Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Max Factor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Max Factor. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 grudnia 2017

Projekt denko | październik - listopad 2017


Witam Was dzisiaj w projekcie denko. Niestety w październiku nie dałam rady dodać podsumowania miesiąca, ponieważ pod koniec października i w listopadzie była u mnie moja siostra z rodzinką. Od kilku lat mieszka dość daleko ode mnie, więc starałam się spędzić z nimi wspólnie czas. Dzisiaj będą więc zużycia z ostatnich dwóch miesięcy.



Fa | żel pod prysznic - coconut water /recenzja/: duży, przyjemnie pachnący żel, do którego chętnie bym wróciła, gdyby nie tyle ciekawych kosmetyków do wypróbowania. Na pewno warto go po niego sięgnąć :)

Babydream fur Mama | balsam do kąpieli dla matek: dopiero teraz zużyłam drugie opakowanie tego płynu, ale niestety nie mam obecnie zbyt wiele okazji, aby robić sobie długie kąpiele (szybki prysznic i na dyżur do małego :D ). Płyn dobrze sprawdzał się, nie przesuszał skóry, jednak w wannie nie tworzy puszystej piany.

Ziaja | żel pod prysznic oraz peeling - wersja orzeźwiająca z limonkowo-cytrusowym koktajlem egzotycznym /recenzja/: miałam spore oczekiwania co do zapachu tych kosmetyków. Kupiłam je aby poczuć odświeżenie pod prysznicem latem, jednak bardzo mocno kojarzą mi się z "kibelkowym" odświeżaczem. Żel jako żel sprawdzał się poprawnie, jednak peeling nie robił zbyt wiele - był rzadki i spływał z dłoni pod prysznicem.

Biały Jeleń | emulsja do higieny intymnej - nawilżające kozie mleko: jednym słowem dobry kosmetyk. Robił co miał robić, nie podrażniał. Ma wygodną pompkę i nie kosztuje zbyt dużo.


Linda | mydło w płynie - lemon & verbena: mydełko dorwane w Biedronce. Bardzo fajny zapach. Ale nie tylko zapach przekonał mnie do zakupu, a szata graficzna opakowania - bardzo prosta i estetyczna.

Avon Foot Works | wygładzający scrub do stóp mięta i aloes: sama nie wiem po co kupuje te peelingi, bo jakiś super efektów po nich nie ma... Ale mają co jakiś czas nowe zapachy.

Marion | złuszczający zabieg do stóp: w tym denku to wyjdę chyba na prawdziwą blondynkę, bo po raz drugi zużyłam kosmetyk a dopiero potem przeczytałam etykietę na opakowaniu :) Jedno opakowanie = jeden zabieg, a ja użyłam go na dwa razy. Myślałam, że zawartość jest do wykonania w czasie wspólnego wieczoru z chłopakiem, bo mamy tu dwa rozmiary skarpetek i dwie saszetki. A okazało się, że zawartość jednej saszetki należało wlać do jednej skarpetki. Jednak uważam, że tego płynu było na tyle dużo, że spokojnie można go rozlać na dwie skarpetki. U mnie zabieg przyniósł pożądane skutki więc można go spokojnie użyć na dwa razy :)


Farmona | szampon do włosów - skrzyp polny: dobry, tani ziołowy szampon do włosów do codziennego używania. Gęsty i wydajny.

Isana | woda brzozowa: nie zauważyłam żadnych efektów na włosach po wprowadzeniu tego kosmetyku do pielęgnacji, więc jak dla mnie jest on zbędny.

Ziaja | maska intensywnie kondycjonująca z keratyną - kozie mleko /recenzja/: super działania po nie nie odnotowałam, jest to po prostu odżywka ułatwiająca rozczesywanie włosów po umyciu. Zdecydowanie lepsze efekty dawała przetrzymana dłużej na włosach pod czepkiem.

Batiste | suchy szampon - floral & flirty blush: suche szampony tej marki bardzo lubię, i w sumie za każdym razem sięgam po inną wersję zapachową. Wszystkie u mnie się bardzo dobrze sprawdzają.

Green Pharmacy | odbudowujący olejek łopianowy z olejem arganowym: nie używałam regularnie tego olejku, raczej przypominało mi się o nim raz na miesiąc albo i rzadziej. Obecnie nie suszę włosów suszarką, a prostownicy nie pamiętam kiedy ostatnio użyłam, więc moje włosy nie są bardzo zniszczone i po tym olejku nie widziałam lepszych efektów niż po konkretnej masce do włosów.


