Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oriflame. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oriflame. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 czerwca 2016

Oriflame | chusteczki oczyszczające do twarzy z olejkiem z drzewa herbacianego i rozmarynu

Chusteczek nawilżanych do oczyszczania skóry twarzy nie używam na co dzień, ale bardzo lubię je mieć w bagażu, gdy wyjeżdżam na kilka dni a nie chcę przelewać płynu micelarnego w mniejsze buteleczki, które można zabrać ze sobą do samolotu. Dlatego chusteczki do oczyszczania twarzy oraz płatki do oczu są w takich sytuacjach najlepszym rozwiązaniem. 
Chusteczki oczyszczające z Oriflame można kupić za 18,90 zł (cena regularna za 25 sztuk), co jak na tego typu kosmetyk to dość wygórowana cena. Zawierają one ekstrakt z drzewa herbacianego i rozmarynu, i jak cała seria, są przeznaczone do tłustej skóry. Niestety jak w przypadku żelu [recenzja], również chusteczki mają zbyt mocny i drażniący zapach.

Są one wystarczająco nawilżone, aby wstępnie oczyścić skórę i faktycznie nie jest ona lepka i świecąca, ale zdecydowanie są one za mocne nawet do mojej tłustej skóry. Zaraz po skończeniu demakijażu czuć bardzo mocne ściągnięcie i napięcie skóry. Może nie przeszkadzałoby mi to bardzo, gdybym zaraz maszerowała i myła twarz żelem, jednak po oczyszczeniu twarzy przechodzę do demakijażu oczu i chwila mija, a skóra napina się niemiłosiernie...

Jak możecie wywnioskować, do tych chusteczek na pewno nie powrócę... A może Wy mi coś polecicie???

niedziela, 4 października 2015

PROJEKT DENKO | wrzesień

Pora na porządki i wyrzucenie pustych opakowań po kosmetykach, które zużyłam we wrześniu.
Lirene oliwka z bawełny | żel + oliwka pod prysznic: podejrzewam, że wielu osobą zapach może nie wyda się zbyt atrakcyjny, ale ja uwielbiam zapachy w typie świeżego prania, więc ten zdecydowanie przypadł mi do gustu. Stał się nawet ulubieńcem lata. Niestety nie zauważyłam dodatkowych właściwości nawilżających.

Tołpa Botanic białe kwiaty | delikatny żel pod prysznic /recenzja/: bardzo, bardzo podoba mi się jego zapach, o czym wiecie już z recenzji. Nie wysuszał mi skóry, mył i w swojej roli bardzo dobrze się spisywał.

Mariza linia SPA lawenda | odprężający olejek do kąpieli z naturalnym olejkiem eterycznym: uwielbiam długie, aromatyczne kąpiele z dużą ilością piany. Ten płyn nie tworzył gęstej piany, która utrzymywałaby się bardzo długo. Zapach był przyjemny, nienachalny. Po kąpieli skóra nie była przesuszona. 
Fuss Wohl | intensywny krem do pielęgnacji suchej skóry stóp: tani, dostępny w każdym Rossmannie porządny krem z mocznikiem do stóp.

Batiste | suchy szampon: jak na razie chyba najbardziej lubię szampony tej marki. Biały osad po wyczesaniu jest praktycznie niewidoczny a włosy odświeżone są na długie godziny. Do wyboru mamy wiele wariantów zapachowych, tu widzicie wersję tropikalną, która pachnie kokosem.

Green Pharmacy | łagodzący żel do higieny intymnej: płyn dobrze sprawdzał się w swojej roli, nie podrażnił mnie, dobrze odświeżał.
Prokudent Med | płyn do płukania jamy ustnej: staram się nie pokazywać w denkach tego typu produktów, bo prawie każdy ma swoją ulubioną pastę do zębów czy płyn. Mnie sporo płynów po prostu piecze w ustach. Płyn z Rossmanna kupiłam pierwszy raz na wypróbowanie i chciałabym tylko powiedzieć, że jeśli szukacie nie wypalającego płynu to polecam go spróbować. 

Palmolive Magic Softness | mydło w piance: bardzo żałuję, że mydełka te nie są dostępne w Polsce. Muszę przyznać, że nie wiele mniej ustępują tym z Bath & Body Works. Pianka jest gęsta, zapach przyjemny i długo utrzymuje się na dłoniach. 

Isana | mydło w płynie z ekstraktem z limonki: to limitowana wersja i całe szczęście. Niestety lekko kibelkowy zapach nie zdobył mojego serca... Mydło samo w sobie dobre, nie przesusza, usuwa cały brud z dłoni.

Dove Go Fresh | mydło w kostce: mydeł w kostce zazwyczaj też nie pokazuję, ale że miałam zamiar napisać co nieco o tych w płynie, więc i to wrzuciłam do zużyć... Kostki idę u mnie zdecydowanie wolniej, ponieważ bardziej przesuszają mi dłonie.
Avon Clearskin | peeling głęboko oczyszczający pory /recenzja/jak dla mnie jest to HIT Avonu. Mocny, drobnoziarnisty peeling, który pozostawia skórę wygładzoną, a dzięki mentolowemu zapachowi daje uczucie mega odświeżenia. W tej cenie nie znalazłam jeszcze lepszego peelingu i na pewno będą do niego wracać.

Oriflame | żel oczyszczający z olejkiem z drzewa herbacianego i rozmarynem /recenzja/: żel przeznaczony zdecydowanie do tłustej skóry. Dobrze oczyszcza, jednak jego mocny i intensywny zapach bardzo mi przeszkadzał w używaniu.

