Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miss Sporty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miss Sporty. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 grudnia 2017

Projekt denko | październik - listopad 2017


Witam Was dzisiaj w projekcie denko. Niestety w październiku nie dałam rady dodać podsumowania miesiąca, ponieważ pod koniec października i w listopadzie była u mnie moja siostra z rodzinką. Od kilku lat mieszka dość daleko ode mnie, więc starałam się spędzić z nimi wspólnie czas. Dzisiaj będą więc zużycia z ostatnich dwóch miesięcy.



Fa | żel pod prysznic - coconut water /recenzja/: duży, przyjemnie pachnący żel, do którego chętnie bym wróciła, gdyby nie tyle ciekawych kosmetyków do wypróbowania. Na pewno warto go po niego sięgnąć :)

Babydream fur Mama | balsam do kąpieli dla matek: dopiero teraz zużyłam drugie opakowanie tego płynu, ale niestety nie mam obecnie zbyt wiele okazji, aby robić sobie długie kąpiele (szybki prysznic i na dyżur do małego :D ). Płyn dobrze sprawdzał się, nie przesuszał skóry, jednak w wannie nie tworzy puszystej piany.

Ziaja | żel pod prysznic oraz peeling - wersja orzeźwiająca z limonkowo-cytrusowym koktajlem egzotycznym /recenzja/: miałam spore oczekiwania co do zapachu tych kosmetyków. Kupiłam je aby poczuć odświeżenie pod prysznicem latem, jednak bardzo mocno kojarzą mi się z "kibelkowym" odświeżaczem. Żel jako żel sprawdzał się poprawnie, jednak peeling nie robił zbyt wiele - był rzadki i spływał z dłoni pod prysznicem.

Biały Jeleń | emulsja do higieny intymnej - nawilżające kozie mleko: jednym słowem dobry kosmetyk. Robił co miał robić, nie podrażniał. Ma wygodną pompkę i nie kosztuje zbyt dużo.


Linda | mydło w płynie - lemon & verbena: mydełko dorwane w Biedronce. Bardzo fajny zapach. Ale nie tylko zapach przekonał mnie do zakupu, a szata graficzna opakowania - bardzo prosta i estetyczna.

Avon Foot Works | wygładzający scrub do stóp mięta i aloes: sama nie wiem po co kupuje te peelingi, bo jakiś super efektów po nich nie ma... Ale mają co jakiś czas nowe zapachy.

Marion | złuszczający zabieg do stóp: w tym denku to wyjdę chyba na prawdziwą blondynkę, bo po raz drugi zużyłam kosmetyk a dopiero potem przeczytałam etykietę na opakowaniu :) Jedno opakowanie = jeden zabieg, a ja użyłam go na dwa razy. Myślałam, że zawartość jest do wykonania w czasie wspólnego wieczoru z chłopakiem, bo mamy tu dwa rozmiary skarpetek i dwie saszetki. A okazało się, że zawartość jednej saszetki należało wlać do jednej skarpetki. Jednak uważam, że tego płynu było na tyle dużo, że spokojnie można go rozlać na dwie skarpetki. U mnie zabieg przyniósł pożądane skutki więc można go spokojnie użyć na dwa razy :)


Farmona | szampon do włosów - skrzyp polny: dobry, tani ziołowy szampon do włosów do codziennego używania. Gęsty i wydajny.

Isana | woda brzozowa: nie zauważyłam żadnych efektów na włosach po wprowadzeniu tego kosmetyku do pielęgnacji, więc jak dla mnie jest on zbędny.

Ziaja | maska intensywnie kondycjonująca z keratyną - kozie mleko /recenzja/: super działania po nie nie odnotowałam, jest to po prostu odżywka ułatwiająca rozczesywanie włosów po umyciu. Zdecydowanie lepsze efekty dawała przetrzymana dłużej na włosach pod czepkiem.