Avon Planet Spa | oczyszczająco-rewitalizująca pianka pod prysznic z ekstraktem nasion Moringa: zastanawiacie się pewnie co ten kosmetyk (przeznaczony do ciała) robi w sekcji kosmetyków do twarzy??? Po prostu jestem gapą... Nie doczytałam i używałam jej do mycia twarzy, ponieważ nie pomyślałam nawet, że Avon w swojej ofercie ma coś takiego jak pianka pod prysznic, i to przed tym jak Nivea wprowadziła swoje pianki na rynek... Muszę przyznać, że pianka bardzo fajnie sprawdzała się do twarzy. Używałam jej przeważnie rano do odświeżenia skóry po nocy i świetnie się do tego sprawdzała. Skóra była bardzo wygładzona, mięciutka. Kremy fajnie się wchłaniały. I pianka ma bardzo przyjemny zapach.

Tołpa, dermo face | matujący płyn micelarny-tonik 2w1 /recenzja/: płyn skutecznie radził sobie ze zmyciem tuszu z rzęs, tonizował i doczyszczał skórę, jednak nie zauważyłam aby działał normalizująco na tłustą skórę.

Garnier Pure Active Intensive | korygujący krem matujący /recenzja/: nie ma co ukrywać, nie jest to Effaclar Duo. Krem nie powodował u mnie diametralnej zmiany (czytaj: poprawy) w stanie skóry, jednak na pewno jej nie zaszkodził. Za to bardzo dobrze sprawdził się jako krem na dzień. Skóra była zmatowiona, a makijaż dobrze się na nim trzymał.

Synergen | plasterki antybakteryjne przeciw wypryskom /recenzja/pisałam o nich jakiś czas temu, więc jeśli zajrzycie do recenzji, to zobaczycie, że byłam z nich zadowolona. Niestety są one już niedostępne w Rossmannie.


Dermika | aktywny peeling enzymatyczny z papainą i żółtą glinką do cery tłustej i mieszanej: maseczka na pewno nie jest przeznaczona dla osób, które (tak jak ja) szukają mocnego oczyszczenia. Maseczka dawała bardzo delikatny efekt. Skóra była wygładzona, pory lekko zwężone. 

Avon Clearskin | głęboko oczyszczająca maseczka przeciw wągrom z 0,5% kwasem salicylowym: maseczka kupiona za kilka złotych, a dawała mi lepsze efekty niż maseczka z Nivei [klik]. Pory po jej użyciu były bardziej zwężone, przez co mniej widoczne i lepiej oczyszczone. Pewnie kiedyś do niej wrócę.

Nivea Essentials | 1 minutowa maska Urban Skin Detoks /recenzja/: maseczka nie wywarła na mnie dobrego wrażenia o czym możecie poczytać w recenzji. Przy mojej dość problematycznej skórze nie sprawdziła się zbyt dobrze. Raczej polecam ją osobą, które potrzebują delikatnego oczyszczenia i odświeżenia skóry.

Dermo Pharma | maska kompres intensywne nawilżanie i dotlenienie: maseczka w płachcie, która jest dobrze wycięta, wszystko dobrze przylegało. Odpowiedni nawilżona. Po zdjęciu jej z twarzy, skóra jeszcze lekko się lepiła od tego płynu, jednak po wmasowaniu resztek, szybko się on wchłonął. Efekt to miękka i wygładzona skóra. Maseczkę użyłam na wieczór, i jak po zabiegu byłam zadowolona, to rano miałam bardzo przesuszoną skórę. Wszystkie suche miejsca były podkreślone... Dziwna sprawa.


Purederm | kolagenowa maseczka pod oczy: płatki średnio się u mnie sprawdziły, użyłam kilka razy, a reszta leżała sobie w lodówce aż się przeterminowała...

Ziaja | spray przyspieszający opalanie - masło kakaowe: uwielbiam zapach tej serii, a kosmetyk zdecydowanie przydatny w czasie wakacji.


Wibo | French Manicure: rzadko maluje paznkcie, co widać po ilości zużytego lakieru... Bardzo lubię takie delikatne, nudziakowe kolory na paznokciach. Niestety już się zważył, więc pora się z nim pożegnać.

