciąż się pojawiają, zaskórniki nadal mają się dobrze. 

Tak jak wcześniej wspomniałam krem idealnie sprawdzi się jako baza pod makijaż, ponieważ szybko się wchłania, nie obciąża skóry, matuje ją pozostawiając jednocześnie uczucie nawilżenia. Więc jeśli szukacie dobrego kremu na dzień może warto przyjrzeć się nowości z Garnier :)




Firma Garnier oprócz, że udostępniła mi kosmetyk to przetestowania również ufundowała go dla jednej z Was. Aby zostać jego posiadaczką wystarczy odpowiedzieć na dwa proste pytania:

Pytanie nr 1: który owoc nawilża skórę, jednocześnie działając wygładzająco i pomagając zwalczyć zmiany???

Pytanie nr 2: czego oczekujesz od idealnego kremu??? 

Regulamin w skrócie:
1. Konkurs trwa od chwili jego publikacji tj. 18.07.2016 do 21.07.2016 do godz. 23:59.
2. Odpowiedzi należy zamieszczać w komentarzu pod powyższym wpisem.
3. Wynik ukaże się dn. 22.07.2016 do godziny 23:59 w komentarzu pod odpowiedziami związanymi z konkursem.
4. Zwycięzca w ciągu 24 h (najpóźniej 23.07.2016 do godz. 23:59) przesyła na mojego maila: cudmiodimalinka@gmail.com wiadomość z danymi do wysyłki. Jeśli nie otrzymam wiadomości wylosuję kolejnego zwycięzcę.

Cały regulamin konkursu znajdziecie tu KLIK


niedziela, 7 lutego 2016

Projekt denko | styczeń 2016


Nie chcę pisać po raz kolejny "jak ten czas szybko leci", jednak jestem zdziwiona jak te dni szybko pędzą. Też tak macie??? Z upływem kolejnego miesiąca pora na podsumowanie styczniowych zużyć kosmetyków.
Pharmaceris | oczyszczający płyn bakteriostatyczny /recenzja/: niestety co do toniku miałam chyba zbyt wygórowane oczekiwania. Myślałam, że poprawi stan mojej skóry, wpływając na zmniejszenie ilości zaskórników. 

Uroda | Melisa tonik bezalkoholowy: zużywałam go wstępnego demakijażu twarzy. 

Essence | My Skin tonik odświeżający: przyjemnie pachnący tonik, idealny do odświeżenia skóry twarzy. 
Tołpa | dermo face, physio płyn micelarny /recenzja/: dobry płyn micelarny, który radzi sobie z demakijażem oczu. Nie podrażnia ich, ani skóry wokół oczu. 

Avene | Cleanance żel oczyszczający /recenzja/: posiadałam jakiś czas temu pełną wersję tego kosmetyku, więc wiedziałam czego się spodziewać. Żel jest bardzo gęsty i wydajny. Dobrze oczyszcza skórę i nie powoduje jej ściągnięcia. Bardzo przyjemny kosmetyk do problematycznej skóry.

Petroleum D5: tego specyfiku używałam do przygotowania toniku pichtowego,który nie sprawdził się u mnie.

Maść majerankowa: przydatna na suche skórki na nosie w czasie kataru.
Alverde | kremowy korektor: korektor był za ciężki jeśli chodzi o jego stosowanie pod oczy. Na niedoskonałościach potrafił się zważyć, więc nie używałam go często.

Eveline Cosmetics| matujący krem BB 8w1 /recenzja/: krem bardzo delikatnie kryje, ujednolica koloryt skóry. Niestety słabo utrzymywał mat na skórze i bardzo szybko się po nim błyszczałam, dlatego wydobyłam go z szafki i resztę wyrzucam, ponieważ minął już termin ważności.

Mariza | mineralny podkład pudrowy /recenzja/: lekko kryjący podkład w pudrze. Nie wchodzi i nie zapycha moich rozszerzonych porów. Podkład ujednolica kolor skóry. 
Bath & Body Works | mydło peelingujące /recenzja/: jak pisałam w recenzji, mydło przepięknie pachnie a zapach długo utrzymuje się na skórze. Mydło świetnie doczyszcza skórę ze wszelkich zanieczyszczeń. 

Isana | zimowy żel pod prysznic z ekstraktem z wanilii /recenzja/: delikatny, słodki i otulający zapach wanilii. Lubię żele z Isany i pewnie jeszcze nie raz pojawią się w denku.

Adidas | Climacool antyperspirant: dobrze chronił przed nadmiernym poceniem oraz nieprzyjemnym zapachu.
Lady Speed Stick | antyperspirant w sztyfcie: wydajny i dobrze chroniący. 

Pat & Rub | relaksujące masło do ciała /recenzja/: masło o konsystencji gęstego balsamu. Dobrze nawilża skórę, dość szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy. Zapach nie do końca przypadł mi do gustu i raczej nie zdecyduje się na powrót do tego kosmetyku. 
The Body Shop | bananowa odżywka do włosów /recenzja/: odżywka starczyła mi na dłużej niż szampon. Włosy są po niej miękkie, dobrze się układają, nie są obciążone oraz długo pachną bananem.