Batiste | suchy szampon - floral & flirty blush: suche szampony tej marki bardzo lubię, i w sumie za każdym razem sięgam po inną wersję zapachową. Wszystkie u mnie się bardzo dobrze sprawdzają.

Green Pharmacy | odbudowujący olejek łopianowy z olejem arganowym: nie używałam regularnie tego olejku, raczej przypominało mi się o nim raz na miesiąc albo i rzadziej. Obecnie nie suszę włosów suszarką, a prostownicy nie pamiętam kiedy ostatnio użyłam, więc moje włosy nie są bardzo zniszczone i po tym olejku nie widziałam lepszych efektów niż po konkretnej masce do włosów.


Avon Planet Spa | oczyszczająco-rewitalizująca pianka pod prysznic z ekstraktem nasion Moringa: zastanawiacie się pewnie co ten kosmetyk (przeznaczony do ciała) robi w sekcji kosmetyków do twarzy??? Po prostu jestem gapą... Nie doczytałam i używałam jej do mycia twarzy, ponieważ nie pomyślałam nawet, że Avon w swojej ofercie ma coś takiego jak pianka pod prysznic, i to przed tym jak Nivea wprowadziła swoje pianki na rynek... Muszę przyznać, że pianka bardzo fajnie sprawdzała się do twarzy. Używałam jej przeważnie rano do odświeżenia skóry po nocy i świetnie się do tego sprawdzała. Skóra była bardzo wygładzona, mięciutka. Kremy fajnie się wchłaniały. I pianka ma bardzo przyjemny zapach.

Tołpa, dermo face | matujący płyn micelarny-tonik 2w1 /recenzja/: płyn skutecznie radził sobie ze zmyciem tuszu z rzęs, tonizował i doczyszczał skórę, jednak nie zauważyłam aby działał normalizująco na tłustą skórę.

Garnier Pure Active Intensive | korygujący krem matujący /recenzja/: nie ma co ukrywać, nie jest to Effaclar Duo. Krem nie powodował u mnie diametralnej zmiany (czytaj: poprawy) w stanie skóry, jednak na pewno jej nie zaszkodził. Za to bardzo dobrze sprawdził się jako krem na dzień. Skóra była zmatowiona, a makijaż dobrze się na nim trzymał.

Synergen | plasterki antybakteryjne przeciw wypryskom /recenzja/pisałam o nich jakiś czas temu, więc jeśli zajrzycie do recenzji, to zobaczycie, że byłam z nich zadowolona. Niestety są one już niedostępne w Rossmannie.


Dermika | aktywny peeling enzymatyczny z papainą i żółtą glinką do cery tłustej i mieszanej: maseczka na pewno nie jest przeznaczona dla osób, które (tak jak ja) szukają mocnego oczyszczenia. Maseczka dawała bardzo delikatny efekt. Skóra była wygładzona, pory lekko zwężone. 

Avon Clearskin | głęboko oczyszczająca maseczka przeciw wągrom z 0,5% kwasem salicylowym: maseczka kupiona za kilka złotych, a dawała mi lepsze efekty niż maseczka z Nivei [klik]. Pory po jej użyciu były bardziej zwężone, przez co mniej widoczne i lepiej oczyszczone. Pewnie kiedyś do niej wrócę.

Nivea Essentials | 1 minutowa maska Urban Skin Detoks /recenzja/: maseczka nie wywarła na mnie dobrego wrażenia o czym możecie poczytać w recenzji. Przy mojej dość problematycznej skórze nie sprawdziła się zbyt dobrze. Raczej polecam ją osobą, które potrzebują delikatnego oczyszczenia i odświeżenia skóry.

Dermo Pharma | maska kompres intensywne nawilżanie i dotlenienie: maseczka w płachcie, która jest dobrze wycięta, wszystko dobrze przylegało. Odpowiedni nawilżona. Po zdjęciu jej z twarzy, skóra jeszcze lekko się lepiła od tego płynu, jednak po wmasowaniu resztek, szybko się on wchłonął. Efekt to miękka i wygładzona skóra. Maseczkę użyłam na wieczór, i jak po zabiegu byłam zadowolona, to rano miałam bardzo przesuszoną skórę. Wszystkie suche miejsca były podkreślone... Dziwna sprawa.