Topicrem Essentials | delikatna woda oczyszczająca /recenzja/: udało mi się ją kupić w CND w Rossmannie. Woda micelarna nie podrażnia mi oczu ani skóry, świetnie radzi sobie z demakijażem. Duża (500 ml) butla starczyła mi na kilka miesięcy (używałam głównie do oczu). Bardzo polubiłam się z tym płynem :)
Tołpa dermo face, sebio | maska-peeling-żel 4w1 korygująca niedoskonałości /recenzja/: świetnie oczyszczająca maska do skóry z problemami i rozszerzonymi porami. Po jej zmyciu skóra jest rozjaśniona, wygładzona a pory mniej widoczne.

Bardzo przyziemne rzeczy: Lilibe płatki kosmetyczne oraz Cleanic patyczki do uszu.
Avon | puder prasowany: niedawno go znalazłam w czeluściach szuflady i niestety jest już tak twardy, że nie można nabrać go na pędzel... Niestety nie pamiętam jak się spisywał, więc nie chcę nic zmyślać nic na jego temat.

Vichy Dermablend | puder utrwalający: zakup pudru to dość spora inwestycja. Na mojej tłustej skórze dobrze utrwalał makijaż, nie bielił i matowił na kilka godzin. Jednak na kosmetycznym rynku znajdziemy sporo tańszych a tak samo dobrze utrwalających pudrów. Miałam, zużyłam ale raczej nie powrócę do niego (choć nigdy nie mów nigdy...)

Yves Rocher | maskara Volume Vertige: tusz z silikonową szczoteczką, która idealnie rozczesywała rzęsy, nie sklejała ich. Tusz długo był mokry i nie wysychał, przez co używałam go dość długo.

Eveline Cosmetics | ultra trwała pomadka w płynie: pomadka faktycznie długo trzyma się na ustach, jednak kolor był zdecydowanie nie mój... Dlatego postanowiłam nie trzymać jej dłużej i się z nią pożegnać.


I znów jestem lżejsza o koszyczek pustych opakowań :) Oczywiście jeżeli używałyście coś z powyższych kosmetyków, dajcie znać mi i innym czytelniczkom bloga, jak się one u Was sprawdzały :)

niedziela, 27 września 2015

Oriflame | żel oczyszczający z olejkiem z drzewa herbacianego i rozmarynem

Żel otrzymałam w spadku od koleżanki, u której nie sprawdził się on kompletnie. Jest ona posiadaczką suchej skóry, więc kosmetyk przeznaczony do tłustej skóry sprawiał, że skóra była ściągnięta i napięta. A jak żel sprawdził się u mnie? 
Opis producenta: Skutecznie oczyszcza tłustą skórę dzięki zawartości silnie działającego olejku eterycznego z drzewa herbacianego. Usuwa zanieczyszczenia, pozostałości makijażu i nadmiar sebum, a także zapobiega powstawaniu wyprysków nie powodując przesuszania się cery.

Skład: AQUA, SODIUM LAURETH SULFATE, GLYCERIN, COCAMIDOPROPYL BETAINE, SODIUM CHLORIDE, COCO-GLUCOSIDE, DISODIUM COCOAMPHODIACETATE, PEG-7 GLYCERYL COCOATE, SODIUM COCOAMPHOACETATE, PHENOXYETHANOL, GLYCERYL OLEATE, SODIUM LAUROYL SARCOSINATE, PEG-18 GLYCERYL OLEATE/COCOATE, PARFUM, DMDM HYDANTOIN, DISODIUM EDTA, MELALEUCA ALTERNIFOLIA (TEE TREE) LEAF OIL, CITRIC ACID, SODIUM CITRATE, CI 42090, CI 19140, CI 17200
Dostępność: Oriflame
Cena: 25,90 zł | 150 ml (promocja ok. 15 zł)
KWC: klik

Żel znajduje się w niewielkiej, smukłej butelce. Niestety opakowanie jest dla mnie ciężkie w używaniu, ponieważ nie zawiera pompki a zwykłą nakrętkę. Dlatego dla własnej wygody przelałam go do innego pojemnika. Żel jest gęsty i jego niewielka ilość wystarczy na umycie twarzy. Muszę jeszcze tu wspomnieć, iż żel ma bardzo mocny i dość specyficzny zapach, do którego nie mogłam się przyzwyczaić w trakcie jego używania. 

Jak tylko dostałam żel, po "rekomendacjach" koleżanki postanowiłam, iż żebym i ja nie przesuszyła sobie nim twarzy będę używać tylko w weekendy, gdy będę w domu rodzinnym. I tak używałam go większość czasu, jednak pod koniec postanowiłam, że zacznę go stosować codziennie, by napisać rzetelną recenzję. Muszę przyznać, że moje najgorsze obawy się nie sprawdziły. Po ponad 3 tygodniach codziennego używania nie mam wysuszonej skóry na wiór. Po każdym umyciu jest ona delikatnie ściągnięta, ale u mnie po kilku minutach uczucie to znika. Więc dla posiadaczek tłustej cery nie powinien on być zbyt mocny. Jednak osoby z suchą skórą powinny trzymać się od niego z daleka :)

Żel okazał się przyzwoitym domywaczem skóry, jednak zapach serii z olejkiem herbacianym całkowicie mi nie odpowiada. Jeżeli miałyście z nim przygody, dobre czy złe, to podzielcie się opinią.