Catrice | kredka do brwi odcień 040: moja ulubiona kredka do brwi. Bardzo łatwo wypełnia się nią brwi, nawet jeśli nałożymy jej za dużo, z łatwością wyczeszemy nadmiar dołączoną spiralą. Kolor 040 jest troszkę ciemniejszy niż 020, ale kupuję je praktycznie na zmianę.

L'Oreal | Volume Million Lashes /recenzja/: jak inne tusze z tej serii L'Oreala, bardzo go lubiłam. Rzęsy są widocznie podkreślone, nieposklejane. Tusz jest długo mokry, przez co wystarczy na dość długo.

Max Factor | Clump Defy: masakra dawała u mnie efekt porównywalny do tej żółtej z Lovely, więc skoro mała różnica to nie widzę powodu, żeby przepłacać.

Max Factor | 2000 Calorie: klasyczna szczoteczka z włosia dawała na rzęsach delikatny look. Wydaje mi się, że kiedyś jeszcze do niej wrócę.

Clinique | High Impact Mascara: maskara dawała bardzo naturalny efekt a jednocześnie rzęsy były bardziej widoczne. Gdyby nie cena, to na pewno bym do niej wracała co chwila.

Miss Sporty | Studio Lash 3D Volumythic: tania maskara, która dawała fajny efekt na moich rzęsach. Żywotność tuszu może nie jest najlepsza, ale za tą cenę na pewno warto ją wypróbować.


Lovena | płatki kosmetyczne: mięciutkie, bawełniane płatki, które się nie rozwarstwiały. Na pewno będę do nich wracać, ponieważ te małe biedronkowe zmieniły skład, niestety na gorszy - są mniej przyjemne w dotyku :(

Be Beauty | duże płatki kosmetyczne: lubię używać dużych wacików do zmywania maskary z oczu. Te były dobre, nie rozwarstwiają się.

Nicols | gąbeczki do demakijażu: gąbek celulozowych używam do zmywania maseczek z twarzy, bardzo ułatwiają ten proces, zwłaszcza jeśli chodzi o maseczki na bazie glinek.


Isana | sól do kąpieli - granat i imbir oraz czas marzeń: spoko sole. Lekko barwią wodę, zapach wyczuwalny na początku nawet dość mocno, jednak szybko się ulatnia.

Ziajka | mleczko do ciała dla dzieci i niemowląt: użyłam na sobie, bo wydawało mi się, że miał dość mocny zapach. W pierwszym roku życia synka, staram się używać bardziej delikatnych kosmetyków, tym bardziej, że ostatnio ma on małe problemy skórne.

Palmers | balsam do ciała: ten balsam ma trochę lżejszą formułę od tego, którego używałam w ciąży i  kakao było w nim jakoś tak mniej wyczuwalne.



I to tyle moich dwumiesięcznych zużyć. Dajcie znać czy coś z tego miałyście i jak się u Was te kosmetyki sprawdzały.


środa, 2 września 2015

wakacyjny PROJEKT DENKO

Kosmetyków, które zużyłam nie pokazywałam Wam przez ostatnie trzy miesiące. Dlatego dzisiaj przychodzę z całą masą pustych opakowań, które zgromadziłam przez czerwiec, lipiec i sierpień. Wszystko wysypuje mi się już z mojego denkowego koszyczka więc nie mogę z tym dłużej zwlekać :)
Oczywiście prawie wszystko co zobaczycie to kosmetyki pielęgnacyjne. W okresie największych upałów zrezygnowałam ze stosowania podkładów. Moja skóra wyglądała całkiem znoście, więc przypudrowywałam tylko twarz, malowałam rzęsy i leciałam do pracy. Niestety żaden podkład w połączeniu z moją tłustą skórę w upalne dni nie zgrywały się.... Dobra, nie przedłużam i zapraszam na krótkie recenzje zużytych kosmetyków.
Barwa Siarkowa | antybakteryjny żel do mycia twarzy /recenzja/: żel świetnie oczyszczał skórę w czasie wieczornego demakijażu. Wystarczy niewielka ilość, żeby umyć całą twarz. Skóra była lekko zmatowiona, jednak nie były nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia.