Batiste | Tropical suchy szampon: moim zdaniem najlepsze suche szampony dostępne w naszych drogeriach. Najdłużej odświeżają włosy. Potrafią bielić włosy, ale siwizny tej można się pozbyć (wycieram włosy w ręcznik). 

Garnier Oila | odżywka do włosów: odżywka dołączona do farby do włosów. Mam wrażenie, że odżywki te bardziej wygładzają włosy. 
Skinlite | złuszczająca maska do stóp /recenzja/: moje odkrycie z Carrefoura za 11 zł. Maska złuszczająca świetnie usuwa zgrubienia na stopach, pozostawiając po ok. 10 dniach mięciutkie stópki.

Linda | mydło w płynie z dodatkiem mleczka bawełnianego: lubię zapach tego mydełka do rąk. 
Onyx | balsam do opalania w solarium: kosmetyki Onyx dostępne są w solarim do którego czasami chodzę i na pewno w internecie też je znajdziecie bez trudu. Używając kremów do opalania w solarium moja skóra po opalaniu nie jest zaczerwieniona a szybciej pojawia się piękna brązowa opalenizna.

Cleanic Silk Effekt | płatki kosmetyczne /recenzja/: wcześniej posiadałam małe opakowanie i byłam z nich zadowolona. Jednak teraz płatki okazały się twarde i szorstkie. Nie wiem czy coś się zmieniło, ale jeśli tak to na gorsze...


I na dzisiaj to tyle ;) zabieram się za kolejne kosmetyki. A Wam jak idzie zażywanie?

niedziela, 31 maja 2015

Majowe zużycia

Na początku chciałam przeprosić za dość długą przerwę w publikacji postów, jednak życie postanowiło ostatnio troszkę mnie przetestować. Sporo problemów zmusiło mnie niestety do poświęcenia czasu na rozwiązanie tych trudności - i stąd blog musiał pójść w nieco odstawkę. Oczywiście na instagramie starałam się być codziennie, i tam nadal dodawałam zdjęcia oraz informacje o promocjach itp. Więc jeśli jeszcze mnie nie śledzicie - serdecznie zapraszam -> KLIK
Mam nadzieję, że te krótkotrwałe okresy ciszy na moim blogu nie będą dla Was kłopotem, i mam nadzieję, że szybko się z nimi uporam i wrócę to systematycznego umieszczania recenzji. A teraz zapraszam na majowy projekt denko. 
Wellness&Beauty peeling solny oliwa z oliwek i zielona herbata /recenzja/: peeling z Wellness&Beauty są wg mnie jednymi z najlepszych jeśli chodzi o kosmetyki drogeryjne. Świetnie zdzierają martwy naskórek, pozostawiając skórę niezwykle nawilżoną i wypielęgnowaną dzięki zawartości olejów a nie parafiny. Do tego są tanie, a do wyboru są trzy wersje zapachowe. 

Isana owocowy żel pod prysznic /recenzja/: jak na razie wszystkie żele Isany się u mnie sprawdziły. Nie przesuszają mi skóry, dobrze się pienią i są dość wydajne. Dostępnych jest kilka wersji zapachowych, a dodatkowo co sezon pojawiają się wersje limitowane. Tu właśnie jedna z nich - owocowa - zapach ładny, słodki ale nie utrzymuje się długo na skórze.

Avon żel pod prysznic Garden of Eden: te żele z Avonu są na prawdę dość tanie, na promocji kosztują 5 zł, jednak jeśli jesteście konsultantkami lub macie u nich jakieś dodatkowe rabaty to żele naprawdę można mieć za kilka złotych. Akurat Garden of Eden jest jednym z moich ulubionych zapachów z serii Senses. Żel dobrze się pieni, jest wydajny i nie zauważyłam, aby przesuszył mi skórę. 
Eveline kremowe mleczko do ciała /recenzja/: balsam sprawdził się u mnie dobrze, jednak osoby mające problem z naprawdę suchą skóra mogłyby poczuć pewien niedosyt, jeśli chodzi o nawilżenie. Wygodna pompka, duża butla, jednak można znaleźć dużo lepiej nawilżający balsam na drogeryjnych półkach. 

Isana Med emulsja do ciała z mocznikiem 5,5% /recenzja/: balsam świetnie nawilża skórę, pozostawia na niej ochronną warstwę. Nie wchłania się całkowicie w skórę. Idealny na chłodniejsze miesiące. 
Rexona antyperspirant Shower Clean: świeży zapach, który długo utrzymuje się na skórze. Rexona to jeden z lepiej działających na mnie antyperspirantów, i mimo, że nie hamuje pocenia w 100% to i tak daje radę :)

Garnier Olia farba do włosów kolor 10.1 bardzo jasny blond: farbę użyłam dwukrotnie do zrobienia ombre. Za pierwszym razem kolor wyszedł bardzo delikatny, rzekłabym, że niewidoczny. Po jakimś czasie postanowiłam spróbować jeszcze raz i uzyskałam, bardzo ładny delikatny efekt. 