niedziela, 31 maja 2015

Majowe zużycia

Na początku chciałam przeprosić za dość długą przerwę w publikacji postów, jednak życie postanowiło ostatnio troszkę mnie przetestować. Sporo problemów zmusiło mnie niestety do poświęcenia czasu na rozwiązanie tych trudności - i stąd blog musiał pójść w nieco odstawkę. Oczywiście na instagramie starałam się być codziennie, i tam nadal dodawałam zdjęcia oraz informacje o promocjach itp. Więc jeśli jeszcze mnie nie śledzicie - serdecznie zapraszam -> KLIK
Mam nadzieję, że te krótkotrwałe okresy ciszy na moim blogu nie będą dla Was kłopotem, i mam nadzieję, że szybko się z nimi uporam i wrócę to systematycznego umieszczania recenzji. A teraz zapraszam na majowy projekt denko. 
Wellness&Beauty peeling solny oliwa z oliwek i zielona herbata /recenzja/: peeling z Wellness&Beauty są wg mnie jednymi z najlepszych jeśli chodzi o kosmetyki drogeryjne. Świetnie zdzierają martwy naskórek, pozostawiając skórę niezwykle nawilżoną i wypielęgnowaną dzięki zawartości olejów a nie parafiny. Do tego są tanie, a do wyboru są trzy wersje zapachowe. 

Isana owocowy żel pod prysznic /recenzja/: jak na razie wszystkie żele Isany się u mnie sprawdziły. Nie przesuszają mi skóry, dobrze się pienią i są dość wydajne. Dostępnych jest kilka wersji zapachowych, a dodatkowo co sezon pojawiają się wersje limitowane. Tu właśnie jedna z nich - owocowa - zapach ładny, słodki ale nie utrzymuje się długo na skórze.

Avon żel pod prysznic Garden of Eden: te żele z Avonu są na prawdę dość tanie, na promocji kosztują 5 zł, jednak jeśli jesteście konsultantkami lub macie u nich jakieś dodatkowe rabaty to żele naprawdę można mieć za kilka złotych. Akurat Garden of Eden jest jednym z moich ulubionych zapachów z serii Senses. Żel dobrze się pieni, jest wydajny i nie zauważyłam, aby przesuszył mi skórę. 
Eveline kremowe mleczko do ciała /recenzja/: balsam sprawdził się u mnie dobrze, jednak osoby mające problem z naprawdę suchą skóra mogłyby poczuć pewien niedosyt, jeśli chodzi o nawilżenie. Wygodna pompka, duża butla, jednak można znaleźć dużo lepiej nawilżający balsam na drogeryjnych półkach. 

Isana Med emulsja do ciała z mocznikiem 5,5% /recenzja/: balsam świetnie nawilża skórę, pozostawia na niej ochronną warstwę. Nie wchłania się całkowicie w skórę. Idealny na chłodniejsze miesiące. 
Rexona antyperspirant Shower Clean: świeży zapach, który długo utrzymuje się na skórze. Rexona to jeden z lepiej działających na mnie antyperspirantów, i mimo, że nie hamuje pocenia w 100% to i tak daje radę :)

Garnier Olia farba do włosów kolor 10.1 bardzo jasny blond: farbę użyłam dwukrotnie do zrobienia ombre. Za pierwszym razem kolor wyszedł bardzo delikatny, rzekłabym, że niewidoczny. Po jakimś czasie postanowiłam spróbować jeszcze raz i uzyskałam, bardzo ładny delikatny efekt. 

Avon Foot Works peeling do stóp o zapachu papai: prawdę mówiąc nie wiem po co kupuję osoby peeling do stóp, skoro spokojnie mogłabym używać tego co do całego ciała... Też tak macie??? 
Wracając do peelingu z Avonu to nie jest to najmocniejszy zdzierak. Akurat do stóp taki by się u mnie lepiej sprawdził. Peeling ładnie pachnie, ale tak na prawdę nic wielkiego ze stopami nie robi. 
Be Beauty płyn micelarny: tani, dobry i nie szczypie w oczy. Na pewno będę do niego wracać, o ile któregoś dnia Biedronka nie postanowi go wycofać. Jakiś czas temu na Instagramie /klik/ pokazywałam, że płyn zmienił nieco szatę graficzną, producent pozostał bez zmian i z tego co wiem, to w składzie nic nie zmienili :) 

Celia de Luxe płyn micelarny /recenzja/: dość przyzwoity płyn w rozsądnej cenie. Z makijażem oczu może nie radził sobie fenomenalnie, bo czasami rano budziłam się niczym panda, ale nie powodował podrażnienia czy szczypania oczu. Miał intensywny zapach, co nie każdemu może się spodobać. 

Oriflame balsam uniwersalny: chyba jeden z flagowych kosmetyków z Oriflame. Można go stosować do ust, suchych skórek czy łokci. Swojego czasu go lubiła, choć nie dawał u mnie tak dobrych efektów jakby chociaż balsam z Tisane

Ziaja Sopot Spa krem ochronny aktywnie nawilżający: krem przeznaczony dla kobiet 30+, jednak moim zdaniem dużo młodsze dziewczyny mogą po niego sięgać bez obaw. Krem nie jest bardzo tłusty, szybko się wchłania. Ponieważ używałam na noc mocniejszego kremu przeciwzmarszkowego, Ziaję zużyłam głównie na szyję i dekolt. 
Astor podkład Mattitude: lekki podkład matujący, który świetnie sprawdza się w cieplejszych miesiącach. Nie podkreśla rozszerzonych porów, nie wchodzi w zmarszczki. Niedawno do niego wróciłam i kilka dni po szalonych promocjach na kolorówkę dokończył swojego żywota :( 

Wibo Growing Lashes /recenzja/: jeden z ulubionych tuszów, w dodatku do kupienia na promocji za 5-6 zł. Idealnie rozdziela rzęsy, wydłuża je i podkreśla. Niestety to opakowanie wystarczyło mi na kilka tygodni, po tym czasie zaczął się osypywać. 