Be Beauty | micelarny żel do mycia twarzy /recenzja/: tani, dostępny w każdej Biedronce a przede wszystkim skuteczny i delikatny żel do mycia twarzy. Miałam już kilka opakowań i na pewno będę do niego wracać, choć teraz mam ochotę wypróbować wersję kremową.

Synergen | pianka do mycia twarzy /recenzja/: mimo, że w recenzji wspominałam, że pianka jest niewydajna, to chyba przez to, że nie do końca mi się jej miło używało, proces zużywania jakoś strasznie mi się dłużył... Do tego niedziałająca prawidłowo pompka doprowadzała mnie do szału. 
Max Factor | puder sypki odcień transparentny /recenzja/: jeśli klikniecie w recenzję tego kosmetyku, to na pewno zauważycie, że kolor transparenty to on raczej nie jest. Wiosną był on dla mnie zdecydowanie za ciemny, a latem w końcu udało mi się go zużyć. Puder dobrze wygląda na skórze, nie pozostawia płaskiego matu (ma w sobie delikatnie drobinki rozświetlające). Niestety przy mojej tłustej skórze nie sprawdził się. Zaczynałam się po nim bardzo szybko błyszczeć.... 

Yves Rocher | 2-fazowy płyn do demakijażu /recenzja/: niewielki ale wariat! Używałam go do zmywania trudniej zmywalnych maskar lub tych wodoodpornych. Świetnie radzi sobie w każdym z przypadków. Wystarczy przyłożyć nasączony wacik na kilka chwil do rzęs i wszystko znika. Nie podrażnia skóry w wokół oczu oraz nie pozostawia ich za mgłą.

Tołpa Botanic Białe Kwiaty | orzeźwiający tonik-mgiełka 2w1 /recenzja/: po prostu przepiękny zapach. Fajnie odświeżał skórę, nie sprawiał że była ona ściągnięta. 
Bielenda | aktywne serum korygujące 10% kwas migdałowy AHA, kwas laktobionowy PHA, witamina B3: o serum było głośno jakiś czas temu, więc i ja po nie sięgnęłam. Obecnie w użyciu mam drugą buteleczkę, jednak muszę powiedzieć, że jak przy pierwszej widziałam jakieś efekty, tak teraz jakby nic się nie działo na mojej skórze. Będę je nadal stosować i pod koniec drugiego opakowania na pewno napiszę pełną jego recenzję. 

La Roche-Posay| Redermic [R] /recenzja/: byłam nastawiona na wielkie wow, jednak w czasie używania kremu nie zauważyłam, żadnych widocznych i trwałych zmian w stanie mojej skóry. Liczę jednak na to, że używanie retinolu pozwoli mi na cieszenie się skórą bez zmarszczek jeszcze przez długi czas :) Jednak to kremu tego raczej już nie wrócę.
Isana | mydło w płynie Copacabana: mydło dostałam w jednej z przesyłek z Rossmanna. Mydła z Isany lubię, są tanie i dostępne w przeróżnych wariantach zapachowych. Copacabana to wersja z letniej edycji, która pachniała kokosem i mango. 

Sephora | żel pod prysznic Monoi /recenzja/: jednym słowem - bajeczny zapach. Choć żel kosztuje w regularnej cenie 40 zł to warto czekać na promocje, bo widziałam, że ostatnio kosztował ok. 15 zł. Ze względu na zapach polecam wypróbować, a jeśli nie to chociaż poniuchać w drogerii :) Żel dobrze się pieni i nie przesuszał skóry.

Le Petit Marseillais | żel pod prysznic werbena&cytryna /recenzja/: wydajny, ładnie pachnący (uwielbiam werbenę w kosmetykach) i nie wysuszający skóry żel. 

Le Petit Marseillais | delikatny płyn 2w1 pomarańcza&grejpfrut /recenzja/: żel i płyn do kąpieli w jednym. Przyjemny, choć ulotny zapach. Dobrze sprawdzał się jako i żel jak i płyn do kąpieli. 
Rexona | antyperspirant: spreye z tej marki chyba najlepiej się u mnie sprawdzają i zawsze jakiś jest w mojej kosmetyczce. Za każdym razem sięgam po inny wariant zapachowy. Ten z różową koronką był strasznie duszący, więc użyty w małym pomieszczeniu po prostu dusił i gryzł w gardło.