Purederm | kolagenowa maseczka pod oczy: płatki średnio się u mnie sprawdziły, użyłam kilka razy, a reszta leżała sobie w lodówce aż się przeterminowała...

Ziaja | spray przyspieszający opalanie - masło kakaowe: uwielbiam zapach tej serii, a kosmetyk zdecydowanie przydatny w czasie wakacji.


Wibo | French Manicure: rzadko maluje paznkcie, co widać po ilości zużytego lakieru... Bardzo lubię takie delikatne, nudziakowe kolory na paznokciach. Niestety już się zważył, więc pora się z nim pożegnać.

Catrice | kredka do brwi odcień 040: moja ulubiona kredka do brwi. Bardzo łatwo wypełnia się nią brwi, nawet jeśli nałożymy jej za dużo, z łatwością wyczeszemy nadmiar dołączoną spiralą. Kolor 040 jest troszkę ciemniejszy niż 020, ale kupuję je praktycznie na zmianę.

L'Oreal | Volume Million Lashes /recenzja/: jak inne tusze z tej serii L'Oreala, bardzo go lubiłam. Rzęsy są widocznie podkreślone, nieposklejane. Tusz jest długo mokry, przez co wystarczy na dość długo.

Max Factor | Clump Defy: masakra dawała u mnie efekt porównywalny do tej żółtej z Lovely, więc skoro mała różnica to nie widzę powodu, żeby przepłacać.

Max Factor | 2000 Calorie: klasyczna szczoteczka z włosia dawała na rzęsach delikatny look. Wydaje mi się, że kiedyś jeszcze do niej wrócę.

Clinique | High Impact Mascara: maskara dawała bardzo naturalny efekt a jednocześnie rzęsy były bardziej widoczne. Gdyby nie cena, to na pewno bym do niej wracała co chwila.

Miss Sporty | Studio Lash 3D Volumythic: tania maskara, która dawała fajny efekt na moich rzęsach. Żywotność tuszu może nie jest najlepsza, ale za tą cenę na pewno warto ją wypróbować.


Lovena | płatki kosmetyczne: mięciutkie, bawełniane płatki, które się nie rozwarstwiały. Na pewno będę do nich wracać, ponieważ te małe biedronkowe zmieniły skład, niestety na gorszy - są mniej przyjemne w dotyku :(

Be Beauty | duże płatki kosmetyczne: lubię używać dużych wacików do zmywania maskary z oczu. Te były dobre, nie rozwarstwiają się.

Nicols | gąbeczki do demakijażu: gąbek celulozowych używam do zmywania maseczek z twarzy, bardzo ułatwiają ten proces, zwłaszcza jeśli chodzi o maseczki na bazie glinek.


Isana | sól do kąpieli - granat i imbir oraz czas marzeń: spoko sole. Lekko barwią wodę, zapach wyczuwalny na początku nawet dość mocno, jednak szybko się ulatnia.

Ziajka | mleczko do ciała dla dzieci i niemowląt: użyłam na sobie, bo wydawało mi się, że miał dość mocny zapach. W pierwszym roku życia synka, staram się używać bardziej delikatnych kosmetyków, tym bardziej, że ostatnio ma on małe problemy skórne.

Palmers | balsam do ciała: ten balsam ma trochę lżejszą formułę od tego, którego używałam w ciąży i  kakao było w nim jakoś tak mniej wyczuwalne.