Catrice kredka do brwi kolor 020: jak na razie udało mi się opanować technikę wypełniania brwi właśnie za pomocą kredki. Odcień 020 chyba najbardziej pasuje do mnie, ponieważ jeszcze nie zdarzyło mi się ich przerysować. Jeśli nawet na dużo nałożyłabym jej na brwi to za pomocą szczoteczki umieszczonej na końcu kredki można ją spokojnie wyczesać i osiągnąć delikatniejszy efekt. Wiec jeśli Waszej twarzy brakuje brwi (tak jak u mnie) to na prawdę polecam sięgnąć po kredkę, ponieważ ten sposób ich podkreślania jest chyba jednym z najłatwiejszych. Oczywiście kredka znalazła się w moich ulubieńcach roku, jeśli chodzi o kolorówkę i na pewno długo ze mną pozostanie :)
Carea płatki kosmetyczne: kolejne, kolejne, kolejne.... Wracam do nich prawie niemal za każdym razem.
Ziaja maska regenerująca: lubię maseczki z Ziaji, są tanie, mimo, że są oparte na glinkach nie zasychają mocno na skórze. Ściągają rozszerzone pory. 
L'Oreal odżywka i aktywator objętości włosów: włosy się po nich dobrze rozczesywały, były miękkie i błyszczące, ale zwiększonej objętości nie zauważyłam. 
Goldwell szampon i odżywka: zapach tych kosmetyków był dla mnie nie znośny i na pewno nie skuszę się na pełnowymiarowe opakowania.
Ziaja krem do twarzy z witaminą C: krem bez parafiny, dobrze się wchłaniał i nie powodował szybkiego przetłuszczania się mojej skóry.
Biotherm Skin Best do skóry normalniej i mieszanej: na prawdę fajny krem i może pewnego dnia zainwestuję w jakiś krem tej marki.


Uff... koniec. Nazbierało się tego troszkę :) Niestety uświadomiłam sobie niedawno, że troszkę przesadziłam robiąc zapasy kosmetyczne, więc teraz niesamowicie się cieszę z ilości pustych opakowań i mam nadzieję, że wrócę do równowagi jeśli chodzi o stan posiadanych przeze mnie kosmetyków :)