Wellness&Beauty | olejek do ciała kwiat wiśni i róża /recenzja/: olejek dobrze odżywia i nawilża skórę, wygląda ona od razu o wiele zdrowiej. Dość szybko się wchłania, jednak pozostawia na skórze delikatnie wyczuwalną warstewkę ochronną. 

Uroda Melisa | balsam silnie nawilżający do ciała /recenzja/: plusem jest na pewno opakowanie z pompką, a największym minusem zapach... Ale coś za coś, ponieważ balsam genialnie nawilża skórę, nie pozostawia tłustej i lepkiej warstwy. 

Bielenda | arbuzowy peeling do ciała /recenzja/: zapach arbuza świetnie sprawdzał się latem. Peeling całkiem dobry, choć nie ma dużo drobinek to są one dość spore i ostre więc spokojnie wygładzimy nim skórę.
Alterra | odżywka do włosów morela&pszenica: całkiem przyzwoita odżywka. Cudów jednak wielkich nie czyniła na moich włosach. Obecnie nie jest już dostępna w Rossmannie.

Pilomax | szampon do włosów z łupieżem tłustym: dobrze pieniący się i oczyszczający szampon. Prawdę mówiąc myślałam, że cierpię na tłustą odmianę łupieżu, ponieważ po podrapaniu się paznokciem po skórze głowy zostawał mi biały osad. Jednak używanie tego szamponu tego nie zmieniło, więc chyba pora aby udać się do specjalisty a nie radzić się wujka Google.

Sylveco | balsam myjący do włosów z betuliną /recenzja/: niestety kosmetyk bardzo zachwalany w "internetach" nie sprawdził się na moich tłustych włosach. Włosy były obciążone, często wyglądały jakbym ich wcale nie umyła... 

Green Pharmacy | szampon do włosów tłustych u podstawy i suchych na końcach /recenzja/: szampon do wszystkiego, czyli do niczego... no aż tak źle nie było, ot taki zwykły, przeciętny szampon do codziennego używania. Użycie po nim odżywki jest wskazane :)

Avon | szampon odżywczy pokrzywa i łopian: szampony z serii Naturals całkiem dobrze się u mnie sprawdzają. Oczyszczają skórę głowy i włosy, nie obciążają ich. Są tanie więc świetnie sprawdzają się przy codziennym używaniu.

Yves Rocher | delikatny szampon z wyciągiem z hamamelisu: niedługo postaram się zamieścić jego pełną recenzję, bo drugie opakowanie mam już w użyciu. Szampon dobrze myje, nie obciąża. Jest wydajny. Ale od razu piszę, że żadnych cudów nie robi. 

Marba | suchy szampon: suchy szampon z Biedronki, w którym po dwóch psikach zepsuł mi się atomizer.... wrrrr..... wyrzucam więc cały szampon do kosza. Jednak te dwa psiki zachęciły mnie do kupienia jeszcze jednego opakowania, ponieważ dawał świetny efekt na włosach. Z resztą wiele dziewczyn bardzo go sobie chwali, atomizer też im działa, więc tylko mi się chyba trafił taki felerny egzemplarz.
Skinlite| skarpetki złuszczające /recenzja/: do kupienia w Carefourze za ok. 11 zł. Daje dobre efekty na moich stópkach i na pewno będę do nich wracać. 

Facelle | chusteczki do higieny intymnej: odkąd kupiłam i wypróbowałam te, nie sięgam po żadne inne. Są delikatne, nie podrażniają, dobrze odświeżają. Do tego w promocji do kupienia za kilka złotych. 

Cleanic | zmywacz do paznokci w chusteczce /recenzja/: zaskakująco dobry zmywacz. Jedna chusteczka faktycznie wystarczyła na zmycie ciemnego lakieru z obu dłoni. Do tego zawartość olejków, pozostawiała wypielęgnowane i nawilżone skórki.

Tibelly | nawilżana chusteczki: nawilżane chusteczki w każdym denku są. Te kupiłam bodajże w Netto. Używam ich głównie do przetarcia dłoni po wykonaniu makijażu. 
I na koniec płatki kosmetyczne. Muszę przyznać, że wszystkie się u mnie sprawdziły. Były miękkie i nie rozwarstwiały się. 

Jak widzicie najwięcej udało mi się zużyć szamponów, co powiem Wam szczerze, samą mnie mocno zaskoczyło, gdy wyciągałam kolejne puste po nich opakowania z mojego magicznego koszyczka. Mimo, że myję włosy prawie codziennie, to jakoś zawsze wydaje mi się, że dość długo schodzi mi aby je zużyć... 