Avon Foot Works peeling do stóp o zapachu papai: prawdę mówiąc nie wiem po co kupuję osoby peeling do stóp, skoro spokojnie mogłabym używać tego co do całego ciała... Też tak macie??? 
Wracając do peelingu z Avonu to nie jest to najmocniejszy zdzierak. Akurat do stóp taki by się u mnie lepiej sprawdził. Peeling ładnie pachnie, ale tak na prawdę nic wielkiego ze stopami nie robi. 
Be Beauty płyn micelarny: tani, dobry i nie szczypie w oczy. Na pewno będę do niego wracać, o ile któregoś dnia Biedronka nie postanowi go wycofać. Jakiś czas temu na Instagramie /klik/ pokazywałam, że płyn zmienił nieco szatę graficzną, producent pozostał bez zmian i z tego co wiem, to w składzie nic nie zmienili :) 

Celia de Luxe płyn micelarny /recenzja/: dość przyzwoity płyn w rozsądnej cenie. Z makijażem oczu może nie radził sobie fenomenalnie, bo czasami rano budziłam się niczym panda, ale nie powodował podrażnienia czy szczypania oczu. Miał intensywny zapach, co nie każdemu może się spodobać. 

Oriflame balsam uniwersalny: chyba jeden z flagowych kosmetyków z Oriflame. Można go stosować do ust, suchych skórek czy łokci. Swojego czasu go lubiła, choć nie dawał u mnie tak dobrych efektów jakby chociaż balsam z Tisane

Ziaja Sopot Spa krem ochronny aktywnie nawilżający: krem przeznaczony dla kobiet 30+, jednak moim zdaniem dużo młodsze dziewczyny mogą po niego sięgać bez obaw. Krem nie jest bardzo tłusty, szybko się wchłania. Ponieważ używałam na noc mocniejszego kremu przeciwzmarszkowego, Ziaję zużyłam głównie na szyję i dekolt. 
Astor podkład Mattitude: lekki podkład matujący, który świetnie sprawdza się w cieplejszych miesiącach. Nie podkreśla rozszerzonych porów, nie wchodzi w zmarszczki. Niedawno do niego wróciłam i kilka dni po szalonych promocjach na kolorówkę dokończył swojego żywota :( 

Wibo Growing Lashes /recenzja/: jeden z ulubionych tuszów, w dodatku do kupienia na promocji za 5-6 zł. Idealnie rozdziela rzęsy, wydłuża je i podkreśla. Niestety to opakowanie wystarczyło mi na kilka tygodni, po tym czasie zaczął się osypywać. 

Catrice kredka do brwi kolor 020: jak na razie udało mi się opanować technikę wypełniania brwi właśnie za pomocą kredki. Odcień 020 chyba najbardziej pasuje do mnie, ponieważ jeszcze nie zdarzyło mi się ich przerysować. Jeśli nawet na dużo nałożyłabym jej na brwi to za pomocą szczoteczki umieszczonej na końcu kredki można ją spokojnie wyczesać i osiągnąć delikatniejszy efekt. Wiec jeśli Waszej twarzy brakuje brwi (tak jak u mnie) to na prawdę polecam sięgnąć po kredkę, ponieważ ten sposób ich podkreślania jest chyba jednym z najłatwiejszych. Oczywiście kredka znalazła się w moich ulubieńcach roku, jeśli chodzi o kolorówkę i na pewno długo ze mną pozostanie :)
Carea płatki kosmetyczne: kolejne, kolejne, kolejne.... Wracam do nich prawie niemal za każdym razem.
Ziaja maska regenerująca: lubię maseczki z Ziaji, są tanie, mimo, że są oparte na glinkach nie zasychają mocno na skórze. Ściągają rozszerzone pory. 
L'Oreal odżywka i aktywator objętości włosów: włosy się po nich dobrze rozczesywały, były miękkie i błyszczące, ale zwiększonej objętości nie zauważyłam. 
Goldwell szampon i odżywka: zapach tych kosmetyków był dla mnie nie znośny i na pewno nie skuszę się na pełnowymiarowe opakowania.
Ziaja krem do twarzy z witaminą C: krem bez parafiny, dobrze się wchłaniał i nie powodował szybkiego przetłuszczania się mojej skóry.
Biotherm Skin Best do skóry normalniej i mieszanej: na prawdę fajny krem i może pewnego dnia zainwestuję w jakiś krem tej marki.


Uff... koniec. Nazbierało się tego troszkę :) Niestety uświadomiłam sobie niedawno, że troszkę przesadziłam robiąc zapasy kosmetyczne, więc teraz niesamowicie się cieszę z ilości pustych opakowań i mam nadzieję, że wrócę do równowagi jeśli chodzi o stan posiadanych przeze mnie kosmetyków :)


Nivea | lekki mus do pielęgnacji ciała - dzika malina i biała herbata

Dzisiaj kolejna recenzja kosmetyków, które otrzymałam w ramach testowania w Klubie Przyjaciółek Nivea. Tym razem otrzymałam dwie wersje zap...