wtorek, 30 września 2014

Zużycia... | sierpień - wrzesień

Muszę się Wam przyznać, że ostatnio projekt denko nie funkcjonuje u mnie jak należy... Mam otwarte 4 balsamy do ciała, 4 czy 5 szamponów, itd. itp... Dlatego dzisiejszy wpis na temat pustych opakowań zatytułowałam zużycia a nie projekt denko - mam nadzieję, że szybko się ogarnę i powrócę do systematycznego zużywania kosmetyków :) 
Większość zużyć miała miejsce w sierpniu. We wrześniu troszkę podróżowałam i używałam kosmetyków, które były na miejscu lub zabranych ze sobą próbek. Dlatego będzie to dość skromny wpis. 
Balea żel pod prysznic | mango /recenzja/: mega zapach. Nie czuć w nim żadnej chemii czy sztuczności. Nie jest może ona najgęściejszym i najwydajniejszym żelem, jednak za cenę kilku centów jestem w stanie mu to wybaczyć :)
Isana żel pod prysznic | limonka i mięta /recenzja/: letnia świeża propozycja od Isany. Żel dobrze się pieni, jest wydajny, tani i bardzo dobrze dostępny. Zapach nie powalił mnie na kolana, ale żele tej marki lubię i co jakiś czas próbuję kolejne warianty zapachowe.
Avon płyn do kąpania | figa i wanilia: ciepły, otulający zapach. Płyn tworzy fajną pianę. Co jakiś czas lubię wracać do płynów do kąpieli z Avonu. Są tanie i wydajne.
Facelle płyn do higieny intymnej: tani i bardzo dobry płyn. Używam do często na wyjazdach jako kosmetyku do twarzy, ciała i włosów. W każdej roli sprawdza się znakomicie. 
Estetica Spa Energy peeling do ciała | arbuz i melon /recenzja/: bardzo, bardzo delikatny peeling do ciała. Lepsze efekty dawał użyty na suchą skórę. Konsystencja dość wodnista i przeciekająca przez palce. Miłośniczki mocniejszych zdzieraków na pewno go nie polubią. Nie zostawiał na skórze tłustej powłoczki. 
Be4Me: zapach dostępny w Biedronce za śmieszne pieniądze. Mała buteleczka w sam raz do torebki, a sam zapach dość długo utrzymuje się na skórze. Jest to "odpowiednik" zielonego jabłuszka DKNY. 
Dove Mineral Tauch: bardzo polubiłam zapach tej zielonej serii. Kulka dość długo zapewniała mi poczucie komfortu. Mimo, że nie przepadam za taką formą aplikacji nie wykluczam, że do niego nie powrócę.
Dove Invisible Dry: jednak z wygodniejszych form aplikacji antyperspirantu. Jeśli chodzi o ochronę, to było z tym średnio. Dodatkowo sztyft zostawiał białe ślady na ciemnych ubraniach. 
Etiaxil | skóra wrażliwa: przy moich dość spory problemach z potliwością muszę sięgać co jakiś czas po bloker. Tym razem padło na Etiaxil, który jest przeznaczony do skóry wrażliwej. Niestety bloker wywołał u mnie podrażnienie i mega swędzenie skóry... (niestety wszystkie dotychczas stosowane blokery powodowały u mnie te przykre dolegliwości). Maleńkie opakowanie nie wystarczyło na zbyt długo. Działanie blokera nie było długotrwałe. Należało na prawdę bardzo regularnie go używać, a urządzenie sobie kilkudniowej przerwy powodowało nawrót problemów.
L'Oreal Elseve Fibralogy maska pogrubiająca strukturę włosów /recenzja/: maska ma przecudowny, słodki zapach. Włosy są po niej zdyscyplinowane, dociążone ale nie obciążone. W dotyku czuć jakby były grubsze. 
Isana Med krem do rąk z mocznikiem 5,5% /recenzja/: lekki krem, który niestety pozostawiał lekki film, który niestety nie ułatwiał mi życia w biurze. Nawilżenie jakie daje jest krótkotrwałe. O wiele bardziej lubię ten krem w wersji podstawowej (Isana ale nie Med).
Oriflame serum do rzęs /recenzja/: przy regularnym używaniu zauważyłam wzmocnienie rzęs, jednak nie widziała by szybciej one rosły lub by się wydłużyły. Wygodny aplikator. Serum nie podrażniło mnie.
Siquens płyn micelarny /recenzja/: drogi płyn, który nie do końca sprawdzał się przy demakijażu oczu. Niby tusz był zmyty z rzęs, jednak w trakcie mycia twarzy żelem pod oczami tworzyły się czarne obwódki. Z podkładem sprawował się lepiej, jednak mi zależy głównie na tym by micel zmywał mi tusz z rzęs, makijaż twarzy domywam i tak zawsze żelem.
Alverde emulsja do mycia twarzy /recenzja/: delikatna emulsja, która sprawdza się zarówno do porannego odświeżenia skóry jak również do wieczornego oczyszczania. Skóra nie jest przesuszona, pozostaje lekko zmatowiona.
Iwostin PurritinRemover żel redukujący trądzik /recenzja/: używając żelu nie zauważyłam żadnych efektów na mojej skórze...
Graffiti żel do włosów: jak widać nie zużyty do końca, jednak wygrzebałam go z dna szafki i termin już dość dawno temu minął... Używałam do ujarzmiania sterczących włosów, gdy zależało mi na tym by fryzura była gładka.
Noni Care pomadka do ust Delux /recenzja/: niestety z tą pomadką nie polubiłam się do końca, ponieważ zabarwiała usta na czerwono. Jednak zapach i ochrona przed wiatrem jak najbardziej na plus.
Carea: jak na razie ulubione płatki
Maseczka Dermo Minerały: maseczka z glinką dostępna co jakiś czas w Biedronce. Oczyszcza skórę, zwęża pory. Bardzo ją lubię i gdy tylko się pojawia kupuję kilka sztuk. 
Vichy Normaderm: nadal zastanawiam się nad zakupem tego kremu, bo próbka fajnie się spisywała...
Love Me Green krem do rąk: krem miał dość wodnistą konsystencję, dość długo się wchłaniał. Jest to raczej lekki krem, aby nawilżyć dobrze dłonie musiałam sięgać po niego dość często. 
Macadamia maska do włosów: maska idealna!!! Na pewno kupię pełnowymiarowe opakowanie. Włosy były idealnie wygładzone, nie obciążone i mega odżywione. 
Nivea szampon i odżywka Long Repair: ten duet to dla moich włosów za dużo. Włosy po kilku godzinach były widocznie obiążone i wymagały ponownego odświeżenia. 
Ziaja mleczko do ciała | bio olejek arganowy: świetne mleczko do ciała. Jego konsystencja bardziej przypomina balsam, jednak kosmetyk bardzo szybko się wchłaniał w skórę i pozostawiał ją nawilżoną i odżywioną.
Love Me Green ujędrniający balsam do ciała: cudowny, świeży zapach zielonej herbaty, który dość długo utrzymywał się na skórze. Nie zauważyłam uelastycznienia skóry, jednak była ona nawilżona. 

środa, 29 stycznia 2014

PROJEKT DENKO - styczeń

Powoli zbliża się koniec miesiąca więc pora na podsumowanie styczniowych zużyć :)
Pustych opakowań jest dość sporo - z czego oczywiście się niezmiernie cieszę.
Be Beauty płyn micelarny /recenzja/: kosmetyk, który dość często występował już w projekcie denko, więc nie będę się nad nim za wiele rozpisywać. Tani, szeroko dostępny i dobrze usuwa makijaż. Dla mnie rewelka!

Następca: Garnier płyn micelarny

Himalaya pianka oczyszczająca /recenzja/: nie ukrywał, że polubiłam się z tą pianką. Łagodnie ale skutecznie domywa twarz z resztek makijażu, nie wysusza jej za bardzo i do tego jest wydajna. Była dla mnie idealna do porannego odświeżenia twarzy. 

Następca: Cetaphil emulsja micelarna do mycia twarzy
Isana Med żel pod prysznic z mocznikiem /recenzja/:  tani i bardzo fajny żel dostępny w Rossmannie. Dobrze się pienił, nie wysuszał skóry. Niedawno była jego recenzja więc po więcej szczegółów odsyłam do niej :) 

Następca: Yves Rocher żel bawełna z Indii

Organix Cosmetix peeling solny /recenzja/: idealny peeling dla mnie: mocny, pozostawiający skórę nawilżoną dzięki olejkom i do tego świeży, cytrusowy zapach :) Jeśli nie będę miała pomysłu co kupić to pewnie zdecyduję się na ten. 

Następca: Perfecta peeling wanilia&pomarańcza

Decubal odżywczy i silnie nawilżający krem do ciała /recenzja/: balsam idealny na chłodniejsze miesiące lub gdy jesteście posiadaczkami suchej skóry. Krem nie pachnie intensywnie, nie podrażnia, pozostawia warstwę ochronną na skórze.