I to tyle moich dwumiesięcznych zużyć. Dajcie znać czy coś z tego miałyście i jak się u Was te kosmetyki sprawdzały.


czwartek, 8 maja 2014

Kwietniowe zużycia

Dość długo zabieram się za posta z denkiem, ale z racji tego, że jestem na urlopie, pora na małe porządki :) W poprzednim miesiącu udało mi się zużyć dość sporo, więc zapraszam do dalszej części posta, z której dowiecie się, jakie ostatecznie miałam zdanie na temat zużytych przeze mnie kosmetyków.

Zaczniemy od kosmetyków przeznaczonych do twarzy i ciała. Następnie włosy, próbki i kilka "wyrzutków".
Cetaphil emulsja micelarna do mycia twarzy /recenzja/: kosmetyk niezwykle delikatny i zarazem skuteczny. Mimo, że jest to produkt apteczny i kosztuje ok. 35 zł, wydatek jest usprawiedliwiony dużą wydajnością i zbawiennym wpływem na skórę :)
Następca: Facelle pianka do higieny intymnej i Alverde żel do mycia twarzy zanieczyszczonej

Be Beauty płyn micelarny: produkt, który często powtarza się w moich zużyciach, bo jest tani i skutecznie rozprawia się z moim makijażem twarzy i oczu.

Uroda Melisa płyn micelarny /rezenzja/: na prawdę liczyłam, że płyn się u mnie sprawdzi. O ile makijaż twarzy zmywał całkiem dobrze, to problemem okazało się zmycie tuszu z rzęs. Na dodatek płyn podrażniał mnie w zewnętrznych kącikach oczu.
Następca: Oeparol i kolejna butelka Be Beauty

Yves Rocher krem-żel /recenzja/: używałam go codziennie pod makijaż w okresie jesienno-zimowym i sprawdzał się wyśmienicie. Szybko się wchłaniał, zapewniał nawilżenie tłustej skóry. Nie rolował się i nie powodował szybszego przetłuszczania się skóry.
Następca: Nivea Make-Up Starter

Skincode: krem szybko się wchłaniał i pozostawiał skórę lekką zmatowioną, równie dobrze sprawdzał się pod makijażem. Nie zauważyłam aby niewielkie przebarwienia szybciej znikały przy użyciu tego kremu. Ostatnio używałam go głównie będąc w domu, po pracy, ponieważ nie przetłuszczał szybko skóry.
Następca: (męczę) Garnier Hydra Adapt krem-sorbet do tłustej skóry

Miss Sporty korektor z wit. E i C /recenzja/: tani jak barszcz i do tego świetnie sprawdza się do ukrycia moich niewielkich cieni pod oczami. Na większe zasinienia na pewno będzie za słaby.
Następca: Bell korektor w płynie z minerałami

Yves Rocher żel pod prysznic pomarańcza i kakao /recenzja/: prze-przecudowny, otulający zapach delicji. Niestety była to edycja limitowana, jednak warto sięgną po płyn z Luksji o tym samym zapachu. Żel ładnie się pienił i nie wysuszał mojej skóry.
Następca: Dove rozpieszczający żel pod prysznic i Isana mięta&limonka

Isana pianka do golenia: kupiłam ją na promocji za niecałe 4 zł i jak na taką cenę nie ma za wiele co wymagać. Pianka dość szybko znikała ze skóry i niestety nie jest zbyt wydajna.
Następca: Palmolive pianka do golenia (męska)

Dairy Fun sól do kąpieli /recenzja/: o soli pisałam niedawno, więc odsyłam do recenzji. Krótko mówiąc - sól nie warta uwagi. Zapach szybko się ulatnia, a na koniec kąpieli mamy piękny różowy osad do zmycia z wanny...