Mam nadzieję, że w kolejnych miesiącach powrócę do miesięcznego podsumowania moich kosmetycznych zużyć. Niestety (albo stety) wróciłam ostatnio do bardziej namiętnego czytania książek i staram się więcej ruszać, dlatego blog troszkę na tym ucierpiał....


Mamy już wrzesień więc mam nadzieję, że powrót do szkoły nie był dla Was dużym szokiem???? Na prawdę, jeśli wydaje Wam się, że szkoła to najgorsze zło to muszę Wam powiedzieć, że jeszcze za tym zatęsknicie... :) Wiem, że pomyślicie: co też ona wypisuje, ale uważam, że okres szkoły oraz studiów był chyba jednym z bardziej beztroskich czasów (przynajmniej w moim przypadku). Niestety po kilku latach pracy najchętniej poszłabym już na emeryturę :D


poniedziałek, 23 marca 2015

Max Factor | transparentny puder sypki

Jestem posiadaczką tłustek skóry i nie wyobrażam sobie życia bez pudrów, które zmatują moją skórę ale sprawią również, że makijaż pozostanie dłużej na skórze. Na razie jestem w trakcie poszukiwania tego jedynego pudru, dlatego ciągle testuję coś nowego. Na jednej z promocji -40% w Superpharm skusiłam się na puder z Max Factora, którego cena regularna powala z nóg... ponad 50 zł. 
Opis producenta: Transparentny puder sypki w praktycznym zakręcanym opakowaniu. Dzięki delikatnej konsystencji zapewnia naturalny efekt matowej, jedwabiście gładkiej skóry. 

Skład: Talc, Mica, Avena Sativa, Zinc Stearate, Calcium Silicate, Paraffinum Liquidum, Methylparaben, Methicone, Propylparaben, Sodium Dehydroacetate, Aqua, BHT, Quaternium-15 [+/- Cl 77007, Cl 77491, Cl 77492, Cl77499,Cl 77891] 

Dostępność: drogerie internetowe i stacjonarne
Cena: 21-55 zł | 15 g
KWC: klik
Jak wspomniałam na początku puder kosztuje dość dużo, co niestety nie przekłada się na jakość opakowania, która trąci trochę bazarem. Proste i toporne wykonane z plastiku... Puder jest bardzo drobno zmielony, opakowanie posiada siateczkę, która sprawia, że nie nabieramy zbyt dużo produktu na pędzel.

Producent oznacza puder jako transparentny, niestety jak dla mnie jest on za ciemny. Na początku, gdy nie miałam wprawy, tworzył na skórze ciemne i nierówne plamy. Żeby nie zrobić sobie nim krzywdy muszę na prawdę bardzo porządnie strzepać pędzel i nakładać go bardzo cieniutką warstwą. Niestety w sklepie nie było testera tego produktu i w domu, nie dość, że kolor okazał się ciemny, to na dodatek puder zawiera w sobie drobinki rozświetlające, których po prostu nie znoszę... Posiadam skórę tłustą i dążę do jej długotrwałego zmatowienia, a nie rozświetlenia. Jednak to może być zaletą dla osób, które cenią w pudrach naturalny efekt, bez efektu płaskiego matu, ponieważ jeśli chodzi o to jak puder wygląda na skórze to nie mam mu nic do zarzucenia, ponieważ nie podkreśla zmarszczek, wygładza skórę i sprawia, że twarz wygląda zdrowo.
Puder niestety u mnie nie za bardzo się spisuje, jeśli chodzi o utrzymanie matu, ponieważ już po godzinie, dwóch, muszę usuwać nadmiar sebum ze strefy T. Podejrzewam, że może to być też wina tego, że nakładam go bardzo cieniutką warstwą, ale jak wspomniałam jego NIE-TRANSPARENTNY kolor mi to całkowicie uniemożliwia. Niestety muszę jeszcze jakiś czas się z nim pomęczyć, bo puder okazuje się szaleńczo wydajny.


Nivea | lekki mus do pielęgnacji ciała - dzika malina i biała herbata

Dzisiaj kolejna recenzja kosmetyków, które otrzymałam w ramach testowania w Klubie Przyjaciółek Nivea. Tym razem otrzymałam dwie wersje zap...