Następca: Isana Med balsam do ciała
Avon szampon przeciwłupieżowy drzewo herbaciane i mięta oraz szampon nawilżający awokado i orzechy makadamia: szampony z Avonu niestety nie były niczym specjalnym, ot zwykłe szampony, które dobrze myły, fajnie się pieniły, nie plątały mocno włosów no i nie są zbyt drogie. Na razie nie planuję zakupu innych szamponów z tej serii.

Alverde szampon z amarantusem /recenzja/: szampon z przyjaznym składem, bez SLSów. Niestety do szamponów tej marki mamy ograniczony dostęp co jest sporym minusem, ponieważ sprowadzanie ich z zagranicy jest mało opłacalne, tym bardziej, że w Rossmannie można dostać bardzo podobne kosmetyki w niższej cenie. Wracając do samego szamponu to dobrze oczyszczał, był wydajny, jednak po jego użyciu włosy były dość szorstkie więc mycie nie mogło obyć się bez użycia odżywki.

Następca: szampon Fructis i Selective Professional
Sulphur żel siarczkowy /recenzja/: żel stosowałam w nadziei na pozbycie się problemu "gęsiej skórki", no niestety żel sobie z tym problemem nie poradził, choć dobrze spisywał się smarowany na dekolcie gdy pojawiały się drobne wypryski - żel ma działanie również antyseptyczne. Bardzo szybko się wchłania w skórę i po jego użyciu bardzo szybko można nałożyć balsam czy też masło do ciała.

Eubos krem do rąk: prawdę mówiąc nawet nie wiem jak ten niemiecki kremik trafił w moje łapki, ale muszę powiedzieć, że świetnie nawilżał skórę. Może nie wchłaniał się bardzo szybko i w pracy musiałam dać mu chwilę nim zabrałam się za moją papierkową robotę... 

Himalaya maseczka do twarzy z miodlą indyjską /recenzja/: tak jak pisałam w recenzji - maseczka nie przypadła mi za bardzo do gustu. Efekt zwężenia porów, oczyszczenia i wygładzenia skóry był dość krótkotrwały a dodatkowo maseczka często mnie podrażniała...
Avon krem przeciw obrzękom: oj dawna to historia, chyba nie jest on już dostępny. Krem był podobny w konsystencji do gęstej wazeliny, miał mocno miętowo-odświeżający zapach, ale nie za bardzo pomagał w uniknięciu otarć. 

Oriflame woda perfumowana Fire: nie wiem czy u Was czasami na parkingach chadzają panowie z reklamówką pełną różnych dziwnych rzeczy i chcących Wam coś sprzedać - tak właśnie trafiła do mnie ta woda. TŻ nie odmówił, pomyślał o swojej dziewczynie i prawdę mówiąc troszkę unieszczęśliwił mnie nią, ponieważ zapach był mocno średni (delikatnie to ujmując). Wypsikałam ją w będąc w domu i męczyłam ją chyba ze 3 lata... 

ZSK peeling z łupiny orzechów laskowych: peeling po rozrobieniu był bardzo podobny do morelowej Sorayi. Właśnie teraz tak sobie myślę, dlaczego nie napisałam jeszcze recenzji tego produktu??? Jest to na prawdę bardzo dobry zdzierak, który warto kupić i wypróbować. 
Ziaja maseczka antystresowa: nie ukrywam, że bardzo lubię maseczki z Ziaji i co jakiś czas takową aplikuję sobie na twarz. Skóra jest po nich wygładzona i napięta, pory ściągnięte. A taka chwila przyjemności nie kosztuje zbyt wiele :)

Carea płatki kosmetyczne: nie wiem ile opakowań Wam jeszcze pokażę, ale w Biedronce najczęściej robię zakupy więc je najczęściej kupuję. Teraz w Biedronce są w 3-paku za niecałe 6 zł.

Babydream chusteczki nawilżane: kupuję je już od dłuższego czasu i najczęściej oczyszczam nimi dłonie po zrobieniu makijażu :)
L'Oreal Million Lashes Noir Excess /recenzja/: tusz dawał dość fajny efekt na rzęsach, jednak u mnie dość szybko się osypywał. Na początku dość mocno sklejał rzęsy więc trzeba było dać mu czas aby troszkę podsechł. Bardzo dobrze zastanowiłabym się kupując go w normalnej cenie - moim zdaniem nie jest to maskara warta ponad 50 zł...

Pierre Rene Luxurious Volume /recenzja/: byłam zadowolona z tego tuszu, choć dawał taki naturalny i delikatny efekt. Świetnie rozczesywał rzęsy, nie sklejał ich, dość długo się utrzymywał. 

Bourjois Healthy Mix /recenzja/:  mimo, że mam tłustą i problematyczną skórę podkład całkiem dobrze się u mnie sprawdził. Dawał średnie krycie, utrzymywał się ok. 5-7 godzin, nie zapychał skóry. Dawał bardzo naturalne wykończenie. Bardzo lubiłam jego nawilżającą formułę zwłaszcza zimą :)

Mam nadzieję, że dotrwałyście do końca :) Oczywiście jeśli miałyście, któryś z powyższych kosmetyków piszcie koniecznie jak się one u Was sprawdzały - wiadomo ile osób tyle opinii, a te mogą być przydatne dla innych dziewczyn. 

wtorek, 18 czerwca 2013

Oriflame Hyper Stretch Lash Serum - serum do rzęs

Od jakiegoś czasu bardzo głośno stało się o odżywkach i serum przeznaczonych do słabych i wypadających rzęs, które mają na celu ich wzmocnienie i pobudzenie do wzrostu. Wtedy też nadarzyła się okazja (dzięki P. Danucie) do przetestowania jednej z nowości z Oriflame - serum do rzęs. 
Od producenta: 
Oriflame Hyper Stretch Lash Serum to innowacyjna pielęgnacja, stymulująca wzrost rzęs. Oriflame Hyper Stretch Lash Serum sprawia, że stają się bardziej gęste, mocniejsze i zdrowsze. Szybsze tempo ich wzrostu to zasługa wysokiego stężenia kompleksu Pro-Long. Oriflame Hyper Stretch Lash Serum jest bezbarwne, przebadane okulistycznie.