Decubal intensywnie odżywczy krem do skóry suchej i atopowej /recenzja/: bardzo zbity krem, który trudno wycisnąć z tubki. Do tego bardzo tłusty, używałam go głównie do stóp, łokci i kolan, ale nie miał wybitnie nawilżających właściwości w porównaniu do pozostałych balsamów z firmy Decubal.
Następca: Eveline balsam z mocznikiem

Yves Rocher odświeżający dezodorant z aloesem bio /recenzja/: dziadowy z niego dezodorant! Niestety zapach jest bardzo ładny, świeży i delikatny, ale niestety szybko znika i spod pachy czuć nieprzyjemną woń... Słabo chroni przed poceniem.
Następca: Adidas spray i kulka

Avon Foot Works odświeżający spray do stóp zielona herbata i mięta: spreye do stóp to chyba nie liczne kosmetyki z Avonu, które bardzo lubię. Świetnie odświeżają zarówno stopy jak i nogi, działają chłodząco. Na lato na pewno zaopatrzę się w kolejne opakowanie. Niestety nie działają one przeciwpotnie.

Isana szampon i odżywka do włosów blond /recenzja/: niestety przygoda z szamponem zakończyła się dla mnie niezby wesoło, ponieważ na skórze pojawiły się bolące krosty. Na początku szampon wydawał się być ok, dobrze oczyszczał skórę, był gęsty przez co bardzo wydajny. W sam raz do codziennego używania... Oczywiście gdyby nie fakt, że podrażnił skórę głowy.
Odżywka powodowała jedynie, że włosy łatwiej się rozczesywały i były miękkie. Nie miała żadnych właściwości odżywczych czy regenerujących. Na szczęście nie obciążała włosów.
Następcy: Dove szampon do włosów zniszczonych i Alterra odżywka do włosów morela i pszenica

Selective odżywka nawilżająca do włosów suchych /recenzja/: niezwykle odżywcza i nawilżająca odżywka. Włosy były po niej miękkie, zdyscyplinowane i bardzo ładnie się układały. Końcówki wyglądały na zdrowe i zadbane.
Następca: maska Elseve Fibralogy

Avon wygładzający balsam do prostowania włosów: bardzo wydajny kosmetyk, który używałam do zabezpieczania włosów przed działaniem wysokiej temperatury. Nie zauważyłam, żeby obciążał włosy lub powodował ich szybsze przetłuszczanie się. Można stosować go również jako odżywkę ułatwiającą rozczesywanie włosów.
Następca: Marion mgiełka termoochronna

Cleanic patyczki higieniczne: bardzo polubiłam te profilowane patyczki i będę do nich teraz systematycznie wracać.

Carea płatki kosmetyczne: tanie i świetne płatki :)

Dada chusteczki nawilżane: chusteczki nabyłam na promocji w Biedronce, jednak nie byłam z nich bardzo zadowolona. Chusteczki nie były dość dobrze nasączone, ciągle musiałam trzymać je odwrócone do góry nogami... Na razie nie planuję powrotu do nich.

Babydream chusteczki nawilżane: były to najmniejsze dostępne w Rossmannie chusteczki nawilżane, które woziłam w samochodzie. Niestety nie są one zbyt mocno nawilżone, dodatkowo zamknięcie nie było zbyt szczelne i chusteczki szybko wyschły.

Ziaja maseczka regenerująca: tania i bardzo szeroko dostępna maseczka, która wygładza skórę, powoduje, że pory są mniej widoczne a skóra zmatowiona. Regularnie do niej wracam i zastanawiam się nad zakupem jakieś maski z Ziaji w dużym opakowaniu :)

Vichy LipoMetric żel wyszczuplający: nie jestem przekonana do tego, aby wydawać sporo kasy na kosmetyki, które w moim mniemaniu nie wiele robią w walce z cellulitem. Żelowo-kremowa konsystencja szybko się wchłaniała i miała przyjemny zapach. O działaniu na podstawie próbki nie będę nawet wspominać...

Pirolam szampon przeciwłupieżowy: działanie profilaktyczne :)

"Wyrzutki":
Alterra mleczko do ciała pomarańcza i wanilia: niestety żałuję nawet tych 4 złotych wydany na ten kosmetyk. Strasznie rozprowadza się na skórze, marze się po niej. Aby się wchłonął muszę się masować, masować, masować.... Nie mam do niego siły i pomysłu jak inaczej go wykorzystać, dlatego ląduje w koszu. Jedynym małym plusikiem jest ciasteczkowy zapach tego balsamu.