Serum używam już ok. 1,5 miesiąca. Oczywiście starałam się być bardzo sumienna w jego stosowaniu, choć zdarzało mi się o nim czasami zapomnieć. Serum stosowałam tylko na noc, ponieważ rano nie miałam na tyle dużo czasu aby czekać aż się ono wchłonie. 

Serum posiada wygodny pędzelek, podobnie jak w eyelinerze. Po nałożeniu go na linii rzęs przeciągam serum pędzelkiem jeszcze na całą długość rzęs. Niestety czasami serum powodowało u mnie łzawienie, zwłaszcza wtedy, gdy nałożyłam go przed samym położeniem się spać. Gdy zamknęłam oczy dostawało się one do środka i powodowało mały dyskomfort. Na szczęście po chwili nieprzyjemnie uczucie mijało, nie musiałam go zmywać z rzęs. Najlepiej było nałożyć przynajmniej pół godzinki przed położeniem się spać. 


Przejdźmy do najważniejszego, czyli działania serum na nasze rzęsy. Niestety nie ma efektu wow, ale rzęsy wzmocniły się i o wiele mniej mi ich wypada. Choć na pierwszy rzut oka nie widać diametralnej zmiany, nie są one dłuższe ani gęściejsze. Ale wydają się być bardziej elastyczne i troszkę grubsze. 


Dostępność: u konsultantki w cenie katalogowej lub w sklepie internetowym Oriflame ze zniżką 23% po uprzednim zarejestrowaniu się jako konsultant/ka na stronie my.oriflame.pl/oridanuta Rejestracja i przesyłka kosmetyków jest bezpłatna
Cena: 25 zł (w promocji ok. 15 zł)
KWC: klik

Jeśli miałyście jakiekolwiek pytania lub wątpliwości dotyczące rejestracji, bycia konsultantką lub kosmetyków, wszelkie informacje uzyskacie pisząc na maila: origroup@wp.pl

Jeśli znacie dobry sposób na wzmocnienie i poprawy kondycji rzęs - czekam na Wasze rady. Oczywiście jeżeli miałyście do czynienie z serum z Oriflame piszcie jak się ono u Was spisało :)

czwartek, 30 maja 2013

Drugie podejście do Rossmanna + nowe współprace

Rossmann na prawdę rozpieścił nas tą promocją. Oczywiście poczytując Wasze posty zakupowe oraz wątek na wizażu nabrałam jeszcze ochotę na małe co nieco. Niestety w ostatnie 2 dni półki zaczynały świecić pustkami. 
Kupiłam żel do mycia twarzy z Garniera za 5,99 zł (tak jak pisały dziewczyny, cena na półce różniła się sporo od tej obowiązującej, ponieważ żel faktycznie kosztował 9,99 zł a nie ok. 16,50 zł). Skusiłam się jeszcze na maskę rozgrzewającą również z Garniera (4,19 zł) oraz peelingi z Bielendy - enzymatyczny i gruboziarnisty z efektem mikrodermabrazji (każdy za 1,59 zł). 

W kwietniu i maju zdecydowałam się również na trzy, bardzo ciekawe  (dla mnie) propozycje współpracy. Z Oriflame testuję już od ponad dwóch tygodni odżywkę do rzęs, a na początku tego tygodnia otrzymałam tusz L'Oreal False Lash Wings.
Z bogatej oferty L'biotici zdecydowałam się jedynie na nową maskę do włosów z naturalnymi olejkami, ponieważ jak wiecie z szamponów i odżywek nie byłam zadowolona.
To tyle z Rossmannowej promocji, dobrze, że dobiegła ona ku końcowi bo nie wiem czy na coś jeszcze nie nabrałabym ochoty :) Jeśli miałyście, któreś z tych kosmetyków to dajcie znać jak się one u Was sprawowały bo dla mnie to same nowości.

poniedziałek, 4 marca 2013

Projekt denko - luty

Wpisy dotyczące zużytych kosmetyków sama bardzo lubię czytać i mam nadzieję, że Wy też :) Zapraszam do mojego lutowego projektu denko.


L'Oreal Preference - szampon dołączony do farby Ombre. Szampon jak szampon... bez rewelacji
Następca: nadal stosuję Novoxidyl, Babydream oraz od niedawna Biovax do jasnych włosów

Biovax maseczka intensywnie regenerująca - maska ma bardzo przyjemny zapach, dobrze nawilża włosy, jednak trzeba uważać z ilością nakładaną na włosy, ponieważ mi wtedy potrafiła je obciążyć.
Następca: maska Alterra - granat i aloes

Odżywka Jantar - uwielbiam i ciągle wracam :) Na prawdę wzmacnia włosy, stają się one grubsze oraz zaczynają pojawiać się nowe włosy.
Novoxidyl tonik - cieszę się, że się skończył. Strasznie przetłuszczał włosy dodatkowo je obciążając, więc u mnie efekt był odwrotny od zamierzonego.
Następca: tabletki ze skrzypem

Calcium Pantothenicum - ostatnie opakowanie z mojej mini kuracji - niedługo pokażę Wam efekty.

Pianka Nivea - niestety muszę wyrzucić ok. pół opakowania, ponieważ rzadko stosuję produkty do stylizacji włosów i pianka zdążyła się przeterminować.



Płyn do kąpieli Luksja - bardzo smakowity płyn do kąpieli :) Na pewno wypróbuję inne płyny z tej serii.
Następca: płyn do kąpieli Apart

Wellness&Beauty peeling solny algi i minerały morskie - peeling bardzo dobrze usuwał martwy naskórek, dzięki zawartości olejków skóra pozostawała nawilżona. Jeśli nie będę wiedziała jaki peeling wybrać - sięgnę ponownie po ten. 
Następca: peeling wygładzający z Apteczki Babuni Joanna

Oliwka Bambino - kupiłam z zamiarem wcierania w skórę, jednak zapach nie bardzo mi się podobał. Zużyłam mieszając razem z żelem pod prysznic oraz dolewając do kąpieli. 
Następca: olejki Alterra



Antyperspirant Iwostin - to moje drugie opakowanie, przy pierwszym byłam bardzo zadowolona z jego działania, niestety przy tym opakowaniu już tak fajnie nie działał. 

Następca: Yves Rocher dezodorant w kulce z aloesem Bio



Avene Cleanance - bardzo fajny żel oczyszczający, nie ściąga skóry, bardzo wydajny. Nie wykluczam, że kiedyś do niego wrócę, choć na rynku jest jeszcze tyle żeli do wypróbowania :)
Następca: pianka Decubal

Be Beauty żel micelarny - świetny kosmetyk dostępny w Biedronce w bardzo niskiej cenie. Używałam go rano do przemywania twarzy. Na pewno będę do niego wracać :)



Bandi krem z kwasem migdałowym i Avene TriAcneal - nie wiem z czym to się wiąże, ale po ponownym powrocie do tych kremów nie działają już tak dobrze na moją skórę. Na początku stosowania kremów z kwasami skóra została wygładzona, pory oczyszczone i trochę zmniejszone. Jednak moja skóra po roku stosowana tych kremów już się przyzwyczaiła (krem z kwasem migdałowym jest jedynym, który można używać również latem), dlatego w tym roku planuję zrobić przerwę w ich stosowaniu latem i mam nadzieję, że po powrocie do kremów z kwasami znowu zaczną fajnie działać na moją skórę. 

Następca: Effaclar K

Bioderma Sebium Hydra - krem nawilżający do skóry tłustej, który kupiłam w trakcie pierwszego stosowania kremu z kwasem, ponieważ miałam dość mocno przesuszoną skórę.  Krem nawilżył przesuszone partie skóry, nie zatykał porów, jednak w moim wypadku nie nadawał się do stosowana na dzień, ponieważ skóra dość szybko zaczynała mi się po nim świecić. 
Następca: krem nawilżający Decubal



Ziaja antytrądzikowy krem tonujący - jeden z moich pierwszych kremów tonujących. Nie zapychał porów, ładnie wyrównuje kolor skóry. Większych problemów na pewno nie zakryje. Tani i dobry :)

Następca: krem matujący BB z Eveline

Tusze: Oriflame oraz Avon - dawały bardzo naturalny efekt, nie osypywały się, jednak do nich raczej nie powrócę.
Następca: niestety mam jeszcze kilka otwartych tuszy...



Peeling enzymatyczny Eveline - planuję kupić peeling enzymatyczny ze strony z naturalnymi kosmetykiami, ale dopóki go nie kupię bardzo chętnie  wrócę do peelingu z Eveline 
Maseczka oczyszczająca Flos-lek - niestety maseczka nie przypadła mi do gustu. Po wykończeniu wszystkich gotowych maseczek pozostanę wierna glinką :)
Próbka kremu Perfecta
Płatki kosmetyczne (jedno opakowanie pochodzi jeszcze ze stycznia - zawieruszyło się gdzieś w mojej denkowej torbie...)

Chyba dobrze mi poszło? Mam nadzieję, że u Was jest równie dobrze a nawet i lepiej :)

środa, 11 stycznia 2012

Oriflame - Giordani White Gold

Chciałam wam dzisiaj przedstawić jeden z moich ulubionych zapachów. Nie będzie to jakaś długa recenzja tylko raczej krótka notka...


Od producenta: Dla kobiety, która pragnie czegoś nowego: zmiany stylu, przyspieszonego bicia serca, błysku w spojrzeniu mężczyzn. Delikatny jaśmin i wiciokrzew na szyprowym tle z piżmem i wanilią wprawiają w rozmarzenie. 


Moją buteleczkę dostałam od koleżanki na urodziny, byłam jej za to bardzo wdzięczna bo po prostu zakochałam się w tym zapachu. Uwielbiam jaśmin, tu go na prawdę go można wyczuć. Zapach nie jest duszący, dość długo się utrzymuje na skórze, na szaliku czy chuście czuję go kilka dni. Moim zdaniem nadaję się i na dzień i na wieczór. Nie będę więcej pisać, bo go po prostu UWIELBIAM...

Jak widzicie na zdjęciu, niestety już mi się kończy, ale coś czuję że jeszcze do nich wrócę, gdy wypsikam moje małe zapasy :)

Nivea | lekki mus do pielęgnacji ciała - dzika malina i biała herbata

Dzisiaj kolejna recenzja kosmetyków, które otrzymałam w ramach testowania w Klubie Przyjaciółek Nivea. Tym razem otrzymałam dwie wersje zap...