Ziaja Sopot Sun: nie opalam się zbyt dużo, dlatego nie wykorzystałam do końca kremu do opalania z Ziaji, po które często wracam w okresie letnim, ponieważ dobrze chronią moją skórę i są w przystępnych cenach. Niestety w tym wypadku "wyszedł" już termin przydatności (pamiętajcie aby co jakiś czas przeglądać zawartość kosmetycznego arsenału, właśnie pod względem terminu ważności!)

L'Biotica serum do rzęs: serum kupiłam jakiś czas temu, używała jednak nie zauważyłam widocznych efektów i tak sobie leżało... Wiem, że sporo osób je chwali, jednak u mnie słabo działało, a to powoduje u mnie zniechęcenie do dalszego stosowania... Chyba teraz spróbuję sposobu z olejkiem rycynowym :)


Od razu czuję się lżejsza :) Mam nadzieję, że w kwietniu też uszczupliłyście Swoje zapasy kosmetyczne?

Ja powracam do urlopowania (muszę nacieszyć się moim TŻ) a Was zapraszam na INSTAGRAM, gdzie ostatnio pojawiam się (mam nadzieję...) częściej  i udowadniam sobie, że znajduję radość w każdym, nawet najtrudniejszym dniu (czytaj: wyzwanie - 100 happy days).

czwartek, 10 kwietnia 2014

Miss Sporty - korektor w płynie z witaminą E i C

Korektor kupiłam dość dawno temu, bo chyba na pierwszej obniżce -40% w Rossmannie. Wiele dziewczyn polecało kupno korektora w płynie z Miss Sporty i niewiele się zastanawiając kupiłam go za zawrotną kwotę ok. 6-7 zł. 

Niestety zabierając się za tą recenzję, okazało się, że nie zrobiłam zdjęć korektorowi w czasie gdy wyglądał dobrze, dlatego posiłkuję się zdjęciem z wizażu (źródło). Obecnie napisy z opakowanie już co nieco się starły... 

Z "danych technicznych" chciałam jeszcze dodać, że posiadam odcień jaśniejszy (dostępne są tylko dwa odcienie). 

Jak możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej nie posiadam mocnych, sinych podkówek (chyba, że przez dłuższy czas śpię bardzo mało...). Korektor posiada pacynkę, którą nakładam kilka kropek pod oczami. Rozcieram go albo pędzelkiem albo wklepuję po prostu paluszkami :)
Z ilością aplikowanego kosmetyku warto uważać, ponieważ zbyt wielka ilość powoduje, że zbiera się w załamaniu czy drobnych zmarszczkach (ale tak jest chyba w przypadku większości korektorów...).
Korektor utrzymuje się u mnie jakieś 5-8 godzin, oczywiście łatwo nim nanieść poprawki, ponieważ szybko stapia się ze skórą. 

Dostępność: szafy Miss Sporty
Cena: ok. 10 zł / 6 ml
KWC: klik

Korektora z Miss Sporty używam jedynie pod oczy, twarzowe niespodzianki czy zaczerwienienia szybko zaczynają prześwitywać. Ja z efektu jaki daje pod oczami jestem bardzo zadowolona, ponieważ daje naturalny, a nie sztuczny, wygląd. Do tego kosztuje grosze... i już zaczynam za nim tęsknić (niestety skończył mi się kilka dni temu). 

Na koniec chciałam jeszcze dodać, że używany jedynie do zakrycia cieni wystarcza na bardzo długi czas :)





Nivea | lekki mus do pielęgnacji ciała - dzika malina i biała herbata

Dzisiaj kolejna recenzja kosmetyków, które otrzymałam w ramach testowania w Klubie Przyjaciółek Nivea. Tym razem otrzymałam dwie wersje zap...